Seks, kłamstwa i gry wideo

Tekst pierwotnie ukazał się 5 maja 2007 roku na łamach serwisu GRY-OnLine.pl.

Dzisiaj będzie o seksie. W grach oczywiście. Temat delikatny i specyficzny, gdzie bowiem spotykają się dwie kwestie, które nawet osobno budzą wiele emocji i kontrowersji, trzeba być ostrożnym, zapomnieć o głupawych śmichach-chichach (albo przynajmniej na chwilę odłożyć je na bok) i potraktować sprawę z należytą hmm… powagą?

Mogłabym zacząć od tego, że seks, jako potężna siła będąca jedną z podstawowych ludzkich aktywności, obecny jest we wszelkich przejawach działalności artystycznej czy działalności w ogóle, ale to w zasadzie truizm. Wiadomo, że seks jest wszędzie, czy nam się to podoba, czy nie – w książkach, filmach, gazetach, telewizji, reklamach, czasem nawet w naszych sypialniach (czy w sypialniach naszych rodziców; nie dyskryminujmy nikogo ze względu na wiek). Dlaczego zatem miałby nie być obecny w grach?

Pikantne dialogi i pikselowe biusty w serii Leisure Suit Larry, nagusy i baraszkowanie pod kołdrą w Simsach, tworzenie erotycznego imperium w Playboy: The Mansion, łóżkowe cut-scenki w Mafii i Fahrenheicie, oraz oczywiście osławiona fizjonomia przedniej części ciała Lary Croft… z pewnością każdy dodałby jeszcze kilka swoich przykładów na obecność w grach elementów związanych z seksem. Towarzyszył on bowiem elektronicznej rozrywce niemal od początku, czemu zresztą trudno się dziwić, pamiętając choćby o tym, że jedne z pierwszych zdjęć wykonanych zaraz po odkryciu fotografii przedstawiały niekompletnie ubrane panie. Podobnie było z kinem, Internetem i innymi mediami.

Softporn Adventure (Sierra Entertainment, 1981) – pierwsza gra z elementami seksu była… tekstową przygodówką. Po prawej stronie Roberta Williams, przyszła twórczyni serii King’s Quest iPhantasmagorii.

Ale właściwie nie o tym być miało. Temat seksu w grach, o którym wcześniej specjalnie się nie mówiło, tak naprawdę głośny stał się dopiero, kiedy w 2005 wybuchł skandal z (nie)sławnym patchem do GTA: San Andreas, Hot Coffee, pozwalającym bohaterowi na łóżkowe igraszki. Sprawa trafiła na pierwsze strony światowych gazet i do amerykańskiego kongresu, w wyniku czego organizacja Entertainment Software Rating Board zmuszona była przeprowadzić specjalne postępowanie dochodzeniowe. Wtedy to świat dowiedział się, że gry są niebezpieczne z jeszcze jednego powodu…

Na tę nagonkę bardzo przytomnie zareagowało środowisko deweloperskie. W ramach Game Developers Association powstała sekcja Sex Special Interest Group, która skupia twórców gier pragnących zamieszczać w swoich produkcjach treści dotyczące seksu i promuje rozsądne podejście do wyzwań (również etycznych) związanych z dewelopingiem, rozpowszechnianiem, reklamowaniem i przyporządkowywaniem tych gier do odpowiednich kategorii wiekowych. Sekcja organizuje tematyczne konferencje i wydaje książki – przede wszystkim arcyciekawą publikację zatytułowaną po prostu Sex In Video Games autorstwa Brendy Brathwaite, która ma ponad dwudziestoletnie doświadczenie w branży gier.

I co? I nic. Wszystko OK, deweloperzy podchodzą do sprawy poważnie, dorośli (w sensie dojrzałości emocjonalnej) gracze też, seks w grach pojawia się tu i ówdzie – może nie jest przedstawiany tak odważnie, dokładnie czy artystycznie, jak chcieliby niektórzy, ale jednak jest (notabene, redaktorowi pewnego rodzimego magazynu branżowego, który skarży się, że twórcy gier boją się pokazywać łechtaczkę, radzę zajrzeć do atlasu anatomii).

Wszystko to jednak – oczywiście abstrahując od produkcji stricte pornograficznych – raczej nieśmiałe aluzje, napomknięcia, mrugnięcia okiem. Seks nie istnieje jeszcze jako pełnoprawny składnik opowieści w elektronicznej rozrywce. Trochę to dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że statystyczny gracz to dorosły mężczyzna, który widział już w grach hektolitry krwi i z pewnością nie wzgardziłby też erotyką. To samo zresztą tyczy się większości kobiet. Dopóki jednak gry postrzegane będą jako rozrywka typowo dziecięca, musimy przyzwyczaić się do tego, że większość ich bohaterów żyje w celibacie.

Jesteśmy wszak na początku drogi. Nie zapominajmy, że w porównaniu z dajmy na to kinem elektroniczna rozrywka znajduje się w powijakach, o czym miałam okazję już pisać. Kolejne granice w pokazywaniu przemocy w grach są wciąż przekraczane, ale na to samo względem seksu przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Cóż, taka karma.

Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź: