Altergranie

Gry wideo i (pop)kultura

Archiwum dla kwiecień, 2008

Unikalny styl w wydaniu polskim

Stosunkowo rzadko na Altergraniu piszę o swoich preferencjach dotyczących gier, a już prawie nigdy o tym, w co aktualnie gram - bo i też nie po to ten blog powstał - ale ponieważ od każdej reguły musi być wyjątek, pozwolę sobie poświęcić kilka słów produkcjom, które jak sądzę warte są tego, by o nich napisać.

Mowa o grach Mateusza Skutnika, z wykształcenia architekta, z zawodu grafika i programisty, z zamiłowania twórcy komiksów (m.in. cykl “Rewolucje”) i gier flashowych. Zapewne znaczna część czytelników dobrze zna działalność Skutnika na polu gier, bo od 2005 roku zdołał zdobyć niemałą popularność, choć i tak mam wrażenie, że głównie za granicą (jego fanem jest m.in. jeden z najpopularniejszych brytyjskich dziennikarzy piszących o grach, John Walker), a nie u nas. Najbardziej znana seria Skutnika to Submachines, z której część gier należy do gatunku “escape the room”, część jest bliższa łamigłówkom czy przygodówkom. Inne produkcje to m.in. utrzymane w podobnej konwencji cykle Covert Front (na razie dwa epizody) i Daymare Town (jeden epizod).

Właściwie zamiast pisać więcej o konkretnych tytułach, polecam każdemu, kto jeszcze nie miał ku temu okazji, samemu zagrać. Gry Skutnika w kilku kwestiach formalnych spełniają założenia produkcji typu casual - można je uruchomić w oknie przeglądarki i ukończyć w kilkanaście minut (choć przy niektórych pogłówkować trzeba dłużej). Szczególnie warte podkreślenia jest według mnie jednak co innego. Clive Thompson pisał ostatnio w magazynie Wired o tym, że niewielu twórców gier - w przeciwieństwie do muzyków czy filmowców - wykształciło swój własny styl, dzięki któremu ich produkcje są od razu rozpoznawalne. I nie chodzi tu wyłącznie o styl graficzny, ale też sposób nawigacji czy szerzej prowadzenia rozgrywki. Dzieła Skutnika należą właśnie do tego niewielkiego grona gier, o których bez znajomości tytułu czy nazwy firmy można powiedzieć: tak, od razu widać (czuć), że stworzył to on. Na styl Skutnika składają się m.in. nierealna, czy wręcz surrealna atmosfera, tajemnicza fabuła, której poszczególne elementy dozowane są skąpo i oczywiście dużo rozmaitej maszynerii, z którą związana jest większość zagadek. Wszystko to zilustrowane charakterystyczną komiksową kreską.

Polecam graczom, którzy mają czasem ochotę na coś świeżego i unikalnego, w dodatku z artystycznym zacięciem. Na dokładkę wywiad z Mateuszem Skutnikiem, który ukazał się w serwisie Indie Games.

O alfabetyzacji za pomocą gier raz jeszcze

Temat bibliotek i edukacji medialnej w powiązaniu z grami prawdopodobnie będzie się co jakiś czas na Altergraniu pojawiał i to nie tylko dlatego, że pięć lat studiów robi swoje, ale też dlatego, że kwestia “gaming literacy”, czyli w wolnym tłumaczeniu “alfabetyzacji growej”, wydaje mi się szczególnie interesująca.

Na blogu poświęconym nowoczesnemu bibliotekarstwu dostosowanemu do wymagań współczesności, The Shifted Librarian, pojawił się bardzo ciekawy tekst zestawiający dowody na sensowność wprowadzania gier do bibliotek i jednocześnie wychodzący naprzeciw obawom bibliotekarzy, którzy uważają, że dzieci i nastolatki przychodzą tylko pograć i nawet nie zerkają na półki z książkami (jak się okazuje, to obawy najczęściej bezpodstawne).

Żeby jednak nie wywołać wrażenia, że rozstawianie konsol w murach biblioteki służyć ma jedynie jako atrakcyjny wabik, a prawdziwym celem jest i tak wyłącznie zwiększenie liczby wypożyczeń książek, autorka w zgrabny sposób wyjaśnia, jak gry i alfabetyzacja mają się do siebie:

1. Literacy is more than reading and writing — that is it’s more than the acquistion of basic skills. Literacy requires problem solving skills, the ability to formulate and apply hypotheses, strategy development, etc.

2. Gaming — board, social, and video — is a meaningful literacy activity. Kids (and adults) are invested in gaming. It’s fun, it’s what they do with their peers, and they like it. Therefore it has meaning in their lives. Gaming usually requires some reading and writing skills. It always involves problem solving and strategy skills. Even reluctant readers will read and problem solve in order to ‘level up’ and master the game and stay competitive with their peers. That said, along with mastering the game, they are improving their basic skills.

Promowaniu grania jako aktywności uczącej m.in. samodzielnego rozwiązywania problemów, współpracy, nielinearnej nawigacji, myślenia w ramach procedur obliczeniowych, budowania światów poświęcona jest też inicjatywa Institute of Play. Dzięki pracownikom instytutu już w przyszłym roku w Nowym Jorku rozpocznie się nauka w pierwszej szkole publicznej, w której alfabetyzacja za pomocą gier będzie jedną z podstawowych metod nauczania.

LinkoGRAfia (20)

W sam raz do przeczytania jeszcze przed długim weekendem. Polecam linkoGRAfię za okres 21-27 kwietnia:

Ludo ergo sum - Z gier wynurzone

W tym tygodniu tekst nieco krótszy i bardziej informacyjny, co jest w pewnym sensie nawiązaniem do korzeni cyklu. A o czym - nie napiszę, bo to się okazuje dopiero w jego połowie :) Zapraszam do lektury.

“To przecież tylko gra”

Krótkie i niezobowiązujące spostrzeżenie numer dwa:

Na blogu MTV Multiplayer bardzo ciekawy i ważny tekst zainspirowany dyskusją wokół trailera Resident Evil 5, która ostatnio rozgorzała na nowo. Traktuje o sensowności powtarzanego tak często w obliczu oskarżania elektronicznej rozrywki o nieodpowiednią zawartość i wpływ argumentu: “to przecież tylko gra”. Używając go właściwie sami odmawiamy grom znaczenia i pomijamy cały kulturowy kontekst, jaki zawierają, sprowadzając to, co oferują, wyłącznie do abstrakcji, jak gdyby wszystkie gry miały taki sam związek z rzeczywistością jak Tetris czy szachy, a od czasów Ponga niewiele się zmieniło.

This is what’s worth discussing: Who do we want to be or not be in games? How abstract or how real do we want these virtual worlds to be? What kind of emotional impact do we want them to have? (…) Games aren’t just games. Character-driven games (…) are roles that we adopt, as if we were actors. They are fantasies waiting to be fulfilled (…). My theory is that gamers don’t want their games to just be games. We relish the moments that our avatars and our enemies mean more than a pawn, a rook or a knight might.

Naprawdę, naprawdę warto przeczytać cały tekst. Jego lektura uświadomiła mi pewien paradoks, jakiemu często ulegają gracze (powinnam właściwie napisać: jakiemu często ulegamy my, gracze - nie jestem bowiem wyjątkiem). Mianowicie: bywamy tak przewrażliwieni na punkcie niesprawiedliwego postrzegania gier, że w zależności od sytuacji przyjmujemy dwojaką postawę: albo “gry to wartościowe dzieła, które wzbudzają emocje i skłaniają do przemyśleń”, albo “to przecież tylko gry”. To dość wygodne, nieprawdaż?

Następne wpisy »