Najłatwiejszy sposób na „ukończenie” gry

Powiedzieć, że YouTube zmienił naszą kulturę i świat to właściwie obecnie już tak, jakby powiedzieć, że Ziemia kręci się wokół Słońca. Serwis ten zmienił oblicze mediów, dziennikarstwa, marketingu, twórczości amatorskiej i nie tylko, w mniejszym stopniu polityki czy edukacji, a w największym pewnie oblicze rozrywki. Linki do śmiesznych czy po prostu interesujących filmików przesyłają sobie chyba wszyscy internauci – dość pomyśleć, że gdyby nie YouTube i tego rodzaju „cyfrowa poczta pantoflowa”, zapewne nie byłoby fenomenu Krzysztofa Kononowicza czy ostatnio Jozina z Bazin.

Jak natomiast YouTube zmieniło kulturę grania? Zapewne jego wpływ na tym polu przejawia się na różne sposoby – a najbardziej widocznym i oczywistym przejawem jest fakt, że o wiele łatwiej można chwalić się swoimi wyjątkowymi osiągnięciami, odkrytymi bugami czy easter eggami, nagrywając po prostu odpowiedni fragment rozgrywki. Drugim najczęściej spotykanym na YouTube typem związanych z grami filmików są scenki przerywnikowe oraz te, które oglądać można po ukończeniu danego tytułu i ta właśnie możliwość wydaje mi się zmianą najciekawszą.

Przed erą powszechnej dostępności internetu poznanie wszystkich możliwych zakończeń gry wymagało zwyczajnie kilku- czy kilkunastokrotnego jej ukończenia połączonego z eksperymentowaniem i na krok ten decydowali się głównie zapaleni jego miłośnicy bądź gracze dysponujący sporą ilością czasu i cierpliwości (kto pamięta Blade Runnera sprzed ponad dekady i jego trzynaście zakończeń?). Potem pojawiły się fora dyskusyjne i obszerne, wielostronicowe Endings FAQ’i, których przeszukiwanie pozwalało dowiedzieć się, co i gdzie dokładnie należy zrobić, by obejrzeć dane zakończenie (osobiście robiłam tak m.in. w przypadku Silent Hill 2). A potem pojawił się YouTube i wystarczy niecała minuta, by odnaleźć nagrania przedstawiające wszystkie możliwe zakończenia – całość dostajemy podaną na tacy i nie ma mowy o dreszczyku emocji towarzyszącym samodzielnemu docieraniu do sceny finałowej, można za to szybko zaspokoić ciekawość.

Chwileczkę – powie ktoś i będzie miał rację – przecież nikt nie każe nam psuć sobie przyjemności i oglądać tych scenek zanim sami do nich nie dotrzemy. Zgoda. Ale co mają powiedzieć tysiące graczy oczekujących z niecierpliwością na Fallouta 3, który, jak ostatnio się okazało, będzie miał 240 (!) wersji zakończenia? Nie trzeba być jasnowidzem, by wiedzieć, że słowa kluczowe „fallout 3” i „ending” po ukazaniu się gry będą jednymi z najczęściej wpisywanych do wyszukiwarki YouTube – głównie przez tych graczy, którzy dosłownie potraktują efekciarski PR.

Niezależnie od powyższego zastanawia mnie jeszcze jedno: czy łatwość dostępu do scenek przerywnikowych często jeszcze przed właściwą premierą gry nie przyczyni się przypadkiem w dalszej perspektywie do odwrotu deweloperów od tej formy prezentowania fabuły i szukania nowych, nieinspirowanych sztuką filmową metod opowiadania?

37 thoughts on “Najłatwiejszy sposób na „ukończenie” gry

  1. Pingback: Najłatwiejszy sposób na “ukończenie” gry | Polygamia

  2. No i? Pietnujemy czy nie? Jest coraz wiecej gier, a coraz mniej czasu. Moge sie zalozyc, ze niektorzy woleliby obejrzec wszystkie filmiki z Persony 3 na youtubie niz irytowac sie dluzyznami. Youtube daje taka mozliwosc, ale nikogo nie zmusza do ogladania zakonczen. Jesli ktos ma sie chlastac i jeszcze raz przechodzic Bioshocka dla alternatywnego zakonczenia na pewno wolaby obejrzec je na youtube, a jak komus rozgrywka sie podoba, przejdzie gre jeszcze raz.
    Sztuczne przedluzanie zywotnosci gry poprzez dodawanie roznych zakonczen jest uwlaczajace. Natomiast Blade Runner to dobry przyklad gry, gdzie wiele zakonczen ma sens i granie jeszcze raz nie musi byc nudne, czy powtarzalne.

    Trzecia sprawa. Gry ze wzgledu na coraz lepsza grafike, coraz bardziej przypominaja interaktywny film. Dzieki youtube Uncharted (czy inne) mozna obejrzec jak dobry film przygodowy, bez ‚marnowania’ 6 godzin. Zaliczam to na plus ‚nowego trendu’.

    Natomiast Uluda niby roznych zakonczen wychodzi np. przy Wiedzminie, ktory konczy sie tak samo, a jedynie w ostatnim quescie / potyczkach, zaleznie od tego jak postepowalismy, mamy roznych pomocnikow. Co jest znowu b. dobrze rozwiniete to zmiany, ktore mozemy sledzic podczas samej rozgrywki, a wynikajace z podejmowania decyzji w kluczowych momentach.

    Co do 240 zakonczen F3, to oczywiscie rozdmuchane i przesadzone, polecam przesluchanie OXM podcastu 107. http://www.oxmpodcast.com/?p=134, gdzie Todd Howard mowi, o co dokladnie chodzi. Z tego co wiem, to matematycznie wychodzi 200 wersji, ale to ma wygladac jak renderowany na silniku film, w ktorym zmieniaja sie pewne detale, i iloczyn wariacji daje wlasnie 200, choc np. glownych watkow zakonczenia moze byc tylko kilka.

    Co do dostepnosci filmow przerywnikowych przed premiera, to nie sadze, zeby to mialo jakikolwiek wplyw na deweloperow. Co do szukania innych form narracji to zgodze sie, ze jest to interesujacy temat na glebsza dysusje.

  3. Nie piętnuję tego, jak zresztą można piętnować nowości, które ułatwiają nam życie i pozwalają oszczędzać na czasie? Jest to możliwość, z której można, aczkolwiek nie trzeba skorzystać, a przydaje się zwłaszcza w przypadku gier, które mają ciekawą fabułę i/lub ładne scenki, a kiepską rozgrywkę (np. Clive Barker’s Jericho). Niemniej jednak taka łatwość ma i drugą stronę medalu; znika gdzieś dreszczyk emocji wynikający z konieczności eksperymentowania i poszukiwania, ja na przykład bardzo miło wspominam go z dziecięcych lat ;) a dzieci teraz są chyba bardziej leniwe i skoro mogą, wybiorą łatwiejszą drogę.

    A propos gier jako interaktywnych filmów oraz innych form narracji, temu właśnie poświęcony będzie w tym tygodniu tekst z cyklu Ludo ergo sum :)

  4. cyt. „Niezależnie od powyższego zastanawia mnie jeszcze jedno: czy łatwość dostępu do scenek przerywnikowych często jeszcze przed właściwą premierą gry nie przyczyni się przypadkiem w dalszej perspektywie do odwrotu deweloperów od tej formy prezentowania fabuły i szukania nowych, nieinspirowanych sztuką filmową metod opowiadania?”

    A potem ktoś przyjdzie i te „nowe, nieinspirowane sztuką filmową formy prezentowania fabuły” nagra w formie filmiku i umieści na youtubie. I zapewne znów Pani napisze za X lat „Niezależnie od powyższego zastanawia mnie jeszcze jedno: czy łatwość dostępu do nowych, nienspirowanych sztuką filmową form prezentowania fabuły często jeszcze przed właściwą premierą gry nie przyczyni się przypadkiem w dalszej perspektywie do odwrotu deweloperów od tej formy prezentowania fabuły i szukania nowych form prezentowania fabuły nieinspirowanych nieinspirowanymi sztuką filmową form prezentacji fabuły.”

    ufff.

    Zastanawiam się, kiedy wreszcie napisze Pani coś z sensem, na nieco wyższym poziomie niż „myślę sobie, że fajnie jest pisać bez sensu”.

    Póki co, jak nie przepisuje pani z zachodnich blogów i serwisów i porywa sie na własne spostrzeżenia to wychodzi takie masło maślanie. Seria ludo ergo sum nie lepsza. Ale co się dziwić, być może na 12 letnch smarkaczach z gryonline.pl pseudointelektualny ton Pani wypowiedzi robi jakieś wrażenie.

    Mimo wszystko trzymam kciuki, żeby zaczęto Panią wreszcie cenić za publicystykę pisaną z sensem i na poziomie, a nie za to, że jest Pani kobietą piszącą o grach.

  5. Trzeba pamiętać, że Youtube to przede wszystkim uosobienie internetowego śmietnika, gdzie wystarczy zrobić głupią mine na filmie, albo zagrać 3 akordy na gitarze, albo w 10 sekund poskładać w piramidkę ileśtam kubków z Mcdonalda – i już jest się idolem (a w ostatnim wypadku nawet sportowcem, jak się okazuje).

    Oczywiście, zdarzają się perły wśród wieprzy, ale czy zakończenia gier to rzeczywiście to?

    Poza tym kwestia podstawowa – jest to publikowanie rezultatu czyjejś ciężkiej pracy w internecie, czyli naruszenie praw autorskich (tak samo jak np. fanowskie tłumaczenia) i jako takie jest karalne.

  6. @Jules: Mam nieodparte wrażenie, że 12 letni smarkacze, od czytania wpisów na blogu „altergranie” wolą raczej słuchać podcasty na GameHot i bynajmniej nie dlatego, że odnajdują tam większą głębię intelektualną, a po prostu dlatego, że nie chce im się, lub nie potrafią, czytać.

    Pozdrawiam.

  7. elmer.fudd, jeśli już to słuchać „podkastu” tudzież „podkastów” ale z pewnością nie „podkasty”. Ale to przecież GameHot.pl jest podkastem prowadzonym przez 12 latków i dla 12 latkow :)

  8. @ Jules
    Cóż mogę na to odpowiedzieć? Chyba jedynie tyle: dziękuję za ten krytyczny głos. Jeśli zamierzeniem było sprowokować mnie do tego, bym zaczęła bronić swoich tekstów czy osoby, nie udało się.

    @ Dr Judym
    Masz rację, że zgodnie z literą prawa jest to naruszenie praw autorskich, ale w przypadku internetu i takiego olbrzymiego i rzeczywiście przypominającego śmietnik serwisu jak YouTube byłaby to chyba walka z wiatrakami, na co wskazuje choćby fakt, że żaden wydawca się na to nie zdecydował (a przynajmniej mi o tym nie wiadomo). To trochę tak, jak z tą legendą: w miejsce odrąbanej głowy smoka odrastają trzy kolejne. Kilka razy zdarzyło mi się znaleźć tam filmiki, których teoretycznie miało już nie być, bo po interwencji osób, których prawa zostały naruszone, szefostwo serwisu musiało je usunąć.

  9. Nie wiem, moze sie myle, i cos takiego juz istnieje. Ale wyobrazam sobie powstanie serwisu, gdzie wszystkie filmiki growe, beda odpowiednio skatalogowane, beda mialy bardzo dobra jakosc i bez problemu bedziem mozna obejzec cala gre lub tylko cut scenki.

    Bardzo podoba mi sie ta stronka (www.recordedamigagames.org), choc ogranicza sie tylko do Amigi to pozwala na fantastyczna sentymentalna podroz..

  10. Louvette napisała cyt. ”
    Cóż mogę na to odpowiedzieć? Chyba jedynie tyle: dziękuję za ten krytyczny głos. Jeśli zamierzeniem było sprowokować mnie do tego, bym zaczęła bronić swoich tekstów czy osoby, nie udało się.”

    Zamierzenie było jasne, ale widzę że chyba nic z tego nie wyjdzie. Naiwnie liczyłem, że uda mi się sprowokować Cię do napisania wreszcie dobrego tekstu, na poziomie. Bo póki co teksty z cyklu Ludo ergo sum naprawdę cięzko traktować jako sensowną publicystykę o grach (wybacz, ale słowo „growy” pisane bez cudzysłowu jakoś mi nie przejdzie :] . To taki przerost formy nad treścią, język z podręcznika, a pod względem merytorycznym…cyt, ” widzę ciemność, ciemność widzę”

  11. Jules, nie przesadzasz aby nieco? Rozumiem, że można kogoś, nawet coś, skrytykować, sam to niekiedy wrednie robię, ale,,, Inaczej zapytam. Czy jest coś, co Ci się podoba? Wtedy będę miał jakiś punkt odniesienia. Co do „growego”. Wiem, że także nie znosisz terminu „elektroniczna rozrywka”. Co proponujesz w zamian? Jakieś synonimy, żeby jakoś tak swobodniej o grach perorować. Tym bardziej, iż prowadzisz podcast, a więc powinno Ci w sumie zależeć, żeby słownictwo dot. gier było jak najbogatsze. A może by taki minisłownik zrobić i jakby terminów z niego namiętnie kilka osób/blogów/serwisów używało to by się utrwaliły. Czyli Altergranie, crpg.blog, Fantasmagieria, Gamehot (kolejność alfabetyczna, obejmuje uczestniczących w komentowaniu) jako Nomenclature Gaming Alliance. Może jeszcze kogoś w to wciągniemy. OK, OK, idę otworzyć kolejne piwo.

  12. nerf zdrówko, ja racze się buteleczką whisky, niestety blended :/

    przymitonik :”growy” – wbrew pozorom łatwo zastąpić. Aczkolwiek jeśli walnąć cudzysłów – jest gites.

    co do „elektronicznej rozrywki” – termin jest nie tyle oklepany, ile autorzy używają go przy byle okazji. Elektroniczna rozrywka to, elektroniczna rozrywka tamto. A przeciez mozna go zastapic mnostwem synonimow. Branża gier, czy po prostu branża, wiadomo, że nie chodzi o bielizne dla dzieci. Wszystko zależy od autora i tego, czy mu się chcę.
    Nie chciałbym, żebyśmy sobie narzucali z góry słownictwo, wszak bogaty słownik świadczy niejako o autorze :).

    Co do prób robienia słownika – to rzecz z góry skazana na porazke. Bo może udałoby nam sie pomądrzyć, ale czy ktoś by to czytał? Wiesz ryzykowalibyśmy manianę z pogranicza wiedzaiedukacja.org czy coś takiego.

    A co do tematu samego słownictwa, to ciekawa rzecz na podcast miedzy blogowy. Ja sie nie zamykam na żadne formy. Może Dahman by coś zrobił w ramach Fantasmagierii, ja chętnie wezmę udział w takiej dyskusji.

  13. @ Juliusz Konczalski vel Jules
    No nie wytrzymałem. Obiecywałem sobie, że nigdy już nie będę miał nieprzyjemności kontaktu z panem, panie Juliuszu Konczalski, ale wobec takiej arogancji nie sposób milczeć. Jak pan w ogóle śmiał zarzucić pani Marzenie Falkowskiej – ot, tak – kradzież tekstów? Jak miał pan czelność pisać o „pseudointelektualnym tonie, który może robić wrażenie co najwyżej na 12-latkach”? Skąd te podłe insynuacje – bo o konstruktywnej krytyce mowy tu nie ma, pan notabene jest w ogóle typem czysto destruktywnym – że to, co pisze osoba, którą pan obraża, jest bez sensu i nie na poziomie? Skąd ten jaskiniowy szowinizm, te sugestie, że nikt by o pani Falkowskiej nie pisał z uznaniem, gdyby nie to, że jest kobietą?
    Taką sprawia panu satysfakcję gnojenie innych, sprawianie im przykrości?
    Byłem zdumiony, że po tym, z jaką pogardą wypowiadał się pan w komfortowym otoczeniu klakierów z GameHota o Marzenie Falkowskiej, po lekceważącej postawie wobec „jakiegoś Nefa.the.grey”, ośmielił się pan pojawiać na ich blogach. Wytłumaczyłem sobie to tak, że na swój nieporadny sposób próbuje pan ich przeprosić – przez swą aktywność jako autora komentarzy sankcjonując klasę tych autorów. No, ale teraz widzę, że na nic złudzenia. Pan jest przypadkiem beznadziejnym.
    Na pozór można by nawet ulec iluzji, że robi pan drobne postępy. Wcześniej opluwał pan Louvette na GameHot, a teraz – co za odwaga! – pluje pan na Nią na Jej własnym blogu. Problem w tym, że nawet nie podpisuje się pan pod tymi podłościami własnym nazwiskiem. Ktoś by powiedział – taki zwyczaj, w sieci wiele osób używa nicków. Tylko że pan swobodnie używa swego nazwiska, panie Konczalski, zarówno na własnej stronie, jak i na GameCornerze. Atakując kobietę w jej własnym otoczeniu, woli pan działać jako Jules. Mały tchórz.
    To mi się właściwie nigdy nie zdarza, ale gdy teraz o panu myślę, łapię się na tym, że najchętniej przerzuciłbym pana przez kolano i włoił pasem parę razy w dupsko, żeby do pana wreszcie dotarło, że nie ma pan prawa obrażać innych. Zwłaszcza dam. I nie chodzi bynajmniej o to, że przy swoich 42 latach czuję się jakoś szczególnie staro, ale o to, że pan do swoich 28 zwyczajnie mentalnie nie dorósł. To dlatego myślę o panu jak o rozwydrzonym smarkaczu, wobec którego – gdy perswazja i tłumaczenia nie działają – można w desperacji zastosować bardziej radykalne środki.
    Pan naprawdę, zupełnie jak dziecko, nie rozumie elementarnych podstaw dobrego wychowania. Nie dociera do pana, że formuła otwartego salonu, jakim jest Altergranie, nie oznacza, że można do niego wtargnąć ze złymi zamiarami i nafajdać gospodyni na dywan. Nie rozumie pan, na czym polega dyskusja – na tym mianowicie, że krytykując, należy zachować szacunek wobec rozmówcy (zwłaszcza gdy się jest jego gościem). Że oskarżenia należy podpierać argumentami, a nie inwektywami. Że generalnie należy się liczyć z uczuciami innych osób, bo ranienie – a już zwłaszcza kobiet – jest zwyczajnie niewłaściwe.
    Sprawia pan też wrażenie niedojrzałego smarkacza z innego powodu. Jest pan jak te dzieciaki, dla których książki, filmy itd., których w swym malutkich łebkach po prostu nie ogarniają, „są gupie”. Dla pana „gupie” są teksty Marzeny Falkowskiej. I to mnie nawet nie dziwi, bo zarówno poziomem intelektualnym, jak i poziomem kultury, odstaje pan od Louvette jak Rów Mariański od Himalajów. Pan po prostu z dna swego rowu nie dostrzega ukrytych gdzieś hen, za chmurami szczytów. To przykre, ale niech do pana dotrze, że są osoby, które cenią panią Marzenę Falkowską za „publicystykę pisaną z sensem i na poziomie” bynajmniej nie dlatego, że „jest kobietą piszącą o grach” (sic!). Spokojnie zaryzykuję tezę, że uważają tak wszyscy aktywni goście tego salonu – prócz pana.
    Pani Marzena jest osobą, jak już wspomniałem, wysokiej kultury, świadoma standardów niewygodnej roli gospodarza. I równie wysokiej cierpliwości. Dlatego, mimo pańskiego chamstwa, nie pokazała panu jeszcze drzwi.
    Ja mam ten komfort, że nie jestem tu gospodarzem. W dodatku straciłem do pana cierpliwość, nie mówiąc o nadziei, że jakakolwiek lekcja kultury ma szansę do pana dotrzeć. Dlatego dobrze panu radzę – niech pan stąd wyjdzie i nie wraca, zanim nie będzie pan gotów do szczerych przeprosin. I – wreszcie – normalnej, konstruktywnej dyskusji w przyjaznej atmosferze. Bardzo ceniłem sobie, i cenię, to miejsce, między innymi za wysoki poziom komentarzy. Za to, że nie zaglądają to plujący jadem, nienawistni gówniarze. Pan niestety wprowadza tu nieprzyjemny, nieobecny dotąd smród. Nie rozumie pan, że próba budowania własnej wartości na brutalnym negowaniu wartości osób, które na swój autorytet uczciwie zapracowały (a pani Marzena Falkowska jest taką osobą niewątpliwie), to nawet nie jest droga donikąd – to niestety prosta droga do stania się żenującym pośmiewiskiem.
    Skończyłem z panem. EOT.

    Olaf Szewczyk

  14. @ Louvette

    Pani Marzeno,
    przede wszystkim przepraszam, że była Pani z mej winy świadkiem nieprzyjemnej sceny wymierzania klapsa panu Konczalskiemu. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to najlepszy sposób na powiedzenie Pani „Dzień dobry!”, ale cóż – nie wybierałem czasu i kontekstu, tak się po prostu zdarzyło. Proszę o wyrozumiałość i wybaczenie.
    Przepraszam też za to, że nie odzywałem się tu wcześniej. Spróbuję wytłumaczyć. Po pierwsze, miałem wrażenie, że nie zabierając głosu (ergo: nie nawiązując z Panią znajomości) ułatwię Pani ewentualne krytykowanie moich tez, tekstów etc., gdyby kiedyś przyszła na to Pani ochota (nie zawsze się zgadzamy, ale zawsze z dużym szacunkiem rozważam Pani zdanie). Ups, przepraszam, nie przedstawiłem się – bywam autorem recenzji gier wideo i zahaczających czasem o kulturę gier felietonów publikowanych na łamach „Kultury”, piątkowego dodatku do „Dziennika”.
    Jest to też główny powód, dla którego nie dyskutuję z Nefem.the.grey na łamach Jego forum. Ale cóż – zdaje się, że przy niniejszej dekonspiracji ten argument stracił rację bytu. Pani co prawda nie komentowała moich tekstów (a przynajmniej nie zauważyłem), ale Nefowi Szaremu parę razy zdarzyło się coś skrytykować – szczerze dziękuję, to były inspirujące opinie! – nie chciałem utrudniać Mu emocjonalnie dokonywania kolejnych dekapitacji :).
    Kolejne, nie mniej ważne powody: piszę zwykle długo i dużym nakładem sił, a jako że zawodowe dziennikarstwo nakłada na mnie niemało obowiązków, wizja dodatkowej aktywności autorskiej po prostu mnie paraliżuje. Nie wspominając o tym, że paraliżuje mniej strach przed słusznym gniewem żony, która wciąż mi powtarza, że za dużo pracuję. Wierzę, że zrozumie Pani i ten argument :)

    Serdecznie pozdrawiam
    Olaf Szewczyk

  15. Panie Szewczyk, i znowu, jak dobry 42. letni tata zjawiasz się pan i sądzisz, że masz pan prawo ustawiać wszystkich wedle własnego rozeznania. A, pozwolisz pan, że zapytam – niby czemu? Bo mam inne zdanie od pana? Bo nie uprawiam bałwochwalczego uwielbienia dla Marzeny F. ? Bo mam odwagę, tak, tak, odwagę – jasno i wyraźnie zabrać głos? Zarówno tu, jak i na swoim podkaście?

    A może ubodło Pana, jak wypunktowałem Pańską karkołomną tezę w swoim tekście na łamach GameCornera? http://gamecorner.pl/gamecorner/1,86013,4883789.html
    Jeśli Pan nie czytałeś, radzę przeczytać i to czym prędzej, być może dotrze do Pana, jakim ignorantem w sprawach gier Pan jesteś. Ale czemu się dziwić. Skoro 42 letniemu mężczyźnie powierzono kącik o grach – czyżby jakaś forma dziennikarskiej degradacji? :-)

    Nazywasz mnie pan tchórzem, dyskretnie milcząc na temat tego, że gdybym miał ochotę bawić się w berka tudzież ciuciubabkę, to nie podawałabym a) nicku Jules, którego używam w internecie od ośmiu lat, czyli od czasu kiedy zacząłem pisanie dla Załogi G b) adresu e-mail oraz strony z której przyszedłem. Zamiast tego, wybrałbym jakiś tajemniczy nick i po cichutku jadowicie kąsał. Muszę wylać na pański rozgorączkowany, zakuty łeb, wiadro zimnej wody panie Szewczyk. Jeśli nie dotarło, to informuję, takie praktyki są mi obce.

    Chcesz pan mnie przerzucić przez kolano, niczym niesfornego bachora, tymczasem to panu przydałaby się sroga lekcja pokory.

    Spójrz pan, panie Szewczyk na swój komentarz, czytaj pan uważnie, zdanie po zdaniu. Literuj pan sobie pod nosem i powtarzaj na głos jeśli to konieczne. Wyjaśnię, bo wątpię byś pan zrozumiał, Pański komentarz pokazuje, że po raz kolejny postępujesz pan w taki sposób, jaki mi pan zarzucasz. A przecież, to ja, prowadzę GameHot.pl, a pan jesteś „wysokiej klasy redaktorem” poważnego dziennika(!) :-)

    Ale co tam, niech stracę, pozdrawiam serdecznie

    Juliusz Konczalski vel Jules
    GameHot.pl

  16. @ Jules
    Właściwie p. Olaf mnie wyręczył, ale dobrze, by wyszło to również ode mnie jako adresatki i autorki. Chętnie podyskutuję na temat tekstów z cyklu Ludo ergo sum, nie ma problemu, lubię inspirującą polemikę i nie boję się jej. Ale zamiast jawnej, niezbyt grzecznej prowokacji (inaczej nie można nazwać ogólnikowych zarzutów, oszczerstw – gdzie linki do tekstów, które rzekomo skopiowałam? – i trącących szowinizmem uwag), na którą nie ma sensu odpowiadać, proponuję, byś zaczął zgodnie z zasadami kulturalnej dyskusji: od merytorycznej, uargumentowanej i konstruktywnej krytyki, na przykład bezpośrednio pod konkretnymi tekstami. Ich pełna lista znajduje się tu:
    https://altergranie.wordpress.com/ludo-ergo-sum/

    @ Olaf Szewczyk
    Dziękuję Panu za ten głos. I oczywiście nie ma co przepraszać za brak komentarzy – całkowicie rozumiem argument :) Dodatek „Kultura” i Pana teksty znam i cenię, aczkolwiek przyznam, że nie kupuję go regularnie – ciągle obiecuję sobie to zmienić :) Zdarzyło mi się wspomnieć o nim na Altegraniu polecając czytelnikom:
    https://altergranie.wordpress.com/2007/10/01/new-york-times-o-roli-narracji-i-wyborow-w-grach/

    Argument o pisaniu długo i dużym nakładem sił również rozumiem – ba, doskonale znam to z autopsji – ale mam nadzieję, że po tej „dekonspiracji” mogę liczyć od czasu do czasu na jakiś komentarz, nawet, a może raczej zwłaszcza krytyczny, bo mało co jest dla autora cenniejsze niż krytyka osoby, którą ceni.

  17. OK, widzę, że sprawa nabrzmiała już tak, że trza zająć jakieś stanowisko.
    Dlaczego dopiero teraz? Ano sam święty nie jestem, zdarza mi się w ostrych słowach krytykować różne rzeczy, choć raczej skupiam się na tekstach, a nie osobach. Niemniej, niezręcznie nieco karcić kogoś za to, co samotrzeć się czyni. Wspomnę też, że Marzena od dłuższego już czasu zna moją opinię na temat wiadomych zachowań. Ja sam urażony lekceważącym tonem, z jakim ktoś się o mnie wypowiadał nie jestem, bo 1. przyzwyczaiłem się do zamieszczanych pod notkami tekstów „co za ch… to pisze”, cóż, tacy są niektórzy czytelnicy 2. gdyby tak wyraziła się o mnie osoba, którą cenię i szanuję, to inna rzecz. Julesa nie znam, jego twórczość na kolana mnie nie rzuca, więc… Nie ma co rozdzierać szat. Dlaczego więc teraz piszę, skoro wcześniej nie reagowałem? Bo przekroczyło to już granice, nawet mojej cierpliwości. A dokładniej? Dwie kwestie.
    1. Jules napisał „Bo nie uprawiam bałwochwalczego uwielbienia dla Marzeny F. ? Bo mam odwagę, tak, tak, odwagę – jasno i wyraźnie zabrać głos? Zarówno tu, jak i na swoim podkaście?”.
    2. Pod tekstem Marzeny Na Technoblogu (taki blog na gazecie.pl poświęcony nowym technologiom, tuż po północy 30.03.2008 r. pojawił się wpis osobnika przedstawiającego się jako jkl, który sprowadzić można do zdania „ta notka to bzdura, a autorka nie ma pojęcia o grach”.
    Napiszę krótko i dosadnie. Osobnik ów, a zakładam, że to ta sama osoba, ma problem. On ma misję niesienia w świat „prawdy” o Marzenie Falkowskiej vel louvette. Czynił to na swoim każdym podcaście, ale stał się on, czyli podcast, za ciasny, a poza tym do zbyt małej grupy ludzi „prawda” docierała. Osobnik ów zebrał się więc na odwagę i postanowił wyjść w świat. Najechał blog Altergranie, najechał Technoblog, nawet na moim skromnym blogu pozostawił wzmiankę z „prawdą” lekko zawoalowaną, bo imię wiadome nie padło. A kierował nim jeden imperatyw – objawić światu prawdę o Marzenie Falkowskiej.
    Śmieszne? Żenujące? Tak, a do tego prawdziwe. Jak wspomniałem, po prawdzie sentymenty różnych osób mało mnie obchodzą, ale kiedy zaczyna się w miejscu, w którym bywam, robić chorobliwie, czas głos zabrać. I zaczynam myśleć, że Marzena naprawdę może potrzebować pomocy. Postanowiłem nieść ją w taki sposób, w jaki mogę. Tzn. założę Juliusz Watch i będę monitorował jego poczynania. Kiedy tylko w jakimś miejscu ujawni on przerażającą „prawdę” wiadomej treści, interweniuję opisując w skrócie historię pod tytułem „Tak się rodzi nienawiść”. Będę tak czynił do czasu, aż Juliusz nie przerzuci się na propagowanie prawdy o Królestwie Niebieskim, może lepiej mu to wyjdzie. Tego, co sądzę o Marzenie i jej pisaniu o grach nie muszę tutaj opisywać. Dobitnie świadczy o mojej ocenie to, że bywam na Altergraniu, lubię dyskutować z Marzeną, komentować jej notki, choć nie zawsze się zgadzamy, choćby jak ostatnio w sprawie sposobu uprawiania krytyki, czy raczej krytykanctwa w moim wykonaniu. Teksty louvette zawsze traktuję jako ewentualny temat do polemiki. I dobrze by było, aby ktoś, kto się z nimi nie zgadza, krytykował je właśnie z pozycji odmienności zapatrywania na rzeczoną kwestię, a nie autorstwa. Tym bardziej, trochę przykro to Jules powiedzieć, przyglądam, czy raczej przysłuchuję się, Twoim dokonaniom na GH.pl i GC, i … No właśnie, zdaje się, że powinieneś coś udowodnić, skoro występujesz z pozycji doświadczonego dziennikarza. przepraszam, ale o grach pisuję od roku, nikogo z tej branży nie znam i gdzieś mam jakieś znajomości, więzi, niesnaski i tym podobne bzdury. Mało interesują mnie plotki o ludziach z branży, bardziej to, co kto ma do powiedzenia.
    Szczerze pisząc, miałem nadzieję, że ze strony środowiska Gamehota.pl wychodzi się do ludzi. Dahman i Judym zaczęli zostawiać całkiem sensowne komentarze i na tym, i na moim blogu. Myślałem, że może rozszerzy się front stron/blogów, które mogą wspólnymi siłami stworzyć alternatywę dla serwisów w rodzaju GOLa czy gram.pl. Kto obserwuje bowiem to, co dzieje się na blogach growych musi zauważyć istotną zmianę, jaka się dokonała na przestrzeni ostatnich miesięcy. Wymiana linków, tekstów, polemiki, polecanie cudzych notek, aż miło. Myślałem, że może następni dołączą do powyższego. Ja nie znam osobiście żadnej z osób, z którymi współpracuję jako bloger. I to jest fajne, bo łączą nas sympatie nie stricte osobiste, ale zamiłowanie do gier. Po prostu. Szkoda, że w niektórych jakieś problemy i frustracje wewnętrzne zabijają to zamiłowanie. Mam nadzieję, że inne osoby, które kojarzę z Gamehotem nie pójdą tą drogą, stając się pośmiewiskiem polskiej sieci.
    PS. Panie Olafie. Obiecać mogę jedno. Od krytyki tekstów, jeżeli będzie oczywiście zasłużona w moim mniemaniu, nie powstrzyma mnie nikt i nic. Nawet to, że z kimś na bieżąco dyskutuję na jakimś forum. Najłatwiej mnie sprowokować wypisując coś o cRPG. Pozdr.

  18. nef.the.grey napisał:
    „2. Pod tekstem Marzeny Na Technoblogu (taki blog na gazecie.pl poświęcony nowym technologiom, tuż po północy 30.03.2008 r. pojawił się wpis osobnika przedstawiającego się jako jkl, który sprowadzić można do zdania “ta notka to bzdura, a autorka nie ma pojęcia o grach”.
    Napiszę krótko i dosadnie. Osobnik ów, a zakładam, że to ta sama osoba, ”

    Nie, to nie ta sama osoba! Jak pisałem wcześniej, OBCE są mi praktyki podszywania się pod jakieś tajemnicze niki i komentowania cudzych wpisów. Być może niektórym ludziom ciężko to zrozumieć. Nie mój problem.

    O „publicysytce” Marzeny F. Wypowiadałem się TYLKO na GameHo.pl i tutaj, na Altergranie.

    Przy okazji wyjaśnię po raz N-ty. Nie krytykuję Marzeny F, jako osoby. Napisałem wyraźnie, że zastanawianie się nad tym, czy fakt że na youtubie pojawiają się filmiki z gier, sprawi że twórcy zaczną szukać innych metod ukazywania fabuły, jest jak zastanawianie się, czy fakt że dziś zasżło słońce, spowoduje że słońce wzejdzie jutro.

    I to by było na tyle.

  19. Przepraszam, że tak post pod postem, ale jeszcze coś muszę sprostować.

    Nef.the.grey napisał „Tym bardziej, trochę przykro to Jules powiedzieć, przyglądam, czy raczej przysłuchuję się, Twoim dokonaniom na GH.pl i GC, i … No właśnie, zdaje się, że powinieneś coś udowodnić, skoro występujesz z pozycji”

    Heh, cóż mam jeszcze udowodnić? Piszę o grach od 2000 roku, zaczynałem w ZG, potem była i Wirtualna Polska i Onet.pl, teraz pisze także dla prasy papierowej.

    wpisz proszę Juliusz Konczalski w google i będziesz miał dowody. Możesz sobie moją osobę prześwietlić. Naprawdę to nic trudnego.

    Cóż mam jeszcze udowodnić? Czy 6 lat spędzone w ZG (byłem tam też z-ca. red. naczelnego), czy robienie podkastu o grach, czy przetarcie szlaków wreszcie dla wideo o grach w Polsce, to naprawdę mało? No cóż, nie mnie to oceniać.

    zapraszam na http://www.youtube.com/gamehtopl
    Obejrzyj moje wideo felietony itd.
    Poczytaj moje teksty porozrzucane w różnych serwisach.

  20. Jeżeli jkl to nie Ty (zbieżność jakowaś), to myślę, że ktoś się pod Ciebie podszywa, wykorzystując niecnie sytuację, którą wytworzyłeś. Nie krytykujesz Marzeny jako osoby? No, przykro mi, ale tak to wygląda, bo od miesięcy już o tym pleciesz. Nie zmienia to wszakże istotnie rzeczy, bowiem ewidentnie to co robisz, wykracza poza rozsądnie pojmowaną krytykę. Jules, na czym polega ta odwaga mówienia prawdy o Marzenie i jej tekstach? Opanuj się i zajmij czymś konstruktywnym i pożytecznym, np. pisaniem tekstów, wideorecenzji, polemiką, reaktywacją ZG, załóż kolejnego bloga, pograj etc. Chociaż z drugiej strony, to do Marzeny z kolei, lepiej być krytykowanym, znak to, że jakieś emocje się wzbudza, aniżeli ignorowanym i lekceważonym .

  21. Nef.the.grey cyt. „Jules, na czym polega ta odwaga mówienia prawdy o Marzenie i jej tekstach?”

    Ale o jakiej prawdzie mówisz? Ja po prostu wyraziłem swoją opinię na temat jej publicystyki. Nie wmawiam nikomu, że mam rację, że to co mówie jest święte etc. Ale mam prawo wyrazić swoją opinię.

  22. No to ja też pozwolę sobie tak post by post.
    Jules, szczerze? Nie robi to na mnie absolutnie żadnego wrażenia. Ani średniawa ZG, ani Twoja praca w wielu żenujących częstokroć serwisach, bo chcąc nie chcąc muszę powiedzieć – tak, Jules, to Ty również jesteś odpowiedzialny za to, jak to dzisiaj wygląda i dlaczego mnie tak to wkurza. O „przecieraniu szlaków dla gier wideo w Polsce” pisać nie będę, choć zdumiewa mnie ta postawa. Trochę skromności, a właściwie pokory, zdecydowanie wskazane. Piszesz dla prasy papierowej? A gdzie, to powiem Ci kim jesteś.
    Generalnie, zabawne jest to przerzucanie się zasługami. Przepraszam, brzmi to może niegodziwie, ale dziennikarstwo i publicystyka growa w Polsce dopiero się tworzy. To, co istniało do tej pory, poza ŚGK, to była namiastka. Taka, na jaką było ten kraj i społeczeństwo stać. Dobrze byłoby to wreszcie przyjąć do wiadomości i przestać żyć wspomnieniami i resentymentami.

  23. Zdecydowanie nie nadążamy z postami.
    Właśnie, na czym polega ta prawda, którą głosisz? Jeżeli uważasz, że wmówisz mi, iż wyrażasz jedynie opinię na temat konkretnych tekstów, to masz mnie chyba za idiotę. Tylko że, w takim przypadku zacznę Cię traktować z wzajemnością.

  24. Nef.the.grey – Chyba nie do końca się rozumiemy. Ja nie chodze i nie trabie na lewo i prawo, że skoro mam taki a tkai dorobek, to należy mi się coś. Nigdy tak nie napisalem. Ba, nigdy nie zależało mi na tym, żeby wokól siebie reobić zbedne halo typu „O autorze”. i litania zasług. Ale napisałeś, że mam coś udowodnić i że obserwujesz moje poczynania, w różnych serwisach. No to widać niezbyt dokładnie obsewujesz. Ot i tyle. Daleki jestem od jakiegokolwiek wywyższania się.

    cyt. „O “przecieraniu szlaków dla gier wideo w Polsce” pisać nie będę, choć zdumiewa mnie ta postawa. Trochę skromności, a właściwie pokory,”

    Ależ ja jestem pełen pokory ;) Tylko dziwi mnie, że nie zauważyłeś ze NIKT poza GameHot.pl, robił wcześniej wideo zapowiedzi, czy wideo felietony. Ba, do dziś jestem zdaje się jedynym autorem w Polsce, który uprawia „wideofelietonistykę” :) Nie mówie tego, bo cierpie na przerost ego, ale takie są fakty. Czy tego chcesz czy nie.

    Poza tym, może lepiej przerzucić sie na gg (moj mail znasz jules@gamehot.pl – możesz posłać numer, bo po co mamy tu się szarpać i zaśmiecać bloga).

  25. Może i czas przestać zaśmiecać tego bloga, więc to mój ostatni post w tym temacie. Tytułem podsumowania. Jak trafnie zauważyłeś, nic Ci się nie należy, to, że piszesz o grach od kilku lat niczego nie dowodzi, choć mógłbym złośliwie coś z tego wysnuć, a to, co słyszę na kolejnych podcastach ładnie by to potwierdziło. Robisz materiały wideo? OK, fajnie. Nie oglądam zbyt często, wolę słowo pisane, ale pewnie są fajne. Tym bardziej nie rozumiem, po co to, o czym gadamy, robisz? Jedyne co mi przychodzi do głowy, serio, to nawyki z branży, tj. małostkowość, złośliwość, zawiść etc., a więc to, co tak piętnujesz. Nie tyko ja tak zaczynam podejrzewać, serio, więc daj sobie spokój i zajmij się krytyką tych, którzy naprawdę na to zasługują. Tak trudno przyjąć Ci do wiadomości, że teksty o grach mogą być pisane nieco trudniejszym, „podręcznikowym” jak piszesz, językiem? I mogą poruszać tematy inne niż kolejny news, recenzja, zapowiedź? Niech każdy robi to, co potrafi i lubi, u chwale gier. Po prostu.

  26. Mysle, ze Ineternet nie potrzebuje rycerzy w slniacych zbrojach, a troche samokrytycyzmu. Louvette udowodnila, ze ma twarda skore. Niewatpliwie, jaka krytyka by nie byla, nie przeszkadza Marzenie w rozwoju i jak powiedzial Nef, chyba lepiej pisac teksty, ktore mobilizuja do dyskusji, a nie tylko wywoluja poklask dzieci neostrady. Mam ogromny szacunek dla wszystkich ludzi traktujacych gry jak cos wiecej niz tylko rozrywke.

    Znam Julesa osobiscie i mimo wszystko, trzeba rozgraniczyc GH – loze szydercow, od jego pracy. Co go odroznia od innych w branzy? Czesto mowi to co mysli, i nie klepie sie po pupach. Nie chce oczywiscie wystepowac w roli jego adwokata, wszyscy tutaj jestesmy dorosli i mozemy mowic za siebie.

    Co do krytyki wpisu.
    Nie mam osobiscie nic przeciwko Panu Olafowi, dodatku Kultura nie czytam, wiec sie nie wypowiadam sie o nim jako autorze, ale poczytaj sobie, Nef, wpis pana redaktora pod jednym z odcinkow podcastu GH, gdzie uzywajac kwiecistych epitetow obrazil i sluchaczy / czytelnikow GH porownujac miedzy innymi Louvette do zydowki, prowadzacych do skinheadow, a reszte do przygladacych sie gapiow. Zenujace jest, ze Panu Olafowi sie wydaje, ze on moze.

    Takie komentarze, pokazuja, ze tak naprawde nie ma co sie podpisywac wlasna ksywka, niech zyje anonimowosc w Internecie. Gdyby Jules nie mial odwagi podpisac sie swoja ksywka tylko wymyslic jakies XYZ, nie bylo by problemu. Niestety chlopak ma, wiec ‚renomowany’ dziennikarz, na ognistym rydwanie, przybywa na ratunek.

    Te kwestie proponuje jednak uciac odsylajac do drugiego komentarza Louvette’y do wpisu na cRPG.blogu (O polskim publicyscie growym).

    Nalezy zakopac wszelkie topory (i przede wszystkim zaprzestac zasmiecania bloga Marzeny na prywatne wasci) i rozpoczac wspolprace, w koncu, jak powiedzila Nef, stanowimy, alternatywe dla serwisow komercyjnych, gdzie rzadko pisze sie o grach z pasji, a nierzadko wypluwa wypociny za nedzne srebrniki. Kazdy z nas robi cos innego, ma cos do powiedzenia. Moze nawet dacie sie kiedys namowic na nagranie wspolnego podcasta Fantasmagierii? :)

    Z wyrazami szacunku,
    Dahman

  27. Witam serdecznie :)

    Cóż, raczej rzadko zabieram ostatnimi laty głos poza miejscami, z którymi jestem związany. Ot, takie przyzwyczajenie, zapewne związane z brakiem czasu na ewentualną dalszą polemikę.

    Nie byłem jednak w stanie przejść w milczeniu obok tylu arcyciekawych komentarzy. :) Po pierwsze, muszę powiedzieć, że Julka znam już dość długo. Pozwala mi to spojrzeć na całe to zamieszanie w trochę inny sposób. Muszę państwu powiedzieć, a tego jestem pewny, że Julek, w sensie osobistym czy osobowym, nie żywi żadnej urazy do pani Marzeny, żadnych też negatywnych emocji. Znam dobrze tego człowieka. Tak, to z pewnością nieszablonowa osobowość, ale też nie jest to osoba, która z ukrytymi intencjami biega po blogach, serwisach i obrzuca błotem autorów, obraża ich i co tam jeszcze wymyślicie. Jeśli zabiera głos w jakiejś sprawie, zgadza się, mówi prosto i bez owijania w bawełnę, bez konwenansów, bez „ę” i „ą”. Ma to swoje dobre i złe strony. Dobre, ponieważ jeśli tylko chcesz, to dowiesz się od niego innego spojrzenia na swoją twórczość. On nie będzie mówił ogólnikami: powie wprost, że piszesz bez sensu, albo że to, co napisałeś lub napisałaś jest poniżej rynsztoku. Ja bym taką krytykę ujął ładniej, inaczej, przyjemniej dla autora, ale on się nie bawi w półśrodki. Dlatego ma też to swoje złe strony, a jedną z nich jest ta dyskusja. Niby to Jules jest atakujący, ale zauważyłem tu już kilka wypowiedzi, które w sposób o wiele gorszy potraktowały go, niż on panią Marzenę. Kiedyś dałem mu swoje opowiadanie do przeczytania. Uznawałem je za jedno z ciekawszych, lepszych moich opowiadań. Pierwsze, co zapytał: „czy to na serio, czy to jakieś jaja?” A potem, nie szczędząc razów, mówiąc kolokwialnie: pojechał po całości.

    Do czego zmierzam (bo chyba do czegoś tak). Osobiście uważam, że Jules nigdzie nie obraził osoby pani Marzeny, a jedynie w sposób prosty powiedział, co myśli o jej twórczości. Co więcej, dostrzega potencjał i sprowadzeniem na ziemię ma nadzieję, że pani Marzena, mając możliwość publikacji dla mas, zacznie pisać rzeczy ważne dla naszej branży, niebanalne, nieproste, istotne po prostu.

    Muszę podzielić jego zdanie, choć mam wiele szacunku i wiele podziwu we mnie dla pani Marzeny. Podziwiam i za obrany kierunek, i za dokonania, i za chęci publicystyczne. Niestety, w pani publicystyce nie znajduję tego, co mogłoby mnie do niej przekonać. Nie znajduję sensu właśnie. Jest pani świetna warsztatowo, ma pani talent, ale musi pani odnaleźć właściwe tematy i właściwie do nich podchodzić. Wiem, co mówię, bo sam miałem kiedyś podobny problem. Co z tego, że jakiś tam warsztat jest, skoro felietonista musi mieć talent do dostrzegania rzeczy niedostrzegalnych dla innych. Dziś unikam publicystyki, chyba że rzeczywiście WIEM, CO CHCĘ POWIEDZIEĆ.

    I do meritum. Jeśli ktoś zaczyna wybijać się ponadprzeciętność, czy to w sensie artystycznym, czy to w sensie medialnym, to musi być gotowy na krytykę. Różną. Nie tylko cukierkową, merytoryczną, ale i dosadną, a czasami i brutalną, czy niekulturalną. Proszę zajrzeć do recenzji Wiedźmina autorstwa Julka na YouTube. Tam dopiero dzieją się rzeczy dla autora straszne, obrzydliwe, okropne. Co robi Julek? Śmiejemy się z tego na podkastach. Bo podkasty nasze mają taką właśnie formułę. Jeśli ktoś tej formuły nie rozumie, trudno.

    I wreszcie, przepraszam, ale muszę. Panie Olafie, jest pan dla mnie człowiekiem zagadką. Pojawia się pan tam, gdzie Juliusz Konczalski zabierze krytyczny i, prawda, kontrowersyjny, mocny głos, i próbuje pan, pod przykrywką swoich pisarskich umiejętności, zbesztać go, wyśmiać i w ogóle poniżyć. Robi pan dokładnie to, co zarzuca pan Konczalskiemu. Jest pan dla mnie zagadką, bo nie znam pana dokonań, a w branży siedzę długo. Wypisuje pan w „Dzienniku” rzeczy co najmniej kontrowersyjne. Wygląda to tak, jakby nie miał pan żadnego pojęcia o grach, oprócz wyświechtanych ogólników. Widać, że czerpie pan przyjemność z pisania, i ma pan warsztat do pozazdroszczenia (przyjdzie może z doświadczeniem), ale podobnie jak pani Marzena pisze pan rzeczy pozbawione z gruntu sensu i nie przystające do rzeczywistych problemów naszej ukochanej… „elektronicznej rozrywki”. Potem objawia się pan na jakiś blogach, serwisach i innych miejscach jako ten Dziennikarz, przez wielkie „D”, który mówi, a wszyscy mają słuchać i kłaniać się w pas. Powiem coś panu: pan się ośmiesza. Więcej pokory, także dla siebie. To, że ma pan ponad czterdzieści na karku; to, że pisze pan dla ogólnopolskiej gazety; to, że ma pan świetny warsztat, dużą wiedzę i jest pan inteligentny; to wszystko wcale nie znaczy, że dokonuje pan i pisze pan rzeczy niezwykłe. Zwykły Jankowski powie panu, że pisze pan często bzdury. Poza tym. Ja mam wrażenie, że pan się obawia Juliusza Konczalskiego. Ale niech pan się nie obawia: „Dziennik” zbyt wiele tematów wymyśla, a Julek z natury nie lubi kłamać. :)

    Oj, rozpisałem się, przepraszam. Mam nadzieję, że zostałem dobrze zrozumiany. Pani Marzeno, życzę cierpliwości i sukcesów. Niewątpliwie, to przykre, i znów trzeba to powiedzieć szczerze, ma pani przewagę, bo jest pani kobietą. Ale czy to źle? Moim zdaniem, nie! Ja cieszę się, że są kobiety, które nie boją się mówić głośno, że kochają gry. Niech pani nie słucha pana Olafa i innych przyjaciół. Oni nie powiedzą prawdy. Niech pani wsłuchuje się w krytykę ostrą, na pograniczu dobrego smaku. Oczywiście, niech pani nie bierze sobie jej do serca za bardzo, ale niech wyciąga wnioski. Wreszcie, z czasem, przyjdą i tematy. Dobre tematy, które będzie pani mogła opisać w sposób doskonały, dzięki swojemu warsztatowi. Wówczas będzie pani mogła sięgnąć po coś więcej, niż kawałek miejsca na GOL-u.

    Pozdrawiam

  28. @ Dahman

    Chciałbym podzielić się z Panem paroma uwagami, które być może zmienią Pańskie spojrzenie na parę spraw, w tym moje intencje, co z kolei dałoby nam szansę w przyszłości wymieniać opinie w ewentualnych dyskusjach toczonych już w przyjaźniejszej atmosferze.
    Aby to było jednak możliwe, musimy najpierw pewną rzecz przyjąć za aksjomat – a mianowicie to, że napaść na panią Marzenę Falkowską kilkanaście wpisów wyżej w tym wątku była podłością. Przypominam: mówimy o oszczerczych zarzutach kradzieży, o pogardzie, nienawiści, szowinizmie, negowaniu poziomu intelektualnego pani Marzeny i odmawianiu jakiejkolwiek wartości Jej tekstom. Mówimy o spoliczkowaniu. Był to akt draństwa tak bezsporny i oczywisty, że można by go wystawiać jako wzorzec tego typu negatywnych zachowań w Sevres pod Paryżem. Tak to widzę i zakładam, że jest to oczywiste dla każdego przyzwoitego człowieka obdarzonego elementarną zdolnością oceny zjawisk. Zakładam zatem, że jest to oczywiste i dla Pana. Gdyby – co wspominam pro forma, bo nie wierzę, aby Pan chciał podważyć tę tezę (a tak o Panu nie myślę, inaczej w ogóle nie zabierałbym teraz głosu) – a więc gdyby jednak uważał Pan inaczej, moja próba wyłożenia pewnych racji, które być może Panu umknęły, nie miałaby sensu.
    A zatem o rzeczy:

    1. Nie potrafię do końca określić Pańskiej postawy w tym sporze, proszę zatem pomóc mi ją zrozumieć. Dlaczego nie stanął Pan w obronie poniżanej w Pańskiej obecności gospodyni tego salonu, w którym zresztą bywa Pan stałym gościem, zamiast tego stając w obronie człowieka, który Louvette obraził? Nie oskarżam Pana o próbę obrony kolegi – to samo w sobie nie jest złe. Jestem jednak zaskoczony kontekstem. Wydaje mi się, że próba tłumaczenia w stylu: „Znam go, to tak naprawdę fajny facet”, powinna brzmieć: „Po tym, co zrobił, można by sądzić, że to człowiek podły, ale wiecie – znam go, to tak naprawdę fajny facet”.
    Zakładam, że jest Panu – z powodu niewygodnej sytuacji towarzyskiej – trudno teraz wyrzucić z siebie coś więcej niż eufemizm o „grubej skórze” Louvette, ale myślę, że znalazł się Pan właśnie (i nie tylko Pan, to dotyczy nas wszystkich) w sytuacji granicznej, w której po prostu nie ma już pola na unik. Wierzę, że chce Pan dalej wymieniać z panią Marzeną Falkowską poglądy, wierzę, że szanuje Pan Louvette jako osobę i autora. Proponuję wczuć się teraz w Jej skórę, łatwo Pan zrozumie, czego teraz od nas wszystkich oczekuje, choć oczywiście za nic nie powie tego głośno. Nie sądzi Pan, że coś Jej się od nas należy? Ten jawny gest wsparcia, minimum lojalności?
    (Mam nadzieję, że to, co napisałem, nie brzmiało protekcyjnie – naprawdę nie miałem takiej intencji. Mnie generalnie zależy na przywróceniu temu miejscu dawnej, przyjaznej i konstruktywnej atmosfery. Pozostaje mi mieć nadzieję, że właśnie tak odczytał Pan te słowa).

    2. Pisze Pan o mnie w negatywnym kontekście, przywołując wypowiedź na forum GameHota, komentarz do podcastu nr 19. Jest mi przykro, że tak a nie inaczej odczytał Pan moją postawę. Wierzę, że tak Pan to naprawdę widzi, że nie jest to z Pańskiej strony złośliwość, dlatego pozwolę sobie rzucić więcej światła na tę sytuację, z nadzieją, że być może zrozumie mnie Pan lepiej.
    Po pierwsze, uwaga fundamentalna, która ukaże to wszystko we właściwym świetle. Pan przedstawił moją wypowiedź jako napaść, tymczasem była to forma obrony. Wie Pan, ja nigdy nie atakuję kogokolwiek po prostu dlatego, że go nie lubię, nie szanuję itd. Gdyby Pan znał moje teksty z „Kultury”, wiedziałby Pan, że zdarzało mi się pisać w swoich felietonach zarówno o polskich publicystach zajmujących się grami, jak i o serwisach informacyjnych poświęconych tej tematyce. Zawsze były to uwagi o charakterze rekomendacji. Wynika to nie tylko z odpowiedzialności za słowo, ze świadomości, że pisząc w opiniotwórczym tygodniku kulturalnym sprzedającym się, w zależności od koniunktury, w liczbie od prawie jednej trzeciej do prawie pół miliona egzemlarzy, muszę ważyć swe opinie na temat innych osób, by ich przypadkiem nie skrzywdzić. Moja postawa bierze się przede wszystkim z niechęci do retoryki nienawiści i poniżania. To dlatego moje interwencje były, paradoksalnie, tak ostre. Jestem łagodny jak baranek i nigdy nie atakuję pierwszy, ale też nie przechodzę na drugą stronę ulicy, gdy pewna swej siły grupa drani atakuje kogoś, by go skopać, przekonana o swej bezkarności.
    Pan mi zarzuca parę rzeczy. Zacznijmy od tego, że nie obraziłem pani Marzeny Falkowskiej, nazywając ją Żydówką. „Słowo „Żyd” to dla mnie nie jest obelga, nie jestem antysemitą. Wierzę zresztą, że Pan też nie, składam ten Pański zarzut na karb stylistycznego potknięcia.
    Przywołajmy tę sytuację. Napisałem wtedy, że słuchając podcastu nr 19, tej chamskiej, brutalnej napaści na panią Marzenę, przypomniałem sobie spontanicznie scenę z filmu, w której grupa młodych bandytów z hitlerjugend poniewiera na ulicy, przy obojętności przechodniów, młodą Żydówkę. Później, gdy zastanawiałem się, dlaczego miałem akurat takie, a nie inne skojarzenie, zrozumiałem, że chodzi o wspólne mianowniki: o bezinteresowne czynienie zła osobie, która nic nie zawiniła, o towarzyszącą temu beztroskę, o satysfakcję z poniżania innego człowieka, o świadomość bezkarności, wynikającą z poczucia siły płynącej z działania w grupie, o przemoc wobec słabszego, kogoś, kto nie ma szansy nawet się obronić.
    Rozumie mnie Pan teraz lepiej? Nie określałem tam nikogo z GameHota mianem hitlerjugend, co próbowano mi wmówić – wskazywałem jedynie na tożsamość postaw. Trzymajmy się, proszę, faktów.
    Co do obrażania czytelników. Wyraziłem w swej wypowiedzi rozgoryczenie faktem, że nikt, literalnie nikt z osób, które przede mną wypowiadały się w komentarzu do tego podcastu, nie wziął pani Marzeny w obronę. Wyraziłem też obawę, że jeśli GameHot nie zmieni kierunku swego dryfu, będzie przyciągał jedynie ludzi, których taki słowny bandytyzm, takie plucie jadem na wszystko i wszystkich bawi, a ludzie przyzwoici będą omijać to miejsce łukiem. Pan to uważa za obrazę? Mam nadzieję, że patrzy Pan na to teraz, po moich wyjaśnieniach, jednak nieco inaczej.
    Zresztą, dajmy szansę osobom śledzących tę dyskusję wyrobić sobie samodzielnie zdanie. Oto link do komentarzy podcastu nr 19:
    http://www.gamehot.pl/podcasty/644/gamehotpl-podcast-epizod-19/

    3. Chciałbym Pana przekonać, że nie mam złych intencji, wskazując uwagę na coś istotnego; na coś, co, mam wrażenie, chyba Pan w ferworze tej dyskusji przeoczył. Ja nie toczę z nikim wojen, a już zwłaszcza z – bez urazy – niszowymi serwisami internetowymi. Gdybym chciał, to z takim potężnym megafonem, jaki mam, mógłbym każdego oponenta rozjechać bezwysiłkowo jak walcem pluskwę. Nie czyta mnie Pan, ale proszę wierzyć na słowo, że ani razu nie zająknąłem się ani o GH, ani o jego autorach – ani w swoich felietonach w „Kulturze”, ani w publicznych wypowiedziach w innych mediach głównego nurtu (bo moja aktywność jako autora piszącego/mówiącego o grach, do „Dziennika” się bynajmniej nie ogranicza).

    4. Nie wydaje mi się, abym próbował gdziekolwiek podpierać się pozycją, jak zwykł Pan to ironicznie określić, „renomowanego”, dziennikarza. We wspomnianym komentarzu pozwoliłem sobie przypomnieć, że – wbrew nieuprzejmym komentarzom, jakobym był człowiekiem z „łapanki na korytarzu” – nie wziąłem się znikąd. Miałem też czelność sprostować oszczerstwo, jakobym pisał za łapówki pod dyktando wydawców; wskazałem, jak niskie często przyznajemy oceny grom, w porównaniu do magazynów czy serwisów branżowych.
    Zreasumujmy zatem: stanąłem w obronie dobrego imienia pani Marzeny Falkowskiej, do czego czułem się zobligowany, bo pod pręgierz GH trafiła dlatego, że napisałem pozytywnie o Altergraniu w swoim felietonie. Stanąłem też w swojej obronie, ripostując kłamstwa i oszczerstwa. Dla Pana jest to „żenujące”?… To znaczy : jedni mają prawo publicznie poniżać innych, ale poszkodowani nie mają prawa nawet podnieść ręki, by zasłonić się przed ciosem?
    Proponuję na spokojnie przemyśleć to raz jeszcze. I, proszę, niech Pan tego nie traktuje jako zaproszenie do bitwy na słowa. Ja wykładam swoje racje – co Pan z tym zrobi, to Pańska sprawa. To, co Panu teraz proponuję, to carte blanche. Zacznimy nowe rozdanie, starając traktować się nawzajem z szacunkiem. Tylko o to apeluję od początku, poczynając od wspomnianego wpisu na GH.

    5. Chciałbym Pana prosić o drobną przysługę. Nie czytuje Pan „Kultury”, nie zna Pan moich tekstów, nie ma Pan zatem o nich zdania. A ja nie chciałbym, żeby Pan je osądzał na podstawie opinii osób, które najchętniej poderżnęłyby mi gardło ;). Proszę mi przesłać swój adres mailowy na olaf.szewczyk@wytnijtodziennik.pl, a ja prześlę panu PDF z recenzją „Sinking Island” (o ile się nie mylę, ten gatunek pasjonuje Pana najbadziej). Na tej podstawie będzie Pan mógł ocenić, czy faktycznie na niczym się nie znam i jestem takim szkodnikiem, jakim by mnie chcieli co niektórzy widzieć, czy jednak może warto czasem poznać i moje zdanie. Wszelka konstruktywna krytyka, zwłaszcza w sympatycznej formie, mile widziana :)

    Serdecznie pozdrawiam
    Olaf Szewczyk

  29. @ Louvette

    Pani Marzeno,
    obiecuję, że od czasu do czasu postaram się coś napisać, no chyba już nie mam wyjścia :)

    Serdecznie pozdrawiam
    Olaf Szewczyk

    PS Wiem, co Pani teraz przeżywa, jest mi z tego powodu bardzo przykro. Wierzę jednak, że będzie lepiej, niech się Pani ciepło trzyma. Idzie wiosna, świat już wkrótce stanie się nieco mniej ponurym miejscem :)

  30. Panie Olafie, jestem wdzięczna Panu i nefowi za to, że wstawiliście się za mną, jednocześnie zwalniając mnie po części z obowiązku nazwania po imieniu tego, co miało miejsce – na szczęście jednak cały ten incydent (podobnie jak tamten podcast) nie był w stanie na długo wyprowadzić mnie z równowagi. Różnica między kulturalną, merytoryczną krytyką a napaścią jest według mnie m.in. taka, że można sobie pozwolić na zignorowanie tej drugiej i mimo to zachować godność, ponieważ jej słowa świadczą tylko i wyłącznie o tych, którzy je wypowiadają.

    Dlatego też proszę się nie obawiać o moje samopoczucie – jestem spokojna i się nie przejmuję. Jak Pan słusznie zauważył, zaczyna się w końcu wiosna, w moim życiu jest też mnóstwo wartościowych rzeczy, którym poświęcam myśli, czas i energię – szkoda zatem czasu i sił na przejmowanie się tym, co w gruncie rzeczy nie jest ważne i życzę tego wszystkim bez wyjątku osobom, które zabrały w tym wątku głos.

  31. Jako regularny gość na tym blogu czuję się w pewnym stopniu zobligowany do zajęcia stanowiska w kwestii kontrowersyjnego komentarza Julsa i muszę przyznać, iż krytyczna retoryka jego ataku na louvette jest według mnie kwintesencją buraczanej jazdy. Ponadto z przezabawnego komentarza jego poplecznika Bibka (swoją drogą gratuluję logiki i samokrytyki – rozumiem ze Jules to wyrocznia) krystalizuje się obraz osoby uzurpującej sobie monopol na wiedzę. Brawa dla panów.

  32. > niceoldlady

    Turdno polemizować z taką wypowiedzią. Wydawało mi się, że wszystko wyłożyłem w miarę dokładnie i przede wszystkim szczerze. Dalekie mojej osobie jest chamstwo i buractwo. Przyznam więc, że nie przemawia do mnie stosowana przez Ciebie retoryka. Jeśli miała we mnie wywołać jakieś emocje, nie udało się. Nazywając mnie i poplecznikiem, i osobą uzurpującą sobie monopol na wiedzę, nie tylko samego siebie wskazujesz jako poplecznika, ale przede wszystkim nie potrafisz czytać ze zrozumienie. A najważniejsze: mało wiesz o adresacie swojego komentarza.

    Za radą Nefa z mojej strony EOT. Szkoda czasu i miejsca na dalszą dyskusję,

  33. Myślałam, że nigdy tutaj do tego nie dojdzie, ale jednak: zdecydowałam się usunąć kilka ostatnich komentarzy, które pojawiły się w tym wątku, ponieważ nie powinno być tu miejsca na osobiste wycieczki i skakanie sobie do oczu. Od tej pory komentarze, które będą urągały zasadom kulturalnej dyskusji, będą usuwane. Jednocześnie wszystkie inne komentarze są wciąż bardzo mile widziane. Przepraszam postronnych czytelników, zapewne zniesmaczonych tą sytuacją w stopniu równym jak ja, za to, że poniewczasie skorzystałam z przysługujących mi praw moderatorki tego miejsca.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s