Wiedźmin nasz prowincjonalny

Premiera Wiedźmina już za dwa dni. I nie trzeba nawet być graczem, by o tym wiedzieć. Specjaliści od promocji CD Projekt od kilku miesięcy dwoją się i troją, by wytworzyć wokół premiery największej polskiej produkcji z branży elektronicznej rozrywki nastrój pełnego napięcia oczekiwania. Reklamy, newsy, artykuły, konkursy, eventy, kiczowate teledyski, a nawet promowanie za granicą przy współpracy z Instytutem Kultury Polskiej w Londynie. Wszystko po to, by kosztująca ponad 20 milionów złotych produkcja w ciągu pół roku sprzedała się w liczbie miliona egzemplarzy.

Można odnieść wrażenie, że nie wypada nie oczekiwać na Wiedźmina, a zakupienie osobistego egzemplarza to wręcz patriotyczny obowiązek każdego Polaka, który ma w domu komputer. Cóż, gra z pewnością sprzeda się bardzo dobrze w Polsce, bo postać Geralta właściwie i tak wystarczyłaby za całą reklamę. Podobnie będzie w krajach sąsiednich, w których książki Sapkowskiego zostały wydane i są dość popularne. W dodatku prawdopodobnie nieźle pójdzie mu w Niemczech, gdzie cRPG w konwencji fantasy jest równie lubiane co u nas (vide casus Gothica III, przez zachodnich graczy i media uznanego w najlepszym przypadku za średniaka). Ale Wiedźmin kreowany jest na światowy hit, który zawojuje globalny rynek gier. I wielu naszych rodaków jest święcie przekonanych o tym, że tak się stanie – a jeśli jakimś trafem miałoby być inaczej, to widać profani nie poznali się na naszym cudownym Witcherze, bo mają kiepskie gusta.

Żeby było jasne: nie życzę Wiedźminowi źle. Nie jest to może gra, na którą specjalnie bym czekała, ale wiem, że ma szansę być co najmniej niezła i pokazać światu, że studia z polski mogą tworzyć dobre, nieodstające od światowego poziomu produkcje (choć w sumie pokazał już to Techland z Call of Juarez, a wcześniej People Can Fly z Painkillerem). Ale przy całej mojej, dzielonej z wieloma innymi polskimi graczami, sympatii dla starań i umiejętności rodzimych deweloperów, śmiem przypuszczać, że Wiedźmin nie odniesie na świecie takiego sukcesu, o jaki walczy CD Projekt. Dlaczego? Powodów jest kilka:

  • Jest to gra na PC i tylko na PC (przynajmniej na razie, bo słychać plotki o konwersji na X360). Podczas gdy granie na komputerach jest bardzo popularne w naszej części Europy, w Ameryce i Europie Zachodniej rynek elektronicznej rozrywki napędzają konsole. Mało która gra ukazująca się wyłącznie na PC ma szansę stać się hitem (chyba, że nazywa się Crysis albo Starcraft II – ale w tym przypadku mamy do czynienia z produkcjami firm, które mają już na swoim koncie hity).
  • Jest to gra kreowana na przebój gatunku cRPG. Nie uniknie więc porównań z najlepszym erpegiem ostatnich paru lat: Oblivionem i najbardziej oczekiwanym erpegiem nadchodzących tygodni: Mass Effectem. Obawiam się, że w tym zestawieniu – zarówno pod względem grafiki (gra oparta jest na silniku nie pierwszej nowości), jak i otwartości świata i nieliniowości fabuły – wypadnie jednak blado.
  • Dla przeciętnego Amerykanina czy Francuza magia postaci Wiedźmina nie istnieje. Dla nich jest to po prostu bohater gry, „travelling monster hunter for hire gifted with unnatural powers”. Zachodni gracze najprawdopodobniej nie będą bawić się przy Wiedźminie nawet w połowie tak dobrze, jak znający i lubiący książki Sapkowskiego Polacy, Czesi czy Rosjanie, bo nie będą w stanie wyłapać nawiązań.
  • Światowym wydawcą gry jest firma Atari, która od jakiegoś czasu ma niemałe kłopoty finansowe i zajęta jest walką o zachowanie dawnej pozycji. W związku z tym promocja gry na Zachodzie i informacja o niej nie jest taka, jaka mogłaby – i powinna – być. Na przykład na amerykańskim Amazonie została zakwalifikowana do gatunku strzelanin, a w rankingu najbardziej oczekiwanych gier zajęła dopiero 995 miejsce.
  • Gra otrzymała w Europie kategorię wiekową „18+”, a w Ameryce „17+”, w związku z czym jej reklama, dostępność i w rezultacie wyniki sprzedaży mogą być mniejsze.

Nie boję się, że Wiedźmin powtórzy porażkę również kreowanego na światowy hit (tyle że kinematografii) Quo Vadis. Myślę, że mimo wszystko sprzeda się przyzwoicie i otrzyma w większości pozytywne recenzje. Ale jest to gra przede wszystkim dla Polaków. I lepiej spojrzeć na cały medialny szum wokół niej z dystansem, niż później się rozczarować. A już z pewnością nie warto leczyć sobie za pomocą Wiedźmina kompleksów narodowych.

4 thoughts on “Wiedźmin nasz prowincjonalny

  1. No, nie do końca się zgodzę.
    Jest sporo gier wychodzących wyłącznie na PC, które dopiero później ewent. wychodzą na inne platformy. Tytułem, do którego Wiedźmin będzie porównywany to NWN2, a nie Oblivion raczej. Do Obliviona czy Gothica 3 sięgał Two Worlds, Wiedźmin dąży raczej w kierunku wyznaczonym przez NWN2. Nawet ten sam engine (zmodyfikowana Aurora) mają przecież, no i wydawcę Atari. Co więcej, NWN2 jest przebojem, a wyszło tylko na PC. Z MS Wiedźmin uniknie porównań, bo MS to póki co exclusive na Xbox’a, a więc inna kategoria, no i to jednak gra s-f, a nie high-fantasy. Kategoria wiekowa nie jest zła. W USA 17+ jest dla tego rodzaju tytułów najlepsza, zresztą twórcy celowali w nią. W Europie 18 jest do przyjęcia, np. Bethesda zapowiada, że zakłada uzyskanie tej kategorii przez Fallouta 3. Tyle, że w takim układzie powstaje problem, co zrobić z typowymi grami dla dorosłych, ale to już inna rzecz.
    To, że Wiedźmin osiągnie większy sukces tam, gdzie wsparty będzie sukcesem prozy AS-a jest oczywiste. Ale po prawdzie szanse na obronienie się fabuły i uniwersum gra ma spore, nawet tam, gdzie książek AS-a nie znają. Największą dla mnie zagadką jest postawa Atari i to, czy potrafi sprawić, aby Wiedźmin osiągnął sukces np. za Atlantykiem. Druga niewiadoma to ewent. błędy tkwiące w grze. ic tak nie dołuje nowego, walczącego o rynek tytułu jak wieść, że program jest zabugowany. No i było też kilka filmików i screenów, które nie wyglądały najlepiej. Jeżeli postacie okażą się drewniane, to będzie źle.

  2. Dzięki za rzeczowy komentarz. Idę jednak o zakład, że Wiedźmin do Mass Effecta będzie porównywany mimo tego, że to inna platforma i konwencja – po prostu trafia na rynek w podobnym czasie i należy do tego samego gatunku, w którym wcale nie pojawia się obecnie tak wiele pierwszoligowych tytułów (MMORPG pomijamy). Gracze i recenzenci będą porównywać stopień wywiązania się z obietnic o otwartości świata, nieliniowości i możliwości dokonywania moralnych wyborów na przykład.

    Co do porównań z NWN2, masz oczywiście rację, tylko obawiam się, że w tym przypadku Wiedźmin też może nie zdołać wyjść obronną ręką. Grafika jednak nie była najmocniejszą stroną NWN2, już wtedy Aurora była nie pierwszej nowości, a po roku prezentować się może jeszcze słabiej w porównaniu z innymi nowymi produkcjami. Podobno większość kodu została przez programistów z CDP Red zmodyfikowana lub napisana od nowa, ale nie wiadomo do końca, jak to wyjdzie w praniu.
    W każdym razie z opiniami na temat samej gry wolę się wstrzymać do momentu, gdy w nią zagram :)

  3. A ja jestem z tych, co mocno czekają :) Napędzają mnie zresztą znajomi tłumacze robiący przy lokalizowaniu tego tytułu i obiecuja przeróżne cudawianki, więc się lekko napalam, mimo, że klimat nie mój i bardziej bym czekał Deus Ex 3 :)

    I szczerze mówiąc, sprzedaż sprzedażą, ale jest to tytuł, który może wyjść z niszy – zresztą już wychodzi, bo zachowując wszelkie proporcje, mamy tu do czynienienia z medialną histerią na skalę Halo 3 pomniejszoną do rozmiaru Polski. Jesli wszystko dobrze pójdzie, to moga go promowac nie tylko tytuły branżowe i te z masówki, które tak czy tak o grach coś czasem bąkną, typu GW, Przekrój, Polityka, ale także prasa kompletnie spoza tego kręgu, choćby i kobieca, robiąc z tego polecankowy prezent na gwiazdkę.

    i dlatego dośc mocno trzymam za nich kciuki, niekoniecznie z patriotycznego ducha, że Polak potrafi, ale dlatego, że jest to naprawdę doskonałą okazja do pokazania, że gra to coś więcej, że ma równorzedne miejsce w kulturze, w mediach, w któych gry praktycznie istnieją tylko, jako obraz nędzy i rozpaczy oraz źródło wodogłowia u młodych. Z Painkillerem nie dało się czegoś takiego zrobić, nie wiem czemu nie zrobiono tego z Call of J. (samej gry zresztą na oczy nie widziałem) a tu można ładnie wykorzystać fenomen kulturowy.

    Tylko z drugiej strony, jak czytam opisy systemu walki, to zaczynam się bać – wygląda na rzecz mocno i niepotrzebnie skomplikowaną – a marzyłaby się prostota Splinter Cella…, no i fabuła też wygląda na raczej mocno pretekstową… (dobra, nie marudze więcej, pewnie będzie dobrze:)

  4. Pingback: Idy blogowe- listopad 2007 | Blog Adama Aleksandra Klimowskiego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s