O jeden telefon za dużo

David S. Gallant ma 29 lat i mieszka w Toronto. Podobnie jak wielu innych dwudziesto- i trzydziestolatków na całym świecie, ma dwa życia. Na co dzień z ekonomicznej konieczności tkwi w McPracy: nudnej, zmechanizowanej, nisko płatnej, pozbawionej perspektyw rozwoju. Po godzinach zaś realizuje swoje pasje z nadzieją, że pewnego dnia, bez obaw o swój byt, będzie mógł w pełni się im poświęcić. W przypadku Davida pierwsze życie toczy się w telefonicznym centrum obsługi klienta Kanadyjskiego Urzędu Skarbowego. Drugie zaś na lokalnej scenie twórców gier niezależnych.

Tak przynajmniej było jeszcze do niedawna. Kilka miesięcy temu dwa życia Gallanta przecięły się dość nieoczekiwanie w jednym punkcie. Zrobił mianowicie grę. Potem został zwolniony. Między tymi dwoma wydarzeniami istnieje związek przyczynowo-skutkowy.

A było to tak: we wrześniu ubiegłego roku organizatorzy Ludum Dare, cyklicznego wydarzenia z rodzaju game jam, ogłosili, że zadaniem uczestników najnowszej edycji jest stworzenie projektu odwołującego się do osobistych doświadczeń i niekoniecznie rozrywkowego. Davidowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Od razu pomyślał o swojej pracy. Tak narodził się pomysł na grę „I Get This Call Every Day”. Choć nie udało się ukończyć jej na czas – ukazała się dopiero w grudniu – swoją popularnością przyćmiła pozostałe gry uczestników Ludum Dare.

„I Get This Call Every Day” to bardzo krótka i prosta przygodówka typu point and click, choć wskazywania, klikania, a tym bardziej przygody jest tam jak na lekarstwo. Kosztuje zaledwie 2 dolary (można też zapłacić więcej). Wcielamy się w niej w rolę pracownika call center niezidentyfikowanej instytucji, do którego dzwoni młody człowiek chcąc zgłosić zmianę adresu zamieszkania. W tym celu musimy zadać mu szereg pytań potwierdzających tożsamość – o numer identyfikacji podatkowej, poprzednie adresy zamieszkania, wyciągi bankowe. Problem w tym, że nasz rozmówca nie jest zbyt lotny; ma problemy z pamięcią, trudno wyciągnąć z niego informacje, a do tego stale się irytuje. Nieraz mamy ochotę odpowiedzieć mu ostro, ale to oczywiście może źle się skończyć: klient poprosi o rozmowę z naszym przełożonym, w konsekwencji czego zostaniemy zwolnieni. Pracę stracimy również wtedy, gdy odpuścimy mu i pominiemy część pytań. Musimy pozostać grzeczni, cierpliwi i przestrzegać protokołu – a i tak nie będziemy w stanie pomóc dzwoniącemu. W „I Get This Call Every Day” nie da się wygrać, stąd i podtytuł gry: „A personal tale of unwinnable realities”. Celowo brzydka oprawa graficzna, przywodząca na myśl starego, dobrego MS Paint-a, dodatkowo wzmaga poczucie uwięzienia w tym banalnym koszmarze – zwłaszcza że przez cały czas trwania rozmowy oglądamy dokładnie to samo.

I Get This Call Every Day

I Get This Call Every Day

Wszyscy – jako klienci różnych firm, petenci instytucji i urzędów – mamy za sobą podobne rozmowy. Wiemy, że są konieczne, choć bywają frustrujące. David S. Gallant przeprowadzał dziesiątki takich konwersacji dziennie i poziom jego frustracji był nieporównywalnie większy. Wynikał nie tylko z konieczności użerania się z niewdzięcznymi rozmówcami, lecz także z niemożności pomocy naprawdę potrzebującym („The screamers, the criers, the terminally ill, the broke ones with massive bills, the single mother with a missing payment before Christmas”, wylicza w jednym z wywiadów Gallant). U podstaw problemu leży bezduszna biurokracja, która doprowadza komunikację między dwojgiem ludzi, mających wszak ten sam cel – szybkie i sprawne załatwienie sprawy – do absurdu.

„I Get This Call Every Day” spodobało się w środowisku twórców i fanów gier niezależnych. O tytule napisano w paru serwisach tematycznych. Wywołał nieco dyskusji na niszowych forach. I na tym by się skończyło – gdyby nie telefon od dziennikarki The Toronto Star, jednego z najpopularniejszych kanadyjskich dzienników, która zobaczyła w osobie i dziełku Gallanta materiał na chwytliwą medialną historię.

Początkowo David był szczęśliwy, że poważna gazeta chce napisać o jego grze i chętnie zgodził się na rozmowę z dziennikarką. Kiedy jednak na pierwszej stronie The Toronto Star zobaczył materiał pod tytułem „Tax department employee creates online game to vent his frustration with taxpayers”, a w nim nazwę swojego miejsca pracy – w grze, przypomnijmy, nieujawnioną – wiedział, że jego naiwność i niedoświadczenie w kontaktach z mediami wpakowały go w kłopoty. Jak inaczej mogła skończyć się opublikowana w środku podatkowego sezonu historia o pracowniku Kanadyjskiego Urzędu Skarbowego, który kpi sobie z podatników, ujawniając w dodatku ich dane? To ostatnie sugeruje zamieszczony w tekście komentarz minister ds. dochodu narodowego, Gail Shea, która słowami swojego rzecznika piętnuje zachowanie Gallanta jako obraźliwe i kompletnie nieakceptowalne, a także prosi Kanadyjski Urząd Skarbowy o pilną interwencję.

W rzeczywistości żadnych danych nie ujawniono, a komentarz, jak i sam artykuł, jasno dowodzą, że w „I Get This Call Every Day” nie zagrał nikt w redakcji ani w ministerstwie. Nie zagrał w nią też nikt z pracodawców Gallanta, którzy nazajutrz wezwali go na dywanik. Sami przyznali niejasno, że przeszkodziły im w tym jakieś techniczne ograniczenia (grę pobiera się z dostępnego na stronie linku w postaci spakowanego pliku – bułka z masłem dla średnio rozgarniętego użytkownika komputera).  Uznali jednak, że naraził na złą sławę Kanadyjski Urząd Skarbowy i musi pożegnać się ze swoim stanowiskiem.

I tak Gallant został bezrobotny. Choć praca w call center nie była jego wymarzoną ścieżką kariery, planował pozostać w niej dopóki, dopóty nie znajdzie lepszego źródła utrzymania dla siebie i swojej żony. Na osłodę dostał duże wsparcie ze strony społeczności graczy i twórców gier, włączając do tak głośne w środowisku nazwiska jak Chris Remo z Double Fine czy Paolo Pedercini z Molleindustria, którzy nagłośnili sprawę. W rezultacie wyniki sprzedaży poszybowały w górę, dając Davidowi możliwość opłacenia czynszu i rachunków przez parę najbliższych miesięcy. Wciąż szuka pracy, najchętniej w branży gier – ale studia deweloperskie rzadko dają szansę niezbyt doświadczonym samoukom. W innych branżach może być jeszcze trudniej; który potencjalny pracodawca, wygooglawszy nazwisko Gallanta, zechce ryzykować zatrudnienie takiego mąciciela?

David S. Gallant

David S. Gallant

Na usta ciśnie się pytanie, czy gdyby bohater tej historii – zamiast stworzyć grę – o swoich doświadczeniach napisał, opowiedział czy nakręcił film, jej finał byłby taki sam. Śmiem wątpić. O ile artykuł w prasie mógłby wyglądać podobnie – wszak przedstawić dowolne wydarzenie w sensacyjnym świetle to dla współczesnych mediów jak pstryknąć palcami – o tyle trudno sobie wyobrazić, że minister i jej rzecznik, a także pracodawcy Gallanta nie zapoznaliby się z tekstem czy filmem przed podjęciem jakichkolwiek kroków.  A kiedy by to uczynili, zapewne pojęliby, że nie mają wcale do czynienia z wyśmiewaniem podatników ani ujawnianiem ich danych, lecz z autorskim komentarzem na temat dehumanizujących zasad panujących w centrach obsługi telefonicznej. Ironia losu polega na tym, że wybór najlepszego według Gallanta medium do wyrażenia tego, co chciał przekazać, obrócił się koniec końców przeciw niemu samemu. Gdyby zdecydował się wypowiedzieć w bardziej tradycyjnej formie, być może wciąż pracowałby na swoim stanowisku, co najwyżej z naganą w aktach. W świecie idealnym „I Get This Call Every Day” mogłoby zaś posłużyć jako punkt wyjścia do dyskusji na temat tego, co możemy zmienić, by takie rozmowy uczynić mniej uciążliwymi zarówno dla petentów, jak i pracowników.

Tymczasem gra Gallanta nie została potraktowana jako kolejny po „Dilbercie” czy „The Office” satyryczny portret absurdów pracy białych kołnierzyków, tylko jako potencjalnie niebezpieczny i obraźliwy wybryk. Dlatego, że jest grą właśnie. A gry, w powszechnym rozumieniu, nie służą poruszaniu ważkich kwestii ani wyrażaniu osobistych doświadczeń, lecz jedynie zabawie. Niejako z definicji infantylizują więc każdy temat, który podejmą. Zachęcam do wydania kilku(-nastu)(-dziesięciu) złotych na dobrą grę człowieka, który o skutkach tego wciąż pokutującego przeświadczenia przekonał się na własnej skórze.

5 thoughts on “O jeden telefon za dużo

  1. Mnie kilka miesięcy temu też szef zwolnił z pracy po tym jak reportaż nt. gry którą tworze pojawił się w Wyborczej i Polsacie.

    • Niesamowite! Zapoznałam się z oboma materiałami nt. waszej gry Edengrad i są raczej życzliwe, a i sam projekt trudno nazwać kontrowersyjnym. Jeśli przyczyną zwolnienia był sam fakt, że tworzysz grę, to nie jestem w stanie tego pojąć.

  2. Wspomogę bezrobotnego, zwłaszcza że przestał już pracować po ciemnej stronie mocy ;-)
    Nie wydaje mi się, by przyczyną kłopotów Gallanta był wybór niewłaściwego medium (gra zamiast filmu). Chodzi raczej o wyższość rzeczywistości medialnej nad realną. Dla ludzi nie jest ważne, co się naprawdę wydarzyło, tylko jak to zostanie przedstawione/zinterpretowane w mediach. Jego zwierzchnicy nie będą tracić czasu na zgłębianie wymowy gry ani filmu, tak samo jak nie zrobią tego podatnicy, którzy czerpią wiedzę o świecie z mediów. Kto ma większą tubę, ten ma rację, w tym wypadku byle pismak, który zwietrzył chwytliwy temat.

    • Medialne przeinaczenie to jedno, ale przecież Gallant oficjalnie zwolniony został za rzekome wykroczenie polegające na ujawnieniu danych podatników. Nie oczekuję, że dziennikarka i czytelnicy zgłębią wymowę gry, ale zwierzchnicy przed podjęciem decyzji – już jak najbardziej tak. Przynajmniej na tyle, by stwierdzić, że do takiego wykroczenia nie doszło. Tymczasem oparli swą decyzję na wspomnianej przez ciebie rzeczywistości medialnej. I to jest najbardziej oburzające – że nawet nie zagrali w IGTCED. Nie wierzę, że filmu by nie obejrzeli.

  3. Louvette, nawet nie o to chodzi, czy obejrzą film, tylko że prawdziwa wymowa filmu czy gry przegra z kłamstwem mediów (rzekome ujawnienie danych). Prawo głośniejszej tuby, takie czasy nastały.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s