Napisane przez: louvette | październik 21, 2007

Portal grą dla lesbijek?

Wybaczcie ten tabloidowy tytuł, nie jest on wbrew pozorom próbą przykucia uwagi poprzez użycie słowa na “l”, tylko dosłownym tłumaczeniem pytania, jakie zadała Bonnie Rueberg na swoim blogu odnośnie nowej gry Valve dołączanej do zestawu The Orange Box, zawierającego m.in. Half-Life 2 wraz z dwoma epizodami (który ukazał się kilkanaście dni temu i z miejsca stał się jedną z najlepiej ocenianych gier w historii branży). Bonnie jest pracującą dla nowojorskiego magazynu The Village Voice dziennikarką zajmującą się kwestiami stojącymi na styku nowoczesnej technologii i problematyki seksu i płci, więc zadawanie podobnych pytań jest w jej przypadku normalne, ale ja potraktowałam jej tekst raczej jako… ale o tym za chwilę.

Wypada w tym miejscu najpierw powiedzieć, na czym w ogóle polega gra. To swego rodzaju “first-person puzzle”, w którym wcielając się w wyposażoną w specjalną broń bohaterkę wydostajemy się z kolejnych poziomów tworząc na płaskich powierzchniach pomieszczeń tytułowe portale, czyli załamujące przestrzeń bramy, przez które możemy teleportować siebie lub różne przedmioty. Para utworzonych w ten sposób portali łączy ze sobą fizycznie dwa znajdujące się w różnych punktach przestrzeni miejsca. Całość rozgrywa się w tajemniczym kompleksie badawczym, przez który prowadzi nas posługująca się kobiecym głosem sztuczna inteligencja. Gra oparta jest na oryginalnym pomyśle i stanowi niezłe wyzwanie dla logiki i wyobraźni przestrzennej.

Zatem Bonnie pisze między innymi:

We’re dealing with a reshaping of a highly masculine genre, the FPS. If that itself weren’t “queering” enough, there’s the whole holes issue. We’ve talked before about how the guns in first-person shooters act as phallic avatars–that is, as penises. But in a world of women, this gun doesn’t shoot bullets. It shoots orifices. Openings. Fine, vaginas. Vaginas you, a female character, have to enter/exit to solve puzzles. I don’t say this often, and almost never with so much support and enthusiasm, but that is so gay.

I tak dalej. Można powiedzieć, że dowodem na to, że dane dzieło jest znaczące i ważne, jest możliwość odnalezienia w nim “drugiego dna” i różnej maści podtekstów. Czy uzasadnionych – to już osobna kwestia, ale każdy, kto na przykład uczestniczył w wykładach z literatury współczesnej na poziomie akademickim wie, że w wielu książkach doszukiwać się można całkiem różnych, nierzadko zupełnie niesamowitych ukrytych znaczeń i najczęściej zależne jest to od fantazji prowadzącego. Niestety w wielu przypadkach mamy do czynienia z klasycznymi przykładami nadinterpretacji.

Z drugiej strony, jeśli potraktujemy intencje twórców na równych prawach z punktem widzenia dowolnego odbiorcy, każda interpretacja ma rację bytu, bo jest wyrazem subiektywnego postrzegania i odczuwania dzieła, które w momencie publikacji nie jest już niczyją własnością. Innymi słowy, jeśli Bonnie chce postrzegać Portal przez pryzmat teorii gender, to ma do tego pełne prawo. A my mamy prawo uznać, że się zagalopowała. Niezależnie od tego, po której stronie staniemy i abstrahując od prowokacyjnej natury całej tej sprawy, powinniśmy się cieszyć, że gry mogą inspirować do tak różnych przemyśleń.


Odpowiedzi

  1. Interesujące ujęcie tematu…;-)

  2. Coś w tym jest ;] BTW -> Genialna gra…


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie