Ludo ergo sum – Jeszcze tylko jeden level

Trochę trudno mi uwierzyć, że to już pięćdziesiąty odcinek Ludo ergo sum – cyklu, od którego ponad dwa lata temu zaczynałam przygodę z pisaniem o grach. Taka okrągła liczba to dobra okazja do podsumowań, ale ponieważ trochę trudno patrzeć mi obiektywnie na własną pisaninę, nie będę się na ten temat specjalnie rozwodzić. Dość powiedzieć, że czytając dziś niektóre z wcześniejszych odcinków, łapię się za głowę, myśląc, jak zupełnie inaczej napisałabym teraz o tym czy owym. To jednak ponoć zdrowy objaw u autorów i dowód na ich ewolucję, więc nie będę zanudzać czytelników samokrytycznymi obserwacjami, zachowując je dla siebie i starając się wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość.

Tak czy inaczej, uczciwie i bez fałszywej skromności przyznać muszę, że mimo wszystko jestem dość zadowolona z tego, co dzięki „Ludo ergo sum” udało mi się osiągnąć. Od początku miał być to cykl poświęcony przede wszystkim ciekawym, nie zawsze powszechnie znanym kwestiom z obszaru szeroko pojętej kultury i nauki związanej z grami. Cieszę się, że udało mi się zapoznać szerokie grono czytelników (bo teksty, poza moim blogiem, równolegle ukazują się też na łamach jednego z najpopularniejszych serwisów dla graczy GRY-OnLine.pl) z takimi koncepcjami jak na przykład niesamowita dolina, rozgrywka emergentna, przepływ, trzecie miejsce, alfabetyzacja growa czy typologia gier według Caillois. Pierwiastek publicystyczny był w cyklu zawsze na drugim planie, choć zdarzały się też teksty, w których wyrażałam swoją opinię na mniej czy bardziej aktualne i dyskutowane tematy – z dzisiejszej perspektywy na pewno ponownie podpisałabym się m.in. pod felietonami o definicji graczanaśladowaniu filmów przez gry, pojęciach hardcore i casual czy postrzeganiu gier jako zabawek dla dzieci. Gdybym miała układać listę „The best of Ludo ergo sum”, niewątpliwie znalazłyby się na niej te teksty.

I choć częstotliwość publikowania nowych odcinków cyklu w ostatnim czasie drastyczne spadła (okres, w którym miałam czas na pisanie ich co tydzień czy co dwa, wydaje mi się dziś zamierzchłą przeszłością), nie zamierzam z niego rezygnować. Na potwierdzenie tych słów zachęcam do lektury najnowszego tekstu pt. Jeszcze tylko jeden level poświęconego mechanizmowi stojącemu za tytułowym syndromem, który znany jest z autopsji bodaj wszystkim graczom. Na Altergranie ponownie zapraszam zaś w okolicach przełomu czerwca i lipca.

3 thoughts on “Ludo ergo sum – Jeszcze tylko jeden level

  1. Dzięki!

    @ Borejko

    Jeśli dociągnę do setki, to z takim tempem chyba nie wcześniej niż za 4-5 lat :)

    @ michau

    Ciągle to sobie powtarzam :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s