New game journalism dzisiaj

Przed dwoma tygodniami na łamach serwisu gameindustry.biz pojawiła się pierwsza część zestawienia dziesięciu najbardziej kontrowersyjnych dziennikarskich tekstów dotyczących gier, które pojawiły się w ostatnich latach w branżowych magazynach. Dziś część druga i zarazem ostatnia. O ile większość omawianych przykładów jest dla nas raczej mało interesująca, bo odnoszą się do rynku amerykańskiego i tamtejszych mediów, które wbrew pozorom są dość hermetyczne, o tyle zjawisko, które znalazło się na czele listy, ma już szerszy zasięg i warto poświęcić mu chwilę uwagi.

Mowa o tak zwanym „new game journalism”. Samo pojęcie Nowego Dziennikarstwa narodziło się w USA w latach 60. i, jak podaje Wikipedia, „opiera się na stosowaniu literackich technik w reportażach i esejach, co nadaje tekstom walor ekspresjonistyczny”. W 2004 roku brytyjski dziennikarz specjalizujący się w tematyce gier, Kieron Gillen, opublikował na swoim blogu manifest „nowego dziennikarstwa growego” (jeśli ktoś wpadnie na lepszy pomysł, jak utworzyć przymiotnik od słowa „gra”, niech da mi znać – piszę całkiem serio). Główną ideą NGJ było opisywanie nie tyle gry, co odczuć, których doświadcza się podczas grania. W ten sposób recenzje gier nie sprowadzają się do prostego opisu dobrych i złych stron danej produkcji (które pomagają podjąć decyzję o ewentualnym zakupie), a prezentują skrajnie subiektywne wrażenia i emocje autora, które przeżywał w trakcie grania, często ubrane w eksperymentalną formę językową. W pewnym sensie przypomina to dziennikarstwo podróżnicze: autor opisuje swoje odczucia wynikłe z obcowania ze światem (w tym przypadku ze światem przedstawionym w grze) i jego mieszkańcami (z innymi graczami, jeśli mowa o grach MMO lub trybie multiplayer), wzbogacając to anegdotami i autobiograficznymi odniesieniami.

Nietrudno się domyślić, że „new game journalism” wzbudził sporo kontrowersji. Bezpośrednio po opublikowaniu manifestu w internecie zawrzało, chętni łatwo znajdą setki komentarzy i opinii – głównie negatywnych – z roku 2004 i 2005. Krytykowano głównie małą wartość merytoryczną tego typu tekstów i zachęcanie autorów do autopromocji za ich pośrednictwem. Oraz oczywiście grafomanię i pretensjonalność, która często w artykułach próbujących stosować się do zaleceń NGJ się pojawiała. Cóż, nie każdy chciał natykać się w recenzji strzelaniny na cytaty z Sartre’a…

Tak czy inaczej, manifest rewolucji nie spowodował, zachęcił jednak wielu dziennikarzy do eksperymentowania – czasem z bardzo ciekawym skutkiem, rzadziej bez. Z dzisiejszej perspektywy widać, że jego wpływ polegał przede wszystkim na wywołaniu pierwszej prawdziwej, szerokiej dyskusji wśród ludzi piszących o grach w mediach. W Polsce dyskusja ta przeszła bez większego echa, zresztą kwestia kondycji polskiego dziennikarstwa growego to temat na osobne rozważania. Mimo to co jakiś czas spotyka się teksty, zainspirowane – świadomie lub nieświadomie – założeniami NGJ. Niektórzy twierdzą, że zdarzały się w ś.p. Gamblerze, czyli de facto dobrych parę lat przed manifestem Gillena. A obecnie?

(Przy okazji, zainteresowanych tematem odsyłam do zestawienia dziesięciu wartych uwagi tekstów w stylu NGJ).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s