W co się (nie) bawić: Execution

Dziś zamiast linkoGRAfii proponuję drugi odcinek mini-cyklu, w którym omawiam pokrótce pewien specyficzny typ gier. Chodzi o produkcje – zazwyczaj niezależne i eksperymentalne – których twórcy wykorzystują najbardziej interaktywne z mediów nie do zapewnienia nam zabawy, tylko wywołania emocji i postawienia pytań – często trudnych i nieprzyjemnych – które z elektroniczną rozrywką raczej nam się nie kojarzą. Nie chodzi jednak bynajmniej ani o skłonności masochistyczne, ani negowanie jak najbardziej normalnego i pożądanego zabawowego charakteru gier, tylko o pokazanie, że to medium – podobnie jak niektóre książki czy filmy – również może i powinno bywać czasem wykorzystywane w takich celach.

Ostatnio mowa była o The Graveyard, dziś polecam grę Execution stworzoną przez holenderskiego studenta Jessego Venbruxa. Po pobraniu i uruchomieniu (zajmuje 2 MB) należy zagrać w nią co najmniej dwa razy. Wszystkie te czynności powinny zmieścić się w nie więcej niż pięciu minutach, po których zapraszam do dalszej części wpisu.

Dla czytelników, którzy jeszcze nie zagrali, krótki opis tego, co się dzieje (uwaga – spoilery ;). Do pala przywiązany jest człowiek. Widzimy go przez muszkę karabinu. Gra instruuje nas, że mamy wybór. Jeśli wciśniemy klawisz Escape, pojawi się ekran informujący nas, że wygraliśmy. Człowiek przeżyje. Jeśli strzelimy, człowiek zginie i zostaniemy poinformowani, że przegraliśmy. Po ponownym uruchomieniu gry nadal będzie martwy – nie będziemy mieli możliwości odwrócenia konsekwencji swej decyzji.

Execution

Hideo Kojima, ojciec i główny projektant serii Metal Gear Solid, powiedział kiedyś, że chciałby zrobić grę, w której śmierć byłaby nieodwracalna i ostateczna. Z łatwych do przewidzenia powodów nie doczekaliśmy się jednak żadnej komercyjnej produkcji, w której koncepcja ta zostałaby w pełni zrealizowana. Checkpointy i savepointy umożliwiają nam szybkie i łatwe odwrócenie biegu rzeczy. I nie chodzi tylko o śmierć naszej postaci. Jeśli na przykład w BioShocku chcemy przekonać się, jakie są konsekwencje odpowiednio zabicia i uratowania Małej Siostrzyczki, wystarczy wgrać stan gry sprzed spotkania i postąpić inaczej, niż ostatnim razem.

Jeśli będziemy chcieli uczynić podobnie w Execution, spotka nas niemiłe rozczarowanie. Może doznamy frustracji, może nawet poczucia winy. To, czy strzelimy albo jak szybko to zrobimy, powie nam też prawdopodobnie troszeczkę o nas samych. Czy przyzwyczajenie – które jest przecież naszą drugą naturą – nabyte w trakcie grania w inne gry, w których do rąk dostajemy broń, a przed sobą widzimy jakąś postać i najpewniej musimy ją zabić, dojdzie do głosu i tym razem?

Co ciekawe, Execution nie dostarcza nam żadnych informacji na temat przywiązanej do pala postaci. Nie wiemy, kim jest oraz co – i czy w ogóle cokolwiek – ma na swoim sumieniu. Nie mamy żadnych podstaw, by odwołać się do swoich poglądów na temat kary śmierci. Jedyne, co jest pewne, to nieodwracalność decyzji i poczucie ostateczności aktu odebrania komuś życia, których nie znajdziemy chyba w żadnej innej grze.

3 thoughts on “W co się (nie) bawić: Execution

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s