Mordercy, złodzieje i prostytutki

O GTA IV, mimo że minął zaledwie tydzień od premiery, bardzo wiele mądrych i niemądrych słów napisano i powiedziano już wszędzie tam, gdzie o grach pisze się lub mówi – często nawet tam, gdzie zazwyczaj się tego nie robi – i trudno w tej sytuacji dodawać cokolwiek nowego, zwłaszcza, że chyba każdy, kto grami się w ten czy inny sposób interesuje, ma już na temat tej produkcji własne zdanie. Mimo to uważam, że warto o GTA rozmawiać jeszcze więcej i jeszcze szerzej, bo o mało której grze można powiedzieć, że jest tak ważnym wydarzeniem nie tylko w świecie elektronicznej rozrywki, ale (pop)kultury w ogóle i reakcje na mało którą grę mówią tak wiele o naszym społeczeństwie, nie tylko o środowisku graczy.

Ze sporym zainteresowaniem, a może nawet fascynacją, śledzę rozmaite reakcje, jakie wywoływało GTA IV jeszcze przed premierą i jakie wciąż wywołuje (zainteresowanych odsyłam np. na łamy poświęconego związkom polityki z grami bloga Game Politics, gdzie od co najmniej paru tygodni blisko 90% wpisów ich właśnie dotyczy). To naprawdę niesamowite, co dzieje się wokół tej gry czy w ogóle całej serii, do której na zawsze chyba przylgnęła powtarzana jak mantra łatka „gloryfikującej przemoc symulacji życia przestępcy, w której można przejeżdżać przechodniów, zabijać policjantów, bić prostytutki, korzystać z ich usług itp”.

Ale o tym wiemy dobrze wszyscy. Co więcej, jest to prawda. W tej grze przecież naprawdę można robić takie rzeczy. Właśnie – MOŻNA je robić, nie TRZEBA. GTA IV pozwala graczowi zachowywać się w ten sposób, ale tego na nim nie wymusza. Tymczasem problem, jaki wiele osób ma z tą grą polega na tym, że odbierają ją oni wyłącznie na tym pierwszym, podstawowym poziomie, sprowadzając całą rozgrywkę do wymienionych elementów. Myślę, że dobrze wiadomo, o jakich ludziach mowa, ale dla porządku wymieńmy główne grupy:

  • dziennikarze mediów nastawionych na sensację (główny powód: to budzi kontrowersje i się sprzedaje)
  • rozmaici eksperci i politycy zatroskani złym wpływem gry na młode umysły (tu powody są rozmaite, ale większość sprzeciwów wynika z tego, że gry po prostu nie znają)
  • dzieci i młodsze nastolatki (główny powód: to właśnie w tym upatrują atrakcyjność gry)
  • niektórzy starsi wiekiem i doświadczeniem gracze (główny powód: skoro gra zbiera tak wysokie noty i jest wielbiona przez masy, to nie ma możliwości, by nie opierała się na skrojonych pod publiczkę chwytach)

W przypadkach pierwszym, drugim i czwartym osoby te nie chcą z różnych powodów spojrzeć poza pierwszy poziom, w przypadku trzecim – nie potrafią (zresztą właśnie z tego względu nie jest to gra przeznaczona dla nich). No dobrze, co zatem znajduje się poza nim? Żadne prawdy objawione – za to mnóstwo wrażeń i treści, których lekceważenie jest dla twórców zwyczajnie krzywdzące. Przypowieść o zemście, lojalności i przyjaźni. Galeria charakterystycznych, niebanalnych postaci z rozmaitych grup etnicznych i społecznych. Wielokulturowość miasta. Satyra na współczesne zachodnie społeczeństwo. Czarny, czasem niewybredny, ale nigdy głupi humor. Ciężar podejmowanych w przeszłości kroków i decyzji. Rozmowy z przyjaciółmi o życiu. Odrobina ciepłych uczuć (korespondencja bohatera z matką). Gorzkie spojrzenie na mit amerykańskiego snu. Nocne, niezwiązane z misjami przejażdżki po zakamarkach Nowego Jorku przy dźwiękach utworów The Sisters of Mercy i The Smashing Pumpkins (choć w zależności od dzielnicy pewnie bardziej pasowałby jazz albo hip-hop). To i wiele innych rzeczy – pod warunkiem, że zechce się je zauważyć i docenić. Bo oczywiście można też skupić się wyłącznie na robieniu, przepraszam za wyrażenie, rozpierduchy na ulicach – co nie znaczy, że zajmowanie się nią nie może być dobrą zabawą, ale ograniczanie się tylko do tego jest jak zachwycanie się wstążeczką i kolorowym opakowaniem zamiast otworzenia pudełka z prezentem. To, w jaki sposób gramy w GTA IV, mówi też troszeczkę o nas samych.

Mam poza tym wrażenie, że wiele problemów, jakie ludzie mają z GTA, bierze się z niemożności zrozumienia pewnej kwestii. Słowo-klucz: konwencja. Jest to gra utrzymana w pewnej określonej konwencji. Dzieje się w środowisku przestępczym, a przestępcy zabijają, kradną, rozprowadzają i zażywają narkotyki (choć tu warto zaznaczyć, że bohater konsekwentnie tego ostatniego odmawia) i postępują według specyficznych zasad. Mimo pozorów realizmu, świat i postaci są przerysowane, a całość przedstawiona jest w krzywym zwierciadle, które uwypukla wszystko to, co zazwyczaj skrzętnie zamiata się pod dywan. Można tej konwencji nie lubić, można jej nie trawić, ale nie można jej przy jakiejkolwiek ocenie gry pomijać, bo to przez jej pryzmat na nią należy patrzeć. Tym bardziej, że jest to konwencja znana od lat choćby z filmów i na przykład w przypadku serialu takiego jak Rodzina Soprano, którego echa wątków i motywów w GTA IV dostrzegamy, powszechnie akceptowalna, o czym świadczy uznanie krytyków i publiczności oraz brak ataków przypominających te, jakich obiektem wciąż staje się gra.

Na zakończenie pozwolę sobie przytoczyć słowa Leigh Alexander, która jak zwykle umie trafić w sedno:

People are mad that you can go to strip clubs and pick up prostitutes in GTA IV. But you can do that in real life; the Liberty City streets show us no more and no less than the worst of what exists in the real world. If people have a problem with the „realism” of GTA, then they’ve got a problem with society.

Yeah, lots of things in that game are really, really awful. But the sad part is it’s not a fantasy – stuff like that goes on in real life. GTA as a series never shies away from the ugliest parts of humanity — it mushes your face into ’em, and then laughs at you.

The weird thing is that playing it wrings me with a warm rush of affection, too — you have to love something to satirize it this much, to lash it so brutally. Strange to say it, but it is, it’s a really loving portrayal. For a game that’s at times hilariously vulgar, it’s dazzlingly intelligent.

4 thoughts on “Mordercy, złodzieje i prostytutki

  1. Nieźle, naprawdę dobry tekst. Wszystko to święta prawda, ale tak po prawdzie ile osób, które wypowiadają się o GTA IV w róznych kontekstach, zagrało w ten tytuł? 10%, może 20%? To smutna prawda o dzisiejszych czasach. Ludzie uwielbiają gadać, nawet o rzeczach, o których nie mają pojęcia.

  2. Dzięki. A propos plagi wypowiadania się o rzeczach, o których ma się pojęcie blade lub żadne: przypomniało mi się, że za kilka dni wychodzi u nas książka francuskiego literaturoznawcy pt. „Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało”. Znak czasów?

  3. gta jest zdecydowanie grą wielowymiarową i tak jak zauważyłaś cała „trudność” w jej odbiorze polega na tym, że można zatrzymać się tylko na tej najbardziej widocznej warstwie. Pod względem brutalności daleko jej przecież do takiego Manhunta (stworzonego również przez Rockstar – i żeby było jasne – grałem w Manhunta z lubością ;> ). Dziwi mnie jedna sprawa – dlaczego zawsze niezdrowe emocje towarzyszą sprawom związanym z seksem? Tak było w przypadku HotCoffe, tak jest i teraz (ah, te striptizerki i kluby go-go – Sodoma i Gomora!). Dlaczego produkcje „Made in Hollywood” mogą przelewać setki litrów krwi w półtorej godziny i nikt złego słowa nie powie, ale widok nagiej piersi (chyba nieco bardziej normalny widok, prawda?) wywołuje ogólnonarodowe oburzenie (tak, piję Janet ;)
    Plus oczywiście zgraja „psychologów”, którzy muszą wtrącić swoje trzy grosze – niestety nie poświęcając chociaż kilku chwil, by rzetelnie zapoznać się z tematem. I tak jak zauważyłaś: GTA przedstawia to co się dzieje w naszym świecie. Nie jest ani bardziej ani mniej cukierkowe. Policjanci nie zawsze są kryształowi, a przestępcy czasami też próbują być ludźmi.

  4. Możemy się jedynie „pocieszać”, że hipokryzja związana z seksem nie jest ograniczona wyłącznie do gier. Jak często rodzice każą dzieciom zamykać oczy lub wychodzić z pokoju w trakcie scen erotycznych w filmach, podczas gdy nie mają nic przeciwko, by patrzyły na sceny przemocy? W rezultacie dzieciaki uczą się, że seks jest czymś brzydkim i „złym”, a przemoc czymś normalnym – czyli mniej więcej odwrotnie niż jest naprawdę :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s