Pochwała zwyczajności

Przegapiłam ten tekst przy ostatniej części linkoGRAfii, ale porusza zbyt ciekawy temat, by czekać z nim do następnej: Leigh Alexander w artykule Body Types: Why Ivy’s Boobs Are Such A Big, Big Deal pisze o nierealistycznych, wyidealizowanych często do granic absurdu wizerunkach postaci z gier. Pretekstem jest opublikowana niedawno galeria screenshotów z nadchodzącej bijatyki Soul Calibur IV, a zwłaszcza jeden z nich, przedstawiający wojowniczkę Ivy, przy której Lara Croft to niedojrzały podlotek.

Wbrew pozorom nie chodzi o piętnowanie starego jak świat (lub przynajmniej jak popkultura) i w dodatku obecnego we wszystkich innych mediach faktu, że „seks się sprzedaje”. Poza tym większość gier (a bijatyk zwłaszcza) utrzymana jest w konwencji fantastycznej i postaci nie mają przypominać ludzi, których mijamy codziennie na ulicy, tylko pięknych herosów, w jakich przyjemnie się wcielić. Gry pełnią głównie funkcję eskapistyczną – i jest to jak najbardziej w porządku. Nie tylko nastoletni chłopcy lubią popatrzeć na hojnie obdarzone przez naturę kobiety, nie tylko czytelniczki Cosmopolitan nie wzgardzą widokiem ładnego męskiego ciała. Krytykując idealizację wyglądu, skrytykować musielibyśmy też przy okazji rzeźby Michała Anioła czy obrazy Renoira. A w grach nie tylko możemy popatrzeć na pięknych ludzi, ale też na jakiś czas wejść w ich skórę.

Rzecz w tym – dodałabym jako komentarz do tekstu – że obecnie gry najczęściej się na tym eskapistycznym, idealistycznym poziomie kończą. Rzadko go przekraczają, epatując nawet nie tyle naturalizmem, co zwyczajnością w wyglądzie postaci. W malarstwie poza renesansowymi, idealnymi proporcjami i romantyzmem mieliśmy też realizm, a potem ekspresjonizm. W filmach poza Bradem Pittem i Angeliną Jolie (skądinąd niezłymi aktorami) grywają też Willem Dafoe i Meryl Streep. W grach bohaterowie (ci, w których się wcielamy) wyglądający zwyczajnie i niespecjalnie ładnie, o brzydkich, starych i ułomnych już nie wspominając, to wciąż rzadkość. W grach komercyjnych dodajmy, bo produkcje niezależne to inna para kaloszy. Leciwy Solid Snake z MGS4, pokryty bliznami Bezimienny z Planescape: Torment, dwójka tytułowych bohaterów z Kane & Lynch, kto jeszcze? A przecież taka różnorodność wizerunków ludzkich (i czasem nieludzkich) wyszłaby medium jako całości tylko na dobre. Starsi i dojrzalsi gracze poczuliby się potraktowani poważnie, a nie-gracze mieliby prawdziwy powód, by gry poważniej traktować. Pytanie tylko – bo koniec końców do tego się wszystko sprowadza – czy w obecnym stadium rozwoju elektronicznej rozrywki byłoby to rynkowo opłacalne? Czy gracze w swojej masie (nieładne słowo, ale inaczej powiedzieć trudno – wszyscy chcąc nie chcąc jesteśmy jej częścią) w ogóle by tego chcieli?

P.S. Dobrze, że możliwości tworzenia własnej postaci są w wielu grach coraz bardziej rozbudowane i nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy ratowali galaktykę łysym, pomarszczonym komandorem Shepardem ze zbyt dużym nosem ;) Czyż nie jest tak, że daleki od ideału człowiek, który dokonuje heroicznych czynów, wydaje się nam bliższy?

2 thoughts on “Pochwała zwyczajności

  1. O ile dobrze zrozumiałem ten artykuł, zjawisko to zostało w nim wyjaśnione jeszcze inaczej. W przypadku Soul Calibur mamy do czynienia z bijatyką, gdzie na arenach mierzą się ze sobą najlepsi zawodnicy tego uniwersum. Ta agresja objawia się również w „wyższości materiału genetycznego” czy też „hojniejszym obdarzeniu przez naturę”. Absolutne maksimum, od umiejętności i wyposażenia po geny – nawet za cenę przerysowania.

    Podobnie mamy w Gears of War czyli Pudzian Adventures in Space, gdzie Cole Train jest tak obrzydliwie umięśniony, że bardziej się chyba nie da. Wpisuje się to jakoś w starcia z szarańczą, z którą przecież zwykły żołdak nie miałby szans. Może to nie tylko ten krąg inspiracji, przerysowane postacie z GoW kojarzą mi się też ze stylistyką komiksową (Bisley? Od wieków nie miałem komiksu w ręku, ale coś mi tam jeszcze świta ;) ).

    Osobiście jednak wolę bohaterów o zwykłym wyglądzie, takich „zwyczajnych niezwyczajnych”, bardziej to do mnie przemawia :)

  2. Wiadomo, konwencja konwencją i trudno spodziewać się okularników, chudzielców i brzydali w bijatykach i tak napakowanych testosteronem grach jak GoW – tu Leigh ma jak najbardziej rację. Przerysowanie jest wręcz wpisane w ten styl. Miałam raczej na myśli gry, w których atrakcyjny wygląd jest bo jest – bo tak się utarło – a fabularnie czy gatunkowo nie jest to specjalnie uzasadnione i w charakter opowiedzianej historii słabo się wpisuje. Przychodzi mi teraz na myśl choćby Fahrenheit, który byłby jeszcze bardziej przekonujący, gdyby bohater nie wyglądał na tak bardzo wymuskanego, zwłaszcza, że historia była dość mroczna. Albo Bourne a la typowy filmowy amant – już Damon (o ile się orientuję, nie było zgody na wykorzystanie jego wizerunku w grze) wyglądał bardziej charakterystycznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s