Simsy świata metalu, Metallica świata gier

Oglądałam niedawno na kanale VH1 film dokumentalny o historii muzyki metalowej – Heavy: The Story of Metal. Wśród omawianych zespołów nie mogło oczywiście zabraknąć jednego z najpopularniejszych przedstawicieli gatunku: Metalliki. Moją uwagę zwrócił szczególnie fragment, w którym zaproszeni do nagrania goście – muzycy, dziennikarze, producenci i różnego rodzaju znawcy metalu – wspominali przełomowy moment, jakim było wydanie w 1991 roku przez zespół płyty zatytułowanej po prostu „Metallica”, a szerzej znanej jako „Black Album”. Płyta sprzedała się w oszałamiającej jak na standardy gatunku liczbie egzemplarzy, wynosząc zespół na szczyty popularności wykraczającej znacznie poza środowisko fanów metalu. I to właśnie, w opinii kilku z występujących w dokumencie osób, był wystarczający powód, by Metallikę znienawidzić. Nagranie albumu o lżejszym od poprzednich brzmieniu, pełnego potencjalnych (i, jak się później okazało, również rzeczywistych) przebojów, takich jak „Nothing Else Matters”, „The Unforgiven” czy „Enter Sandman” oznaczało bowiem w oczach ortodoksyjnych metalowców sprzeniewierzenie się etosowi muzyki dla niegrzecznych chłopców, którzy szczycili się tym, że w opinii postronnych słuchają nieznośnego hałasu. Jeden z rozmówców wyznał, że prawdziwym szokiem była dla niego prośba młodszej, słuchającej zespołów pokroju Duran Duran siostry, by pożyczył jej „Black Album”.

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Ponieważ lubię bawić się w wyszukiwanie paralel między grami a innymi obszarami kultury popularnej i czasem robię to wręcz mimowolnie, oglądając wspomniany fragment filmu pomyślałam, że wszystko to przypomina nieco sytuację z… Simsami. Oto mamy bowiem płytę, która jest co prawda bardzo dobra, ale zarazem skrojona pod gusta szerszej grupy odbiorców. To sprawia, że trafia poza fanowskie getto. Produkcja Willa Wrighta, oparta na genialnym i innowacyjnym pomyśle, również miała to „nieszczęście”, że spodobała się osobom, które wcześniej grami w ogóle się nie interesowały – zwłaszcza dziewczynkom, ale też dorosłym kobietom. I to wystarczyło, by zdobyła sobie dozgonną niechęć wielu graczy. Obie produkcje stały się ponadto jawnym, wyraźnym dowodem na to, że świat gier i świat muzyki metalowej przestaje być domeną płci męskiej, z właściwą jej tematyką i fantazjami. To również było dla niektórych trudne do przełknięcia.

Ciekawy jest również fakt, że konsekwencją wyjścia poza określony krąg odbiorców było często zaprzestanie identyfikacji obu produktów z nim. I to zarówno przez osoby z tego kręgu, jak i spoza niego. Ortodoksyjni metalowcy nie nazwą „Black Album” płytą metalową, podobnie jak odbiorcy, dla których była ona pierwszym zetknięciem z cięższą odmianą muzyki (im metal kojarzy się z raczej z kakofonicznym łoskotem, ewentualnie z przebierańcami spod znaku Alice Coopera czy Kiss). Tak samo dla pewnej grupy graczy Simsy nigdy nie będą „prawdziwą grą” (cokolwiek to określenie w ich rozumieniu oznacza). Z kolei miłośnicy serii, którzy nie grają poza nią w nic innego, postrzegają Simsy jako element pozostający poza granicami zbioru z etykietką „gry komputerowe”; zdarzało mi się podsłuchać zdania w stylu „ja nie gram w gry, tam się wciąż strzela, lubię tylko Simsy”.

Choć nie jestem specjalną miłośniczką i znawczynią twórczości Metalliki (żeby było śmieszniej, najlepiej znam właśnie „Czarny Album”), myślę, że analogię z Simsami znaleźć można na jeszcze jednej płaszczyźnie. Chodzi o odcinanie kuponów od popularności i rozmienianie się na drobne. Mnogość gadżetów i produktów okołomuzycznych (ostatnio np. specjalna edycja Guitar Hero z utworami grupy), angażowanie się w antypirackie akcje, uwiecznianie na filmach procesu twórczego i problemów z komunikacją między członkami grupy – Metallica to obecnie więcej niż zespół, to instytucja. To samo powiedzieć można o serii Electronic Arts, która od debiutu przed niemal dekadą obrosła w liczne dodatki, wersje i spin-offy, często różniące się od siebie jedynie detalami (dopiero zapowiedziana na czerwiec trzecia część ma szansę wprowadzić trochę głębszych zmian w rozgrywce). Taka wszechobecność może być nieco męcząca i właściwie trudno się dziwić, że poza ścisłym gronem oddanych miłośników pojawiają się oskarżenia o skomercjalizowanie. Z drugiej strony zapewne bywa też i tak, że niektórzy prześmiewcy w domowym zaciszu oddają się wstydliwej przyjemności grania w Simsy/słuchania nowszych płyt Metalliki, ale w gronie graczy/fanów metalu o tradycjonalistycznym nastawieniu za żadne skarby by się do tego nie przyznali.

Powyższe porównanie nie ma oczywiście charakteru absolutnego, jest raczej zbiorem paru luźnych spostrzeżeń, które nasunęły mi się w trakcie oglądania filmu. Postanowiłam je spisać, ponieważ o ile często znajdujemy paralele między światem gier i światem filmu, o tyle dość rzadko czynimy to samo w przypadku przemysłu muzycznego (tu jeden z ciekawszych wyjątków). Napisałam swego czasu na Altergraniu o analogii między grami niezależnymi a punk rockiem, którą wymyślił Jesper Juul, i wywiązała się gorąca dyskusja, więc jeśli czyta te słowa miłośnik metalu i/lub Metalliki i ma ochotę uzupełnić porównanie lub wykazać jego nietrafność, zapraszam.

18 thoughts on “Simsy świata metalu, Metallica świata gier

  1. Amen to that – bardzo trafne spostrzezenie, szczegolnie jesli chodzi o opinie srodowisk tzw.”prawdziwkow” co do tytulow ktore odniosly szerszy sukces.

  2. Jeśli chodzi o nietrafność to na pewno jest jedna, Metallica po długim okresie, kiedy nie wiedzieli czego chcą (czy mają szukać własnej drogi, czy przypodobać się którejś grupie fanów), nagrała rewelacyjną płytę, nie pasującą kompletnie do komercyjnej otoczki jakiegokolwiek kanału muzycznego. Death Magnetic mogą słuchać nawet tru-metale i o żadnej wstydliwej przyjemności nie ma tu mowy, jest po prostu czysty wypas :D

  3. Snucie analogii między cała potężną branżą gier a poczynaniami jednego zespołu jest ryzykowne. No i obawiam się mniej więcej tak trafne jak porównywanie punk rocka – muzyki niosącej przekaz buntu i negacji do segmentu indie, który nie ma w sobie niemal nic z tego buntu i negacji. Co do zespołu. Podobnych zawirowań jest w braży muzycznej tysiące. Pamiętam odsądzanie od czci i wiary U2 przy okazji premiery Zooropy, Paradise Lost przy Host, Anathemy przy… długo by pisać. Ale co to ma wspólnego z Simsami? Przepraszam, nie dostrzegam :)

    A może by wysnuć taką analogię z melomanami, którzy twierdzą, że rock, a zwłaszcza metal, to wrzaski, hałasy i nie mają nic wspólnego z muzyką? Zdaje się, że nawiązałaś do tego podejścia prezentowanego przez niektórych graczy.

  4. @ Dr Judym

    Fakt, to jest istotna różnica. Z drugiej strony na pewno są też i tacy, dla których mariaż Metalliki z lżejszym brzmieniem i medialną sławą przekreślił ten zespół na zawsze i nawet gdyby nagrali płytę ostrzejszą od swych pierwszych nagrań, i tak nie byliby w ich oczach godni mienić się zespołem metalowym.

    @ nef

    Snucie analogii między cała potężną branżą gier a poczynaniami jednego zespołu jest ryzykowne.

    Ale analogia jest przecież nie z całą branżą gier, tylko z jedną konkretną serią.

    Podobnych zawirowań jest w braży muzycznej tysiące. Pamiętam odsądzanie od czci i wiary U2 przy okazji premiery Zooropy, Paradise Lost przy Host, Anathemy przy… długo by pisać. Ale co to ma wspólnego z Simsami?

    Widzę to w ten sposób: Czarny Album był pierwszą płytą metalową, która słuchana była naprawdę powszechnie w różnych środowiskach. Ułatwiła tym samym zdobycie popularności innym grupom charakteryzującym się cięższym brzmieniem (na myśl przychodzi mi np. Guns N’ Roses z ich „Use Your Illusion”). Podobnie było z Simsami, pierwszą grą, która na dobrą sprawę trafiła do szerszej publiczności – a było to parę lat przed boomem na gry typu casual i na Wii. W obu przypadkach omawiane produkty przetarły pewne szlaki.

    A Paradise Lost czy Anathema, nawet w swym bardziej przebojowym wydaniu, i tak są zespołami słuchanymi tylko w pewnych kręgach. Żaden z nich nie wylansował hitu na miarę „Nothing Else Matters” i nie jest kojarzony, choćby z nazwy, przez prawie każdego żyjącego na obszarze, do którego dociera amerykańska popkultura.

    A może by wysnuć taką analogię z melomanami, którzy twierdzą, że rock, a zwłaszcza metal, to wrzaski, hałasy i nie mają nic wspólnego z muzyką? Zdaje się, że nawiązałaś do tego podejścia prezentowanego przez niektórych graczy.

    To ciekawe i warte rozwinięcia podejście. Pod pojęciem „meloman” rozumiesz tu jak sądzę miłośnika i znawcę muzyki poważnej. Tylko kto byłby odpowiednikiem takiego melomana w przypadku gier? Pod względem spoglądania z góry na produkcje schlebiające popularnym gustom, byłby to gracz zainteresowany tytułami ambitnymi i trudnymi w odbiorze (pozdrowienia dla Bioforgera :) Pod względem dyskredytowania gier nieprzystających do jego definicji gry, byłby to gracz nieuznający niczego, co poza tę definicję wykracza (np. produkcji pozbawionych jakiegokolwiek pierwiastka akcji czy rywalizacji).

  5. Najpierw to chciałbym napisać, że osobiście starałbym się unikać stwierdzeń arbitralnych w stylu:
    „Czarny Album był pierwszą płytą metalową, która słuchana była naprawdę powszechnie w różnych środowiskach” czy: „Death Magnetic mogą słuchać nawet tru-metale i o żadnej wstydliwej przyjemności nie ma tu mowy, jest po prostu czysty wypas”.

    Natomiast nie ma wątpliwości że grupy społeczne „graczy” i słuchaczy” podobnie pewnie jak jeszcze parę innych grup można porównać w tym jak bardzo potrafią być zamknięte w swych przekonaniach. Gracze hard core’owi zwykle nie chcą zrozumieć casualowców i na odwrót, metalowcy (czy prawdziwi jeszcze żyją?) nie chcą zrozumieć muzyki poważnej i na odwrót (nie mówię o kwestiach ideologicznych np. punkowcy-metalowcy bo to inna bajka) to takie dość powszechne zamknięcie oczu na różnorodność które niestety spłyca odbiorców.
    Swoją drogą nef – czy Twoje określenie „meloman” nie ma lekkiego zabarwienia pejoratywnego?
    A nawiązując do konfliktów ideologicznych na tle muzycznym (wspomniani punkowcy-metalowcy) to ciekawe czy kiedyś doczekamy się takich na tle gier.
    Albo subkultur opartych na jakiś gatunkach/ tytułach gier? Czy to w ogóle możliwe? To by znaczyło że gry zaczęły przenosić również treści które poruszają umysły…

  6. „Swoją drogą nef – czy Twoje określenie “meloman” nie ma lekkiego zabarwienia pejoratywnego?”
    Wierz mi, że nie ma.
    Uściślając. Wierzę w to, że analogie pomiędzy różnymi dziedzinami kultury, twórczości, zwał jak zwał, istnieją. Wierzę tez jednak, że aby można było uznać je za trafne, potrzebne jest zachowanie proporcji. Czy zachowane są proporcje pomiędzy pozycją Czarnego Albumu w muzyce a The Sims w grach? Ponieważ sprowadza się analogia także do twórców, jest to, jak mi się wydaje, nieuniknione, na kanwie tego przykładu należy wysnuć adekwatne porównania pomiędzy Metalliką w nurcie metalu, a The Sims w nurcie tzw. gier hardkorowych. Dla mnie osobiście skale są niewspółmierne, więc porównanie, a szczególnie wysnuwane stąd wnioski, tracą na wyrazistości. Zapamiętanie poszczególnych grup odbiorców to oczywistość, wystarczy wspomnieć konflikt konsolowcy vs. pecetowcy, który sensu nie ma, a trwa od lat.

  7. @ JasioPepesza

    Najpierw to chciałbym napisać, że osobiście starałbym się unikać stwierdzeń arbitralnych w stylu:”Czarny Album był pierwszą płytą metalową, która słuchana była naprawdę powszechnie w różnych środowiskach”

    Niechże arbitralność tę usprawiedliwi nieco fakt, że w takim tonie wypowiadali się o płycie znawcy muzyki metalowej występujący w filmie – pozwoliłam sobie zawierzyć im w tej kwestii :)

    @ nef

    Uroczo malkontencki jak zawsze ;)
    Zachowanie proporcji oznacza właśnie, że nawet przy powiększeniu lub pomniejszeniu skali porównanie ma swój sens. Nie chcę tu bronić za wszelką cenę swojej analogii, bo tak jak napisałam, był to raczej zbiór luźnych spostrzeżeń niż porównanie 1:1 obu zjawisk w każdym ich aspekcie (wiadomo, że różni je o wiele więcej niż łączy), ale nie wierzę, że nie widzisz tu żadnych podobieństw. Tak samo jak nie wierzę, że nie widzisz podobieństw w chęci odrzucenia skostniałych form charakteryzujących komercyjne produkcje, którą kierowali się zarówno punkowcy, jak i znaczna część twórców gier niezależnych. Jeśli się mylę i naprawdę tak uważasz, wyprowadź mnie raz na zawsze z błędu i dam ci już spokój :)

    W kwestii tej części twojego komentarza:

    Ponieważ sprowadza się analogia także do twórców, jest to, jak mi się wydaje, nieuniknione, na kanwie tego przykładu należy wysnuć adekwatne porównania pomiędzy Metalliką w nurcie metalu, a The Sims w nurcie tzw. gier hardkorowych.

    Uściślę tylko, że nie chodziło mi o porównanie muzyka metalowa – gry hardkorowe, tylko muzyka metalowa – gry w ogóle. Grupa odbiorców metalu i grupa odbiorców gier była do pewnego momentu ograniczona do konkretnych kręgów (składających się głównie z młodych mężczyzn). Czarny Album i Simsy były pierwszymi produktami, które na większą skalę kręgi te przekroczyły.

    A skoro wspomniałeś też o twórcach, to pozwolę sobie zauważyć jeszcze jedno podobieństwo. Tak jak Metallica dla ortodoksyjnych metalowców nigdy nie była już po Czarnym Albumie tym samym zespołem, tak i Will Wright przestał być po Simsach autorytetem w oczach graczy z klapkami na tychże oczach. Wczesne odsłony Sim City, za które był odpowiedzialny, zasługują jeszcze na miano „prawdziwych gier dla prawdziwych graczy”, ale Simsy oczywiście już nie. Biedny Will całkowicie pogrążył się już tworząc zbyt łatwe i mało skomplikowane Spore… A teraz jeszcze wstąpił do Stupid Fun Club – skoro pracuje w firmie o takiej nazwie, szanse, że powróci z Death Magnetic świata gier maleją do zera ;)

  8. Co do punk rocka, serio, nie widzę. Gry indie nie są dla mnie żadną formą buntu. Każdy niemal twórca indie tworzył je wedle swoich możliwości. Punk rock nie był żadnym nowatorskim trendem. Wsparcie ze strony wielkiego koncernu, choćby Microsoftu i włączenia gier do katalogu Xboksa, oznacza dla niego nie tylko kompromis, ale też wielkie możliwości. Stąd wspominałem już kiedyś o zapleczu. Przypomina mi się Bioware, które dało narzędzia do robienia modów i później zatrudniało co zdolniejszych moderów. To naturalna kolej rzeczy, nie mająca absolutnie nic wspólnego z analogią z punk rockiem, który miał wymiar symboliczny niemal :)
    Czy jestem uroczo malkontencki? Nie sądzę, choć przyznam, że traktuję to z ust kobiet jako komplement. Nie spieram się po to tylko, aby się spierać. Jeżeli zgadzam się, to nie piszę, że masz rację i w ogóle. Twoje stanie analogie nie pasują i ze względu na skalę porównania, nic więcej. Co do W. Wrighta. Nie sądzę, w mim mniemaniu, aby przekroczył Simsami jakiś Rubikon, zwłaszcza, że był to projekt skazywany na porażkę. To było ryzyko, Black Album żadnym ryzykiem nie był. Jeżeli juz szukasz porównań, to poza melomanami, zwróć uwage na Warrena Spectora, który teraz robi coś da Disneya. To jest dopiero dająca pole do popisu analogia, jeżeli juz szukasz czegoś takiego.

  9. @louvette

    Arbitralnośc w ten sposób wytłumaczoną wybaczam ale dalej się z takim twierdzeniem nie zgadzam (tzn. że to pierwsza metalowa płyta, która uzyskała szerszą publiczność). Ale z góry mówię że sam nie wiem którą uznać za pierwszą i nie wiem czy to w ogóle możliwe… Skoro juz porównujemy do GNR (coś takiego padło, choć co to za metalowcy ;)) to ich Use Your Illusion wyszło w tym samym roku co Black Album, Appetite for destruction 5 lat wcześniej i sprzedało się 2 razy lepiej od Black Album. W czasach Black Album szalał już Grunge więc mocniejsza muzyka trafiła do mas i z tej strony. Nie wiem czy autoarzy filmu (nie oglądałem) nie przywiązują zbyt wielkiej wagi do dokonań Metalliki (nic jej nie umniejszając oczywiście). Ale pewnie mozna by tu bronić róznych stanowisk… dlatego jednak unikałbym arbitralności.

    @nef

    Co do punka i indie w 100% się z Toba zgadzam ale… Cos w tym porównywaniu Simsów na tle innych gier do Black Album na tle innych „metalowych” płyt jest (oczywiście przyjmując te założenia co Louvette i wszystko trochę upraszczając). Mi się skala porównania jednak zgadza (przynajmniej jeśli chodzi o ilośc sprzedanych egzemplarzy – patrz wiki ;)). Jedno i drugie sprzedało się bardzo dobrze, klientami stali się ludzie stosunkowo nietypowi, natomiast typowi częściowo stanęli w opozycji do tytułów (zakładając że metalowcy nie lubili Black Albumu w co pomimo zapewnień twórców filmu, którego nie widziałem, nie wierzę ;)). Ja osobiście myślę, że Simsy jednak jakiś Rubikon przekroczyły – która inna main stream’owa gra trafiła tak masowo pod strzechy, do ludzi, którzy w nic nie grali wcześniej?

  10. @JasioPepesza

    nie porownujesz chyba powaznie akceptacji Metallici przed Czarnym albumem do Guns’n’Roses i grunge’u? Te dwa ostatnie od samego poczatku byly akceptowane przez szerokie masy i zadna z plyt GNR czy seattlowcow nigdy nie musiala pokonywac takiej sciany uprzedzen w tzw. szerszych kregach muzycznych jak Metallica.

  11. @Pawel

    Nie porównuje… Chodziło mi o trafienie mocniejszej muzyki do mas i przez co to się dokonało. Louvette wspomniała że Black Album utorował drogę np. GNR z czym się nie zgadzam, prędzej odwrotnie… i o to mi chodziło. Czy grunge od samego początku był akceptowany przez szerokie masy? Tzn. od jakiego początku? Ale niech to będzie pytanie retoryczne bo schodzimy z dyskusją na manowce zamiast kombinować ile w simsach metalliki ;)

  12. @ nef

    Gry indie nie są dla mnie żadną formą buntu.

    Czasami są – wystarczy poczytać i posłuchać wypowiedzi twórców z Tale of Tales, którym marzy się rewolta. Pisał zresztą o tym ostatnio Olaf Szewczyk w felietonie „The Path: Ścieżka i gniew”. Ale zostawmy już tego biednego punka, obiecałam, że dam spokój :)

    Czy jestem uroczo malkontencki? Nie sądzę, choć przyznam, że traktuję to z ust kobiet jako komplement. Nie spieram się po to tylko, aby się spierać. Jeżeli zgadzam się, to nie piszę, że masz rację i w ogóle.

    Pisząc o „uroczym malkontenctwie” nie miałam na myśli twoich komentarzy do moich tekstów, tylko ogólnie – twój styl przejawiający się w doborze tematów, sposobie pisania, podejściu do świata gier. Rozwinięcie wątku nadaje się raczej na prywatną korespondencję, ale zapewniam, że napisałam tak pół żartem, i tak też określenie to powinieneś traktować :)

    Jeżeli juz szukasz porównań, to poza melomanami, zwróć uwage na Warrena Spectora, który teraz robi coś da Disneya. To jest dopiero dająca pole do popisu analogia, jeżeli juz szukasz czegoś takiego.

    Dzięki za podsunięcie tropu – serio. Może kiedyś zdecyduję się na przeprowadzenie głębszej analogii, zwłaszcza, że można znaleźć inne nadające się przykłady – Nolan Bushnell i jego realizująca się na różne sposoby miłość do segmentu casual, Steve Meretzky współpracujący z Hasbro i Disneyem, a nawet Peter Molyneux, który odszedł bardzo daleko od swoich początków spod znaku Populousa czy Syndicate.

    @ JasioPepesza

    Guns N’ Roses to może faktycznie nienajlepszy przykład, bo to hard rock, a nie metal, a hard rock popularny był na skalę masową już w latach 70. (Aerosmith, Led Zeppelin, Deep Purple). No i Axl Rose z jego charyzmą i gwiazdorskim zachowaniem był o wiele bardziej medialny od brzydali o ponurych obliczach z Metalliki :)

    @ Paweł

    Chyba nie do końca tak było w przypadku grunge’u. Gatunek istniał mniej więcej od połowy lat 80., ale dopiero na początku 90., wraz z wydaniem „Nevermind” Nirvany i „Ten” Pearl Jam, zdobył masową popularność. Tylko że w pierwszym przypadku była to druga płyta zespołu, a w drugim debiutancka, więc nie zdążyła powstać mocna baza ortodoksyjnych fanów, którzy z powodu sukcesu mogli się na Nirvanę i Pearl Jam śmiertelnie obrazić.

  13. @louvette

    Nie miejsce to w sumie na dyskusje o muzyce :) ale to jest chyba tez tak troche ze kazda konwencja, gatunek czy moda (jakkolwiek to nazwiemy) ma pierwszy okres istnienia, kiedy nie ma swojej tozsamosci czy masy krytycznej (i tak bylo z grunge’m w drugiej polowie 80tych) i dopiero proba wyjscia na szersze wody (plyty + koncerty poza klubem za rogiem) w jakims sensie konfrontuje dana muzyke ze swiatem. A w przypadku grunge’u ta konfrontacja od razu wypadla calkiem calkiem niezle. W przypadku Metallici jak zwrocilas uwage czy innych radyklanych metalheads – zajelo to sporo czasu.

  14. „Pisząc o “uroczym malkontenctwie” nie miałam na myśli twoich komentarzy do moich tekstów, tylko ogólnie – twój styl przejawiający się w doborze tematów, sposobie pisania, podejściu do świata gier. Rozwinięcie wątku nadaje się raczej na prywatną korespondencję, ale zapewniam, że napisałam tak pół żartem, i tak też określenie to powinieneś traktować :)”

    Słodkie :) Publicznie mogę Ci rzec:
    -dobór tematów – wedle gustu i tego, co uznam za interesujące, a zainteresowania mam szerokie,
    -sposób pisania – mam, jaki mam, po prostu. Tak się wysławiam, tak piszę. Drażni mnie styl oficjalny, suchy, pretensjonalny, poprawny, pseudonaukowy i kilka innych.
    -podejście do świata gier – w zakresie gier – lubię, jakie lubię, innych nie lubię, czemu daję wyraz. Nie lubię też „polskiej publicystyki growej”, czemu nieodmiennie daję wyraz :)
    Utrzymuję się z innych źródeł, aniżeli pisanie o grach, ba, na tym pisaniu nic nie zarabiam i pewnie to daje mi pewnego rodzaju komfort, z którego śmiało korzystam, a braku którego niektórym współczuję :) Czemu też zdarza mi się dawać wyraz :)

  15. @ nef

    Mam nadzieję, że te tłumaczenia to nie dlatego, że poczułeś się wezwany do tablicy :) Jeśli tak to zabrzmiało – wybacz, nie miałam zamiaru. Czytam twoje blogi od dawna i na nich nie raz dawałeś już, pośrednio i bezpośrednio, wyraz powyższemu podejściu. Taki masz styl i to jest OK. Tym bardziej, że dla blogera własny styl i wyrazistość to bardzo ważne cechy.

    Spytam tylko o jedno: jak definiujesz „polską publicystykę grową”? Użyłeś cudzysłowu, więc widzisz w tym chyba jakieś zjawisko o wspólnych cechach. Coraz więcej osób pisze artykuły i felietony (czyli gatunki publicystyczne) o grach w różnych miejscach – ba, sama się tym przecież amatorsko zajmuję – i jestem ciekawa, czy twoje określenie obejmuje jakąś konkretną grupę tych tekstów, czy też raczej jest neutralne i odnosi się do całości zjawiska.

    A tak na marginesie, jeśli spojrzymy na definicję publicystyki według SJP PWN – „artykuły, komentarze i teksty polemiczne dotyczące aktualnych wydarzeń i problemów, ogłaszane w prasie, radiu i telewizji” – to, jeśli tylko uzupełnimy wymienione media o internet, blogi też są często miejscem wypowiedzi publicystycznej.

    P.S. Dobrze, że mam liberalne podejście do offtopowania :)

  16. No przecież mnie byś nie zbanowała, co? :) Polska publicystyka growa? Trudno rzec, czytam coś i serce mi podpowiada – tak, to ona, polska publicystyka growa. Nie umiem tego inaczej wyjaśnić :)

  17. A propos – tak się składa, że dołączyłem do nędznego grona internetowych pismaków-amatorów i wystartowałem z własnym blogiem o tematyce growej (wreszcie) i zupełnym przypadkiem mój pierwszy tekst dotyczy właśnie Simsów (i podejmuje w pewien sposób wątki tu poruszone), więc takim zbiegiem okoliczności niestety nie mogę przepuścić tak subtelnej okazji do autoreklamy :)

    http://videoulipo.wordpress.com

    Liczę na dotkliwą krytykę. :)

  18. Na razie trochę za mało materiału na dotkliwą krytykę, nawet gdybym chciała się o taką pokusić, a nie chcę, bo zapowiada się naprawdę ciekawie. Witam w, jak to ładnie ująłeś, nędznym gronie internetowych pismaków-amatorów i życzę powodzenia. Jeśli dobrze odczytuję tytuł bloga, będzie ambitnie, więc na starcie masz u mnie plusa :) Videoulipo dodane do czytnika RSS i blogrolla.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s