Mentalność strusia

Czy twórca powinien publicznie bronić swojego dzieła, gdy jest ono atakowane i bezpodstawnie oskarżane?

Możemy mieć różne zdanie na ten temat, ale pewnym jest, że w przypadku dzieł literackich, filmowych czy z dziedziny sztuk plastycznych twórcy o wiele częściej niż w przypadku gier decydują się na ten krok. Czy gotowość do samodzielnego stawania w obronie swoich dzieł możemy potraktować jako przejaw pewnej artystycznej dojrzałości, jest kwestią dyskusyjną. Ale można odnieść wrażenie, że brak tejże gotowości wśród wielu twórców gier, które padają ofiarą rozmaitych ataków równie często, a być może nawet częściej, jak książki czy filmy, jest jednym z powodów, dla których gry nie przestają być postrzegane jako medium o mniejszej wartości kulturowej niż pozostałe media.

Ostatnio pisałam o emitowanym na kanale Fox News programie, w którym niezgodnie z prawdą przypisano grze Mass Effect pornograficzne treści. Reakcja środowiska amerykańskich graczy była natychmiastowa. Wielu branżowych dziennikarzy również zabrało głos, czasem w poważny, czasem prześmiewczy sposób dobitnie wykazując błędność argumentacji prowadzących i uczestników programu. Otwarty list z prośbą o sprostowanie nieprawdziwych informacji wysłała też do telewizji Fox News firma Electronic Arts, która niedawno wykupiła BioWare, studio odpowiedzialne za powstanie gry. W obronie Mass Effect stanęli zatem gracze, dziennikarze oraz oficjele – ale nie sami twórcy.

N’Gai Croal, dziennikarz piszący o grach dla amerykańskiego wydania Newsweeka, porównuje to do dość niecodziennej sytuacji, w której dzieła bronić miałby właściciel galerii, wydawca książki lub szef studia filmowego. Croal miał okazję zapytać jednego z założycieli i producentów BioWare, Raya Muzyka, dlaczego on lub inni pracownicy studia nie wypowiedzieli się publicznie w sprawie ataku na Mass Effect. Muzyka przyznał, że choć odebrali go jak „mierzenie z broni do nowonarodzonego dziecka przez kogoś całkowicie obcego”, to są różne sposoby na reagowanie na incydent taki jak ten i on osobiście woli skupić się na głoszeniu przy każdej nadarzającej się okazji, że gry są formą sztuki zasługującą na należyty szacunek.

Wniosek Croala jest następujący: o ile powinniśmy szanować wybór twórców, o tyle trudno nie odnieść wrażenia, że przez tą swoistą „mentalność strusia” twórcy gier – którzy wiedzą o nich najwięcej i najlepiej rozumieją, jak funkcjonują i czym się mogą stać – sami po części przyczyniają się do infantylizacji obrazu elektronicznej rozrywki i swoją bierną postawą zachęcają pośrednio media i polityków do dalszych ataków. Aby gry mogły być traktowane jak medium „dorosłe”, ich twórcy powinni zachowywać się jak dorośli – a to znaczy nie pozwalać innym, by walczyli za nich.

A może – bo przecież takie przekonanie też jest dość powszechne – prawdziwy artysta (cokolwiek to znaczy) nie powinien przejmować się tym, co sądzą i mówią inni, wychodząc z założenia, że dzieło obroni się samo? Może nie powinien walczyć z wiatrakami (w tym przypadku tabloidowym Fox News)? Mówi się wszak, że lepiej nie kłócić się z głupszymi od siebie, bo osoby postronne mogą nie dostrzec różnicy.

3 thoughts on “Mentalność strusia

  1. cała sytuacja przypomina mi trochę rynek komiksu. na zachodzie już od dłuższego czasu komiks uznawany jest za sztukę taką samą jak film (a przynajmniej ja mam takie wrażenie ;) oczywiście, tak wśród produkcji filmowych tak i wśród komiksów zdarzają się „gnioty” (ale to przecież również kwestia gustu…)
    a gry? wydaje mi się, że pora już na to by „normalni ludzie” zrozumieli, że gry komputerowe to teraz już inny produkt niż 15 lat temu. zmieniły się czasy, dorośli ludzie, którzy mieli 15 lat temu zaledwie kilka – kilkanaście lat i teraz sami są graczami, a także twórcami gier. „zabijanie potworów” które tak ich fascynowało, gdy chodzili do podstawówki nie jest już dzisiaj dla nich najciekawszą rozrywką (choć nie przeczę, że może być :) zmieniają się wraz z wiekiem problemy i to co uważamy za ciekawe, kształtuje się osobowość.
    a wracając do głównego pytania: ciekaw jestem sytuacji, gdy ktoś (jakiś znany dziennikarz) zarzuca Spielbergowi to, że jest jedynie niezłym rzemieślnikiem, ale do artysty to mu jeszcze duuuużo brakuje (jak i jego „produktom”). nie wydaje mi się, żeby Steven w tym momencie zachował się tak jak panowie z BioWare. moim zdaniem – to co oni robią – to tzw. „pójście na łatwiznę” – jakie mają bowiem okazje do głoszenia swoich poglądów wśród ludzi, którzy uważają że jest zupełnie na odwrót? pewnie niewiele tych okazji. a odczyty / wystąpienia / prezentacje na imprezach branżowych to taki „kącik wzajemnej adoracji”, prawda? okazję właśnie mieli / mają, tylko jak widać nie bardzo widzą jakie to ważne.
    Pozdrowienia,

  2. Dzięki za komentarz.

    Otóż to – rozmowy pomiędzy twórcami i teoretykami gier na branżowych imprezach i w branżowych mediach to jedno, a „popularyzowanie” idei gier jako dzieł artystycznych i prostowania błędnych przekonań na ich temat wśród laików to drugie.

    Jeśli chodzi o komiksy, to zgadzam się z tobą, że sposób ich postrzegania obecnie jest o wiele korzystniejszy niż kiedyś. Mam jednak wrażenie, że jeśli o danym komiksie mówi się w kategoriach sztuki, to od razu jest to „powieść graficzna” (graphic novel), a nie po prostu komiks – bo to jakoś tak niegodnie brzmi i źle się kojarzy. Jest to więc jakby triumf połowiczny, nieco oszukany.

  3. Powieści grozy i podróżnicze, romanse, literatura s-f i fantasy, filmy, telewizja, filmy animowane, komiksy czy gry, wszystkie one musiały walczyć o swoje miejsce. Na początku traktowane mniej poważnie z czasem, dzięki fanatykom i popularyztorom, osiągnęły „należny” im status.

    Prawdę mówiąc rozumiem nieco postawę strusia. Mi także po pewnym czasie nie chciało się tłumaczyć, że Frank Herbert oraz Tolkien to wybitni pisarze, Miyazaki robi wspaniałe filmy, mimo że animowane, Metal Gear Solid to coś więcej niż zręcznościówka dla 10 latka, a Frank Miller rysuje coś więcej niż Kaczor Donald.

    Ile można walczyć z wiatrakami? Niby prędzej czy później masa krytyczna będzie odpowiednio duża, ażeby przeważyć i przeorać „świadomość społeczną” lecz kiedy to się stanie, a już pomijam kiedy w Polsce, tego nie wiem. Mi jest całkiem miło w mojej oblężonej twierdzi z kości słoniowej, z której wysokości spoglądam na osoby wypowiadające się w temacie lecz nie na temat. Mimo że były prezydent obiecał nam, że będziemy drugą Japonią (nie mylić z obecnym premierem obiecującym nam Islandię czy inną wyspę), to sporo nam brakuje do ichniego postrzegania gier jako pełnoprawnej rozrywki dla osób młodszych i starszych.

    Nawet mnie nieco bawił widok osób, grających na automatach w coppolowskim „Lost in translations”. Mimo całej mojej świadomości i wyemancypowania growego pierwszą myślą było „jakże to dziecinne”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s