Najeźdźcy z kosmosu albo krótka historia pewnej instalacji

Zapewne część czytelników Altergrania pamięta ubiegłoroczne zamieszanie wokół filmiku Megaman vs Polish immigrant. W konwencji popularnej gry zręcznościowej z lat 80. odtwarzał on wydarzenie z lotniska w Vancouver, w którym wskutek porażenia paralizatorem przez policjantów zmarł nasz rodak (szerzej o sprawie pisałam tutaj). Filmik wywołał oburzenie zwłaszcza, czemu nietrudno się dziwić, w polskich mediach, które niestety wypaczyły jego wymowę, okrzykując bezmyślną kpiną z tragedii.

Wygląda na to, że nie tylko w Polsce wykorzystanie pozornie niepoważnej konwencji gier wideo do skomentowania poważnego wydarzenia budzi gorące reakcje i spotyka się z niezrozumieniem. W ubiegłym tygodniu mieliśmy do czynienia z sytuacją podobną. Podczas tegorocznej edycji największych europejskich targów elektronicznej rozrywki, Leipzig Games Convention, w części z wystawą, w której prezentowane były dzieła stojące na pograniczu gier i sztuki, znalazła się interaktywna instalacja francuskiego artysty amerykańskiego pochodzenia, Douglasa Edrica Stanleya, zatytułowana Invaders i zainspirowana klasycznym tytułem z lat 70. – Space Invaders.

Space Invaders

Space Invaders (1978)

W Invaders za pomocą ruchów samych rąk sterujemy działkami, które zestrzeliwują pojawiające się na górze wielkiego ekranu statki kosmiczne. Statki powoli, acz metodycznie niszczą wzorowane wyraźnie na zburzonych w trakcie ataku terrorystycznego 11 września 2001 roku dwóch wieżach kompleksu WTC. Działania gracza nie są na dłuższą metę w stanie zapobiec katastrofie i koniec końców wieże upadają.

Burzę wokół sprawy rozpętał bardzo popularny amerykański serwis poświęcony grom, Kotaku, który negatywnie, choć ostrożnie ocenił instalację. Komentarze wielu czytelników były już bardziej dosadne, a temat dodatkowo podchwyciły tamtejsze media głównonurtowe, z Daily News i Fox News na czele, cytując wypowiedzi oburzonych członków rodzin ofiar katastrofy. W rezultacie afery Stanley (który, jak przyznaje, zaczął otrzymywać też śmiertelne pogróżki) zdecydował się wycofać swoją instalację z wystawy.

W całym tym medialno-społecznościowym zamieszaniu mało kto zadał sobie trud wysłuchania samego artysty i sprawdzenia, co chciał przez wystawienie Invaders w ogóle osiągnąć. Zresztą można domyślić się tego samemu – niemożność pokonania agresorów i nieuchronna klęska gracza to komentarz do obranej przez Stany Zjednoczone strategii wojennej. Jest to jeszcze bardziej widoczne, jeśli zestawimy instalację z wyświetlanym obok niej krótkim, zapętlonym filmem. Jest on złożony ze scen z „Taksówkarza”, „Dnia Niepodległości”, „Air Force One” i „Szklanej pułapki” – amerykańskich produkcji o mniej lub bardziej wyraźnym ksenofobicznym wydźwięku – przeplatanych zdjęciami George’a W. Busha w kombinezonie lotniczym i Johna Wayne’a z wymierzonym w ekran pistoletem.

Leigh Alexander zauważa, że jeśli mielibyśmy sklasyfikować Invaders jako grę lub jako dzieło sztuki (przyjmując na chwilę, że to dwa wykluczające się pojęcia), byłoby to jednak przede wszystkim dzieło sztuki. Prawdziwa „rozgrywka” odbywa się bowiem poza samą grą – w mediach, w publicznych dyskusjach i w naszych własnych, osobistych ocenach. Otóż to. Fakt, że niektórzy mogą poczuć się urażeni ukazaniem ataku terrorystycznego jako gry arcade, jest konsekwencją bardzo często wpisaną w samą istotę dzieła artystycznego jako takiego – ma budzić emocje, skłaniać do refleksji, a czasem też oburzać.

Z całego zamieszania wokół Invaders wyciągnąć można dwa dość przykre wnioski. Po pierwsze, wciąż dla wielu graczy hasło „to przecież tylko gra” jest adekwatne w przypadku, gdy o prowokowanie agresywnych zachowań oskarżane są tradycyjne w stylu i gatunku, lubiane produkcje. Gdy gry zaczynają dotykać tematów drażliwych dla nich samych, nagle okazuje się, że gra to nie zawsze „tylko” gra. Po drugie, niestety, po raz kolejny przekonaliśmy się, że w powszechnej świadomości grom jako medium przekazywania treści wciąż jeszcze wolno o wiele mniej niż filmom, książkom czy sztukom plastycznym. Niezwykle kontrowersyjna przed kilkunastoma laty, oskarżana o antysemicką wymowę praca Zbigniewa Libery Lego. Obóz koncentracyjny, która podobnie jak instalacja Stanleya skonstruowana jest na bazie zabawki, obecnie znajduje się w zbiorach Muzeum Żydowskiego w Nowym Jorku i jest traktowana jako ważny głos w dyskusji na temat znaczenia Holocaustu.

One thought on “Najeźdźcy z kosmosu albo krótka historia pewnej instalacji

  1. Pingback: I Ty możesz zostać najeźdźcą | Polygamia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s