W co się (nie) bawić: Today I Die

Niedawno pojawiła się gra, dla której postanowiłam odświeżyć na chwilę zeszłoroczny mini-cykl blogowy „W co się (nie) bawić”. Przypomnę, że omawiam w nim pokrótce tytuły, które łączy kilka elementów: są darmowe, można ukończyć je w mniej niż 10 minut, a przede wszystkim przez swój nietypowy i eksperymentalny charakter skłaniają do zastanowienia się nad granicami pojęcia „gra”. Są przy tym niekoniecznie łatwe w odbiorze, ale zawsze interesujące i eksplorujące obszary, w które twórcy większości gier rzadko się zapuszczają.

Gra, o której mowa, nosi tytuł Today I Die. Jej autorem jest Argentyńczyk Daniel Benmergui, który na swoim koncie ma już parę innych tytułów utrzymanych w podobnym stylu (szczegóły na jego blogu Ludomancy). Tradycyjnie proponuję poświęcić najpierw chwilę na zagranie, po czym zapoznać się z dalszą częścią wpisu. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by zagrać już po jego lekturze – o spoilery i tak byłoby w tym przypadku trudno…

today-i-die

Today I Die to niespotykane połączenie gry logicznej i interaktywnej poezji. Rozpoczyna się dość ponuro – widzimy tonącą w wodzie kobietę otoczoną czarnymi piraniami. Opasająca ją lina z przywiązanym kamieniem sugeruje próbę samobójczą. Powyżej widnieje krótki, przypominający swą formą haiku wiersz, którego treść również nie nastraja zbyt optymistycznie. Możemy jednak ją zmienić, tak samo jak zmienić możemy los kobiety, doprowadzając do któregoś z dwóch przewidzianych zakończeń, z czego jedno jest uroczym, choć bynajmniej nie doklejonym na siłę happy endem.

Rozgrywka opiera się na manipulowaniu słowami i obiektami widocznymi na ekranie, przy czym sami musimy domyślić się, na czym klikać i gdzie przeciągać zaznaczone elementy, by poznać dalszą część historii. Brak jest jakichkolwiek instrukcji i podpowiedzi; przyznać trzeba, że nie zawsze łatwo jest wpaść na odpowiedni trop i dotarcie do kolejnego etapu okupione bywa licznymi próbami i eksperymentami. Poniżej wklejam znalezioną na YouTube najkrótszą z możliwych solucję (zabawnie brzmi to słowo w odniesieniu do Today I Die, ale niech będzie), pod tym adresem zaś obejrzeć można dłuższą wersję prezentującą oba zakończenia.

O czym zatem jest Today I Die? Benmergui stwierdza lakonicznie i tajemniczo na swoim blogu, że to gra o wyborze, jaki podejmujemy codziennie rano decydując się wstać. Pociągnięty za język przez redaktorkę serwisu Suicide Girls, która pół żartem, niemniej przytomnie spytała, co wspólnego ma samobójstwo przez utopienie z mordęgą wygrzebywania się z łóżka, rozwija myśl następująco:

We are conditioned to look at life as a series of milestones and achievements, so anything that is not one of those seems to be irrelevant. Like, what you do every day. The game is not about someone who suddenly changes her life in a single, spectacular moment like movies show people doing. It’s about a constant choice, an everyday choice.

W moim odczuciu Today I Die jest jednak przede wszystkim grą o pisaniu, czy może szerzej – o procesie twórczym. Obserwujemy na bieżąco, jak zmiany dokonywane przez nas w wierszu wpływają na widoczne na ekranie wydarzenia. Możemy w pewnym sensie poczuć się jak demiurgowie, którzy słowami kształtują rzeczywistość. W dodatku owa wewnątrzgrowa rzeczywistość nie pozostaje na nasze słowne układanki obojętna, odpowiadając wynurzeniem kolejnych wyrazów, z których konstruować możemy nowe znaczenia.

A jeśli kogoś to nie przekonuje, niech uwierzy na słowo, że w Today I Die warto zagrać choćby dla pysznego klimatu melancholii budowanego przez nastrojową muzykę i stylizowaną na gry z epoki ośmiobitowców pikselową grafikę.

Poprzednie części cyklu „W co się (nie) bawić”:

6 thoughts on “W co się (nie) bawić: Today I Die

  1. podpisuję się :)
    swoją drogą, przetestowane na grupie „niegr(yw)ających”: dziewczynom się podoba, facetom trochę mniej ;)

  2. Hmm… ciekawe, choć myślę, że to raczej dzieło przypadku niż ogólnej tendencji w upodobaniach obu płci – a przynajmniej mam taką nadzieję :)

  3. to prawda, grupa była za mała żeby uogólniać (czwórka respondentów przetestowanych indywidualnie), ale wydaje mi się, że today i die jest jednak skierowane do „gr(yw)ających”. pokazałam ją osobom, które absolutnie grami się nie interesują. faceci szybko stwierdzili, że „bessensu” i kombinowali bez entuzjazmu, a dziewczyny wytrwale klikały, przesuwały chmurki i meduzy, ale ciągle prosiły o podpowiedzi. sam gameplay tej gry jest trudniejszy dla newbies niż dla osób grających w rozmaitości. moi „testerzy” nie wiedzieli, że można kliknięcie przytrzymać, napisy zamienić miejscami (btw, język znają, więc to nie był problem) albo uciec kursorem przed rybami czy marami nocnymi ;) jednak po każdej podpowiedzi wydawali z siebie pełne podziwu śpiewne „aaaaa…” i w końcu byli zadowoleni, gdy udało im się dojść do końca :)

  4. Racja; Today I Die to gra niełatwa, zresztą chyba nie tylko dla tych, którzy graczami nie są. Dla tych, którzy grają na co dzień, pewną nowinką może być z kolei brak jakichkolwiek wskazówek co do sterowania, do których przyzwyczaiły nas współczesne gry. W każdym razie ja przyznaję, że trochę pogłówkować musiałam :)

    Swoją drogą, jeśli już chcemy testować na niegrających znajomych eksperymentalne, ciekawe gry, najlepiej do tego celu nadają się chyba rozmaite „interaktywne doświadczenia”, pozbawione tradycyjnych wyznaczników gier, takich jak np. HUD, które mogą działać onieśmielająco. Tu polecić można oczywiście produkcje Tale of Tales z The Path i The Graveyard na czele, ale też jedyne w swoim rodzaju Facade.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s