Gracze, którzy nienawidzą kobiet

1940 – we want to be equal
2012 – we are superior
Yep… tits or GTFO

Anonimowy internetowy komentarz

(Mała uwaga na początek: tytuł tekstu jest nawiązaniem do powieści Stiega Larssona, poza nienawiścią dotyczy jednak szerszej gamy negatywnych uczuć, jakie budzą w niektórych graczach kobiety. Ponadto w tekście seksizm i mizoginia wymieniane są obok siebie, choć oczywiście nie są pojęciami tożsamymi. Pozwalam sobie na te uproszczenia ufając inteligencji czytelników).

W maju 2012 roku Anita Sarkeesian, krytyczka popkultury i autorka bloga Feminist Frequency, rozpoczęła w serwisie Kickstarter zbiórkę pieniędzy na nakręcenie serii filmików analizujących obraz kobiet w grach wideo. Prosiła o 6 tysięcy dolarów – dostała prawie 160 tysięcy, a oprócz tego masową kampanię nienawiści skierowaną przeciwko swojej osobie. Morze obraźliwych komentarzy, zhackowanie strony autorki na Wikipedii i umieszczenie tam pornograficznych zdjęć, przesyłanie mailem fotomontaży przedstawiających postaci z gier dokonujących na niej gwałtu – to tylko niektóre z negatywnych reakcji, jakie wywołała Sarkeesian, ośmielając się poruszyć niewygodny dla wielu graczy temat.

Ofiarą podobnego ataku została kilka miesięcy wcześnie Jennifer Hepler, scenarzystka ze studia BioWare. Ktoś odkopał i umieścił w serwisie Reddit wywiad, którego udzieliła w 2006 roku. Hepler pyta w nim retorycznie, czy skoro dialogi mogą być w grach pomijane, nie warto by wprowadzić również możliwości pomijania walki. Ponadto stwierdza, że w swojej pracy najmniej lubi samą konieczność grania. To wystarczyło, by wywołać lawinę obelg, spośród których niewybredne komentarze na temat inteligencji i wyglądu scenarzystki należały do najłagodniejszych. Bardziej dotknięci kontrowersyjnym pomysłem zachęcali Hepler do popełnienia samobójstwa i grozili jej rodzinie.

Mniej więcej w tym samym czasie w trakcie transmitowanego w telewizji turnieju Street Fighter X Tekken Aris Bakhtanians, trener zawodniczki Mirandy „Super_Yan” Pakozdi, pytał ją o rozmiar stanika, zachęcał do zdjęcia koszulki i nagminnie naruszał jej sferę prywatną, zbyt blisko podchodząc. Pakozdi zrezygnowała z udziału w turnieju, a Bakhtanians – choć ostatecznie przeprosił – bronił się najpierw twierdzeniem, że werbalne molestowanie seksualne jest w społeczności fanów bijatyk czymś naturalnym.

Wszystko to są przykłady zza Oceanu, w dodatku dość drastyczne i nagłośnione przez media, ale smutna i wstydliwa prawda jest taka, że mizoginia i seksizm są immanentną częścią kultury gier wideo. Od samego początku jej istnienia, wszędzie. Wystarczy spytać jakąkolwiek kobietę, która wyraźnie zaznaczyła swoją obecność w świecie gier – czy to przez pracę w branży, udzielanie się w mediach tematycznych, branie udziału w zawodach e-sportowych, czy choćby zwykłe uczestnictwo w sieciowych rozgrywkach –  by usłyszeć choć jedną opowieść o nieprzyjemnym traktowaniu. Protekcjonalizm, podważanie kompetencji, lekceważenie, głupie żarty, a w skrajnych przypadkach molestowanie – wszystko to ma na celu pokazać w bardziej lub mniej dosadny sposób, że świat gier nie jest miejscem dla kobiet. Katalog zniewag wobec grających online znaleźć można na stronie Fat, Ugly or Slutty, a na Twitterze pod tagiem #1reasonwhy pracownice branży gier dzielą się swoimi doświadczeniami, odpowiadając na pytanie, dlaczego tak niewiele kobiet wybiera tę ścieżkę kariery (choć stanowią niemal połowę graczy w ogóle, zajmują jedynie około 12% stanowisk w firmach związanych z tworzeniem lub wydawaniem gier). Niewesoła to lektura. A na dokładkę polecam opowieści uczestniczek ostatnich targów E3, na tle których obecność półnagich booth babes wydaje się najmniejszym problemem. Aż trudno uwierzyć, jakie rzeczy dzieją się w 2013 roku na najważniejszej imprezie branżowej.

Wybrane tweety z akcji One Reason Why.

Wybrane tweety z akcji One Reason Why.

Można oczywiście stwierdzić, że tego typu traktowanie kobiet nie jest wyjątkowe dla świata gier – seksizm w mediach, na rynku pracy i w sferze publicznej to temat rzeka, który wykracza poza ramy tego tekstu. Ale to nie jest przecież żadne usprawiedliwienie. Zresztą, w szeroko rozumianej kulturze geekowskiej seksizm i mizoginia mają się szczególnie dobrze (czego wyraz daje choćby popularność memu fake geek girl), a fani gier nawet na tym tle wydają się mieć najwięcej za uszami. Anita Sarkeesian jest autorką wielu filmików poświęconych sposobom przedstawienia kobiecych postaci w innych mediach, ale dopiero gdy zajęła się grami, wywołała prawdziwą burzę.

Dlaczego? Subkultura graczy, już od początku jej kształtowania się w latach 70., zawsze opierała się na ekskluzywności, opozycji między „nami” a „nimi”. Była bezpiecznym miejscem, azylem dla osób często odrzucanych przez grono rówieśnicze czy to ze względu na niestandardowy wygląd, niskie kompetencje społeczne czy wyjątkowe uzdolnienia, zwykle w sferze komputerowej. I choć od dłuższego czasu stereotypowy obraz gracza odbiega znacznie od rzeczywistości – w końcu żyjemy w świecie, w którym grają prawie wszyscy, a samo znaczenie słowa „gracz” stopniowo ulega rozmyciu – wciąż istnieje spora grupa chłopców i mężczyzn, którzy identyfikują się przez przynależność do mitycznego, elitarnego klubu. Czują się w nim pewni siebie, silni i ważni, a i wielkie firmy, które rządzą i dzielą w branży gier – z wydawcami i producentami sprzętu na czele – utwierdzają ich w tym przekonaniu, w pogoni za zyskiem schlebiając ich gustom i niechętnie podejmując ryzyko promowania treści wykraczających poza wąsko rozumiany krąg zainteresowań typowego młodego faceta.

I nagle w ten męski świat wkraczają kobiety. Ośmielają się interesować czymś więcej niż grami targetowanymi specjalnie dla nich, głośno o grach mówić i pisać, odnosić w nich sukcesy, wymagać od nich lepiej napisanych kobiecych postaci (ostatni głośny casus: petycja w sprawie zwolnienia Carolyn Petit z Gamespota z powodu pozytywnej skądinąd recenzji GTA V, w której obniża grze ocenę o jeden punkt za mizoginistyczne akcenty), ba – same gry tworzyć. To budzi w części graczy poczucie zagrożenia, które prowadzi do agresywnej obrony ich bezpiecznej i dotychczas wolnej od obcych wpływów przestrzeni.

Sexism bingo

Tabela przedstawiająca najpopularniejsze seksistowskie uwagi wygłaszane przez graczy, opublikowana na łamach bloga The Geek Feminism. Kliknij, by powiększyć obrazek.

Zauważyć tu można ciekawy mechanizm: o ile agresja w wypowiedziach i zachowaniach takich osób jest dla postronnego obserwatora oczywista, o tyle sami jej inicjatorzy często nie postrzegają ich jako negatywnych, wręcz lekceważąc ich skutki. Czasem wprost przyznają, że w rzeczywistości tak by nie postąpili. W mediach społecznościowych, w komentarzach na stronach internetowych, w grach online, na konwentach obowiązują jednak inne zasady – i to nie tyle ze względu na anonimowość i poczucie siły w grupie (choć z pewnością nasilają one zjawisko), co na przekonanie o nierealności sytuacji, które z kolei ściąga z ramion agresorów odpowiedzialność i moralnie usprawiedliwia obronę czegoś jak najbardziej dla nich realnego. Wszystko to jest jedynie swego rodzaju zabawą, grą – a jeśli ktoś czuje się dotknięty, to dlatego, że jest przewrażliwiony i nie zna się na żartach. W tym sensie środowisko graczy staje się wypaczeniem wprowadzonej przez Johana Huizingę idei magicznego kręgu, w którym odbywa się zabawa i obowiązują specjalne zasady. Pisze o tym Katherine Cross w artykule Game Changer na łamach magazynu „Bitch: Feminist Response to Pop Culture”:

In the virtual world, there is a clear, aggressively policed distinction dictating the boundaries of both cyberspace and its social practices. In online gaming spaces in particular, this distinction is similar to the difference between “play” and “nonplay.” As child psychologists have long recognized, the act of saying “this is play” makes the real seem unreal, and thus malleable and less threatening. It allows for experimentation and learning, as well as simply finding out who you are. But in online gaming spaces, when combined with a culture of zero accountability and prejudice, it becomes a way of denying the impact of one’s words and actions—putting no limit on how nasty they can be.

A jak jest na naszym rodzimym podwórku? Można ulec wrażeniu, że nie tak źle – sama łapię się na takiej myśli, ale zaraz potem uświadamiam sobie, że nie mam okazji stykać się z takim traktowaniem: nie bywam na konwentach, nie grywam online, popularne serwisy czytuję z rzadka i stroniąc zwykle od sekcji komentarzy, nigdy też nie starałam się o pracę w branży gier. I nawet jeśli zdystansuję się do własnych doświadczeń i rozejrzę dookoła, nie słyszę, by ktoś głośno narzekał, że mamy problem. Nieliczne wyguglane głosy sprzeciwu pochodzą ze środowiska graczy erpegowych (tu mała uwaga na marginesie – jeśli ktoś może podzielić się linkiem lub własnymi doświadczeniami i wzbogacić obraz sytuacji, bardzo proszę). Dlaczego zatem jest cisza? Moim zdaniem powody są co najmniej dwa.

Po pierwsze, brakuje spektakularnych i głośnych wydarzeń pokroju tych, których bohaterkami mimo woli stały się Sarkeesian, Hepler i Pakozdi. Nie ma więc okazji do wybuchu otwartej nienawiści, źle skrywanej niechęci czy nawet fali głupawych żartów, a tym samym potrzeby wzmożonej walki z nimi. Wiąże się to rzecz jasna z faktem, że kobiety w szeroko pojętym polskim świecie gier, choć przecież obecne, nie są szczególnie widoczne – nie budzą więc kontrowersji. Nie ma znanych badaczek i dziennikarek zainteresowanych grami, nie ma e-sportowych mistrzyń, nie ma autorek gier, które wyszłyby poza anonimowość. Póki kobiety się nie wychylają, traktowane są jako przyrodnicza ciekawostka, nie ma więc potrzeby się burzyć.

Po drugie, bywamy ślepi na seksistowskie i mizoginistyczne zachowania. Przechodzimy nad nimi do porządku dziennego. Wynika to z ogólnego przyzwolenia na, nazwijmy to, „łagodny” seksizm, które panuje w naszej kulturze. „Łagodny” seksizm, w przeciwieństwie do „poważnego” (czyli na przykład jawnego molestowania czy nawoływania do przemocy), przejawia się głównie w formie protekcjonalnego traktowania oraz niesmacznych żartów lub komentarzy. Mówimy: tacy są faceci, taki jest internet, nie należy brać tego na poważnie. Przymykamy więc oko, a nawet same markujemy rozbawienie, bo nie chcemy wyjść na sztywniary. Dziewczynek w Polsce nie uczy się jeszcze wystarczająco dobitnie i powszechnie, że na obrażające ich zachowania mają prawo reagować sprzeciwem. Wyrastają więc z nich kobiety, które na obmacywanie przez obcego mężczyznę na ulicy przed kamerą reagują zwykle nerwowym śmiechem. Mimo że czują się co najmniej niekomfortowo, nie ryzykują wyjścia z konwencji. Przecież to tylko szalony żart, nie ma o co kruszyć kopii.

Otóż jest. I jeśli ktoś wietrzy w tym spisek „feministycznego lobby” lub ofensywę „ideologii gender”, być może łatwiej mu będzie zrozumieć problem, jeśli uświadomi sobie, że idzie tu o kwestie w gruncie rzeczy uniwersalne i elementarne: szacunek dla drugiego człowieka, poszanowanie jego godności, empatię. O wspólne tworzenie środowiska przyjaznego dla wszystkich chętnych w nim przebywać. A jeśli ktoś od ideowego woli podejście pragmatyczno-cyniczne, być może trafi do niego argument, że traktowanie fair połowy populacji graczy ma wymierne korzyści biznesowe. Oznacza więcej sprzedanych egzemplarzy gier, więcej uczestników konwentów i imprez, więcej odsłon w serwisach internetowych. Weźmy, na ten przykład, nasze growe i okołogrowe media: nie wymagam od nich żarliwych manifestów przeciw status quo pokroju tekstu Johna Walkera z Rock, Paper, Shotgun (polecam!), ale na początek miło by było, gdyby zatrzymały się w pogoni za łatwymi klikami i wyznaczyły sobie pewne standardy: na przykład nie publikowały materiałów, w których kobiety (prawdziwe czy wirtualne) traktowane są jak przedmioty do podziwiania i nie tolerowały komentarzy, których autorzy sugestywnie dają do zrozumienia, co chętnie zrobiliby z urodziwymi cosplayerkami albo odsyłają biorące udział w dyskusjach kobiety „z powrotem” do Simsów, „tam, gdzie ich miejsce”. My nie musimy zaglądać na takie strony i udzielać się w komentarzach, ale mnóstwo graczy – zwłaszcza młodych – dostaje za ich pośrednictwem komunikat, że takie traktowanie kobiet jest OK.

Mój tekst jest w założeniu tylko przyczynkiem do dyskusji, zasygnalizowaniem różnych przejawów problemu, właściwie ledwie prześlizgnięciem się po temacie (celowo pominęłam w nim na przykład seksizm i mizoginię obecne w samych grach – to materiał na osobny, dłuższy tekst, w którym znalazłoby się m.in. krytyczne spojrzenie na filmiki Anity Sarkeesian). Może spotka się z odzewem, a może nie. I to również, jak sądzę, pokaże, czy nadszedł czas, by otwarcie o sprawie porozmawiać.

26 thoughts on “Gracze, którzy nienawidzą kobiet

  1. „petycja w sprawie zwolnienia Carolyn Petit z Gamespota z powodu pozytywnej skądinąd recenzji GTA V, w której obniża grze ocenę o jeden punkt za mizoginistyczne akcenty”

    Obniżanie oceny grze o mordercach i recydywistach, których świat opiera się na braku szacunku do wszystkiego i brutalnej sile jest mocno żenujące. Brak szowinizmu w postaciach brutalnych przestępców byłby głupi, niepasujący do świata przedstawionego i pozbawiony jakiegokolwiek sensu.

    O ile petycja w sprawie zwolnienia jest bez sensu, o tyle niezrozumienie, że GTA nie promuje szowinizmu, a jedynie traktuje go jako integralny element świata tępych brutali, tudzież w ogóle ocenianie takich kwestii w grze, której targetem ewidentnie są młodzi, pełni testosteronu faceci jest objawem niekompetencji. Jest mnóstwo gier w których zamieszcza się bezsensowne, seksistowskie, typowo na zasadzie „sex sells” (czy tam boobs sell) elementy, odstręczając zupełnie niepotrzebnie piękniejszą część graczek. GTA, nie tylko V, bo cała seria, jest czym jest. Nie można robić z „róbmy gry dla wszystkich, dla kobiet i dla facetów” hasła „róbmy gry wyłącznie takie odpowiadające kobietom, typowo męska gra to strata punktów i zbrodnia”.

    Tak tylko ‚propos kawałeczka i jednego cytatu. No i jeszcze obowiązkowo:
    1) Feminist Frequency jest nieprofesjonalne, stronnicze i robi „badania” pod zadaną tezę.
    2) Subkultura graczy obrzuca wszystko i wszystkich tonami bluzgów i obelg. Bycie kobietą/żydem/czarnym/niskim/niemcem/polakiem/młodym/starym – wszystko jest dobre, żeby zmieszać kogoś z błotem i poleczyć własne, 13-letnie kompleksy za maską anonimowości. Tak jak „żydy” na stadionach to głupota i brak kultury, nie rasizm, tak w 90% przypadków seksistowskie odzywki do kobiet zastępują „$%^$#^#$%#$ twoja matka #$%@#$@# ty #$@#$@#” kierowane do facetów. Problem jest… szerszy. Polecam szczególnie przyglądnąć się przejścią Riot Games (League of Legends) z własnym community.

    • 2) Ja bym tu oddzielił bluzgi ludzi, którzy muszą się wyżyć za przegraną grę i walą pierwszymi z brzegu epitetami, jakie przyszły im do głów od ludzi autentycznie wierzących, że kobieta to niższa forma życia albo laleczka od macania. Ci pierwsi piszą cokolwiek, co im mózg do palców wyśle, więc głębsza analiza ich zachowań jest z deka pozbawiona sensu. Martwić się trzeba raczej o tych drugich. Community LoLa to zresztą nie jedyny przykład. Ludzie w World of Tanks też potrafią wypisywać na czatach rozmaite wesołe teksty o życiu seksualnym matek graczy z drugiego, a często i tego samego teamu. Prośby o usunięcie gry padają niezależnie od tego, co dana osoba ma w spodniach i jest zwykłym wyrazem frustracji z powodu przegranego meczu. Czy takie zachowania są ok? Niet. Czy trzeba je szczególnie piętnować? Nie jako zachowania seksistowskie, a chamskie w ogólności.

    • @ Anonim
      Myślę, że należy jasno oddzielić treść recenzji Petit oraz filmików Sarkeesian od reakcji, jakie wywołały. Z ich poglądami można i trzeba merytorycznie, spokojnie dyskutować – co przecież ma miejsce, nie przyjęto ich wszędzie bezkrytycznie – natomiast nie może być przyzwolenia na ataki, jakie na nie przypuszczono. I na to w tekście położyłam nacisk, o samym GTA V i samych filmikach pewnie, jak czasu starczy, napiszę osobno. A propos punktu 2) – zgadzam się, natomiast nie jest to żadne usprawiedliwienie. Przeciw przemocy i agresji trzeba występować niezależnie od tego, kim jest ofiara. To jest akurat tekst o traktowaniu kobiet, podobne można by napisać o traktowaniu mniejszości etnicznych czy seksualnych w świecie gier.

    • Jeszcze rasistowskie zgubiliśmy. Gdyby dało się kogoś prosto zdyskryminować w jeszcze inny sposób, internet na pewno by to zrobił. W internecie każdy będzie mniej lub bardziej obrażany, a im bardziej jest kontrowersyjny, tym większa kampania hejtu w niego pójdzie.

      Czy gdyby zamiast Anity Sarcośtam był facet, to nie dostałby po głowie falami hejtu i nie zwyzywano by go od pedałów? Pewnie by dostał i pewnie by go zwyzywano. Ludzie robią to „bo mogą”.

      „ludzi autentycznie wierzących, że kobieta to niższa forma życia albo laleczka od macania” – może żyję w dziwnym świecie, ale wydaje mi się to istotą nieco mityczną lub żyjącą na pułapie społecznym „ławeczka przed blokiem”/”piwko pod budką”. Większość tego to ludzie bojący się w realu odezwać do dziewczyny, w której są panicznie zakochani od paru lat (bo mają 13-15) i wyżywający swoje frustracje w taki obleśny sposób. Bardziej mi ich poniekąd żal i uważam, że należy być ponad nimi i raczej odczuwać litość – niezależnie, czy jest się kobietą, murzynem, żydem, czy po prostu białym facetem któremu jeżdżą po rodzinie (bo nie mają się czego uczepić). Howgh.

  2. Nie wiem czy mi nie zassało gdzieś pierwszego komentarza, toteż się rozpiszę.

    1. Przywołana na początku Anita niemal skłoniła mnie do datku na kickstartera – fajnie, ktoś w końcu chciał to rozmontować na kawałki! Na szczęście pooglądałem jej „dzieła” o komiksach (to samo dokładnie zrobiła z filmikami o grach) – zero zwracania uwagi na kontekst, uwarunkowania kulturowe, historię, stereotypy, zero kontrprzykładów, zero konstruktywnej krytyki – po prostu festiwal dobranych pod tezę przykładzików, niejednokrotnie pasujących jak pięść do oka (Castle Crashers wyśmiewające trope „damsel in distress” jako przykład trope „damsel in distress”).
    Niezależnie od tego – kampania hejtu pod znakiem „mam 13-16 lat i jestem taki ANONIMOWY”/”patrzcie ale jej pokazałem komentarzem!!! jestem taki męski inaczej!” była żenująca i godna wszelkiego potępienia.

    2. Swoją drogą – nieszczęsne „tits or gtfo” wzięło się, o ile mi wiadomo, od facetów udających kobiety żeby podpuścić innych facetów na 4chan, gdzie za dowód bycia kobietą uznano zdjęcie z odpowiednim atrybutem + datą. No ale 4chan to miejsce dla miłośników porno, tam tak lubią, niech się z tym kiszą u siebie – szkoda, że reszta internetów powtarza bezmyślnie w niesmacznych miejscach.

    3. Pani Hepler ma świętą rację – więcej wyboru nigdy nie szkodzi. Co niesamowicie ważne w kontekście dyskusji. Pomijanie strzelania by się niektórym grom naprawdę przydało.

    4. Sytuacje z E3 są creeepy… poza gościem z pytaniem o seks. Heloł. Spytał raz, było to mało sympatyczne, po braku reakcji i nerwowym śmiechu uznał że chyba nie bardzo mu wyszło i zaczął udawać że nic się nie stało – faile się zdarzają. Panie lubią zgadywanie i domyślanie – jak ktoś się domyśli źle i momentalnie się wycofa kiedy tylko ogarnie, że sprawia dyskomfort, to chyba jest ok? Bo jeśli nie to nawiązywanie związków jest nieco jak rosyjska ruletka… Nawiązuję do tego, bo w tych wymienionych argumentacjach nieustająco mieszają się poważne problemy z femi-terroryzmem i przeczuleniem. Te pierwsze warto rozwiązać, te drugie warto wyrzucić z dyskusji.

    5. Ogólnie w kwestii obrażania – spora większość z tych przypadków, jak i przypadków z fat,ugly & slutty – to ludzie (albo i podludzie), których wspaniałe ego ucierpiało i po prostu chcą kogoś obrazić bo tak i już. Myślę, że przynależność do dowolnej mniejszości byłaby punktem tej obrazy. Faceta zwyzywali by ze względu na orientację. Albo jego matkę by zwyzywali. Nie zliczę ile razy jakiś przyjemniaczek mieszał z błotem mnie, moją kobietę, matkę, babcię i w ogóle wszystko bo biedactwo przegrało ze mną/przeze mnie grę. Gdybym był kobietą pewnie dostałoby mi się za bycie kobietą.
    Powyższe nie znaczy, że problemu nie ma – znaczy jedynie, że jest on integralną częścią toksycznego, złego i pełnego żmij bagniska jakim jest internet, a w szczególności internet+testosteron+pryszcze(+ neostrata :P ). Blah.

    6. Bingo miesza złe koszmarki z tesktami w typie „nie zgadzasz się z nami toś szowinista” na temat solidnych i sensownych tez. Argument o grupie docelowej jest bardzo serio. Za zasady nikomu nie płacą, więc jak goła baba coś lepiej sprzeda, goła baba będzie – i koniec. (Baba – nie z braku szacunku, acz z faktu, iż kobieta to nie jest i z kobietą takie „rzeczy” wiele wspólnego nie mają)
    Natomiast „But they call her a ‚bitch’ because they’re the bad guys.” zasługuje na dłuższe wspomnienie. Naruszanie świata przedstawionego w imię dowolnych idei w grach drażni mnie potwornie. Halabarda mi się w kieszeni otwiera, jak słyszę, że bandyci, którzy najechali wioskę i wyrżnęli w pień mężczyzn/dzieci mają napić się grzecznie wody bromowej i nawet sugestii żadnej niewieście nie uczynić. Jeżeli ktoś jest mordercą, to naturalne jest, że może nie szanować specjalnie słabszych od siebie (w jego mniemaniu!). Na świecie istnieją seksiści. W koherentnym świecie przedstawionym raczej też istnieją. Szczególnie w innych epokach historycznych.

    7. W sumie przy okazji cytowania tych problemów wspomnę, że moją partnerkę i parę moich znajomych bawi niesamowicie robienie problemu z jakichś tam cycków na plakacie. Znam nawet jedną, która ochoczo rysuje przesadzone i wyeksponowane drugorzędne cechy płciowe. Świat nie dzieli się wedle płci – jak widać, są faceci, którym przeszkadza, są też kobiety, które lubią.

    8. „Boobsman” próbował być jak ten od poparcia dla Putina, tylko tamten był wychowany i pytał o zgodę. Gdyby mnie jakaś głupi przebrana kobieta nagle zmacała po klacie, poczułbym się niekomfortowo, ale nie miałbym z tym wielkiego problemu… ale tylko dlatego że jestem zajęty i nie mam pewności, czy macająca byłaby ładna :( – to różnica między płciami (da-daaa). Nie zacierajmy ich do końca – facet powinien mieć wbite do głowy, że dotykanie Pań bez pozwolenia jest złe. Koniec. Głupie żarty można sobie robić z kolegami.

    9. „idzie tu o kwestie w gruncie rzeczy uniwersalne i elementarne: szacunek dla drugiego człowieka, poszanowanie jego godności, empatię” Oj tu ja protestuję. Szacunek i poszanowanie godności to elementarne wartości, które są absolutną podstawą. Empatia to zupełnie inna broszka. Nikt nie ma obowiązku bawić się w żadne zgadywanki i domyślanie się co też ktoś czuje. Bo to prowadzi do brzydkich sytuacji typu „przecież było oczywistym, że”.

    10. Kwestia booth-babes i „seksownych graczek” – jak młode i piękne Panie mają ochotę zarabiać jako obiekty westchnień (i innych rzeczy) to ich prawo. Ja tam lubię sobie na ładnej kobiecie oko zawiesić i kobieta jest dla mnie „obiektem seksualnym” – jak i sam dla kobiet „obiektem seksualnym” jestem/być chcę. Są sytuacje, kiedy liczy się tylko wygląd (plakat/booth), czy też inny casual sex (tak, kobietom ma przecież prawo też się podobać). O charakterze i głębi można raczej zapomnieć – jeśli wszyscy zainteresowani się zgadzają… to możemy chyba się od tego odczepić. Popyt na bodźce wzrokowe w męskiej populacji jest, był i będzie. Ważne, żeby pobierać je tylko ze źródeł nikogo nie krzywdzących i nie poniżających (jak ktoś sam siebie poniża, to, jeśli jest dorosły/dorosła to jego prywatna sprawa!).

    Ważne, by z tego wszystkiego wynikało powstanie gier kierowanych do kobiet, zwiększenie gier kategorii „dla wszystkich”, równomierna seksualizacja obu płci (choć pamiętajmy, że kobiety mniej reagują na pozbawione kontekstu bodźce wzrokowe oraz ogólnie trudniej im dogodzić w ten sposób ze względu na większą nieco różnorodność gustów – należy natomiast nadal próbować!) – jak również w efekcie „zejście” feministek z gier kierowanych typowo do facetów, tudzież rozbijanie światów przedstawionych/toposów/stylistyk w imię ideałów.

    No. Się rozpisałem, ale jakoś się czuję atakowany. Pewnie dlatego, że gram w MMO kobietami, bo wpatrywanie się w męskie pośladki przez wiele godzin jest dla mnie wyraźnie gorsze od wpatrywania się w ich damsko wyglądający odpowiednik – czy przekonanie, że kobiety są ładniejsze i wolę patrzeć na nie czyni mnie szowinistą?

    • Jakubie, dziękuję za obszerny komentarz. Parę odpowiedzi z mojej strony:

      Ad. 4. Hm, jeśli pytanie „So, when is the last time you got f****d?” skierowane do przed chwilą poznanej osoby w rozmowie na tematy zawodowe nie jest według ciebie (co najmniej) „creepy”, to możesz faktycznie nazwać mnie przeczuloną.

      Ad.5. OK, obelgi i chamstwo w internecie to normalka i oberwać może każdy – to prawda, ale nie sprowadzajmy proszę całego problemu traktowania kobiet w świecie gier do komentarzy nierozgarniętych nastolatków. To nie oni administrują serwery gier online, fora i komentarze w serwisach internetowych. To nie oni pracują w branży gier. To nie oni organizują branżowe imprezy i konwenty dla fanów. To nie oni (by podać konkretny przykład) rzucają „rape jokes” podczas prezentacji Xbox One na E3. Itd., itp. Są tylko najbardziej widocznym i najłatwiejszym do oskarżenia przejawem większego problemu.

      Ad.6. Diabeł tkwi w szczegółach. Liczy się kontekst i ton danego dzieła. Nie idzie o to, by rezygnować ze słowa „bitch” czy żeby w ogóle rugować seksistowskie zachowania i wypowiedzi z gier – jak słusznie zauważyłeś, bywają integralną częścią składową świata przedstawionego. Chodzi o to, by miały swój sens w kontekście tego świata, a nie służyły jedynie… właściwie nie wiadomo czemu, pokazaniu że bandyci są źli? Że to gra dla dorosłych, bo się w niej przeklina? Ten konkretny przykład odnosi się do gry „Batman: Arkham City” i dlaczego nadużywanie słowa „bitch” jest w niej niewłaściwe, ładnie wyłożone jest tu: http://filmcrithulk.wordpress.com/2011/10/19/goddammit-video-games-the-first-few-hours-of-arkham-city-is-lots-of-fun-but-super-duper-sexist/

      Ad.7. To nie jest tak, że wszystkie kobiety mają przemawiać jednym głosem i oburzać się tym samym – ale argument „kobieta, którą znam twierdzi, że nie ma z tym problemu, więc problem jest wyolbrzymiony” nie ma wielkiej wartości merytorycznej. Poza tym znów – tak samo jak w punkcie powyżej – liczy się kontekst. Nagość i seks w mediach nie są złe same w sobie (do diaska, istnieje nawet feministyczne porno!) i kobiety też je lubią, ale (przepraszam za wyrażenie) „szczucie cycem” jest jak dotąd dominującym kontekstem przedstawiania tej nagości w sytuacjach, w których nie jest ona niczym innym usprawiedliwiona.

      Ad. 9. Dla mnie empatia to w kontaktach międzyludzkich kwestia elementarna. Jeśli ktoś powie ci, że jakieś zachowanie czy słowa (które wydawały ci się nieszkodliwe) go urażają lub sprawiają, że czuje się niekomfortowo – to nie idziesz w zaparte, broniąc swojego prawa do takich słów, tylko próbujesz zrozumieć, dlaczego tak je odbiera, przepraszasz i się wycofujesz.

      Ad. 10. Chodzi o tworzenie ogólnej atmosfery festiwalu ładnych pań do oglądania na imprezie, która ma (również) charakter profesjonalny, jest miejscem biznesowych spotkań branży gier. To do siebie nie pasuje. Prowadzi to do takich sytuacji, o jakich wspomina Kim Swift w swoim tweecie (na screenie powyżej). Brenda Romero powiedziała, że chciałaby swoją córkę (której marzeniem jest robienie gier razem z mamą) zabrać na takie wydarzenie i być pewna, że będzie czuć się tam bezpiecznie, nie jako obiekt do oglądania. Ta sama Romero zrezygnowała z przewodniczenia grupie Women In Games działającej w ramach International Game Developers Association po tym, jak na jednym ze zjazdów organizacji wystąpiły półnagie tancerki.

      A propos ostatniego akapitu – dlaczego atakowany? Nie przesadzajmy; odpowiedź na twoje (retoryczne mam nadzieję) pytanie jest oczywiście przecząca. Nie jest seksizmem podziwianie pięknych kobiet, ale przedstawianie ich w grach w ten sposób, by eksponować drugorzędne cechy płciowe (tzw. male gaze), podczas gdy jakoś nie spotyka się specjalnych najazdów kamerą na męskie krocza czy pośladki – już tak.

      • Ad. 4 – A owszem, pewnie jest – ale jako że gość widząc reakcję dał sobie siana, to nie należy się na nim specjalnie wyżywać. Każdy może sobie walnąć faila, szczególnie, że nie bardzo wiemy ile wcześniej wypił. Zadawanie głupich pytań nie jest czymś, co bym potępiał – pijani ludzie tak mają. Ważne, żeby umieli się zatrzymać zanim zrobią komuś krzywdę – najwyraźniej ten osobnik potrafił.

        Ad. 5 – A moim zdaniem ten problem jest przejawem mojego problemu – środowisko ma generalny problem z hejtem – gdyby traktowało się z szacunkiem i profesjonalizmem, to problem seksizmu byłby drastycznie mniejszy. Tak jak rasizmem, nacjonalizmem, skrajną nietolerancją seksualną (geje w porównaniu do kobiet to dopiero mają problemy z hejtem w tym środowisku).

        Na pewno zaś powodowanie u męskiej części graczy strachu, że już nie będzie im wolno sobie żartować o cyckach na ventrillo, bo to ZŁE, nie zachęca do dialogu. Pamiętajmy, że na seksistowskie żarty jest czas i miejsce – umiejętność jego odkrycia powoduje, że same kobiety nawet czasem sobie pożartują.

        Stąd sądzę, że należy położyć nacisk na tak trywialny aspekt jak „szanuj drugą istotę ludzką” w środowisku – jak do tego dojdziemy, korekcja seksizmu będzie prostym zagadnieniem. Trudno rozmawiać z kimś, komu tak prosta sprawa wisi i powiewa na temat dyskryminacji.

        Ad 5a. Gwałt nie jest prywatną własnością kobiet, nie jest gorszy od morderstwa, jak również w kulturze growej jest synonimem doszczętnego zniszczenia przeciwnika i totalnego zdeklasowania go, tak że >nie może nic zrobić ani się bronić<. Używane pomiędzy mężczyznami – w sumie wydaje mi się naturalne – w sensie tendencji ludzi do "oswajania" strasznych rzeczy i nadawania im mniej strasznych znaczeń.

        Żartowanie z gwałtu jest głupie i niskie- natomiast gdyby grało dwu facetów, rozmowa mogłaby być IDENTYCZNA. Jakkolwiek coś takiego nie powinno mieć miejsca na oficjalnej imprezie, nie sądzę że każda obecność hasła "gwałt" w przestrzeni publicznej to targetowany i straszliwy atak na kobiety. Kontekst, jak zwykle.

        Ad 6. Teza słuszna, przykład totalnie nie :P

        Pisanie bloga CAPSEM świadczy kiepsko o poziomie autora/autorki :) Tak czy inaczej – nie zgadzam się, bo:
        Kobieta kot jest generalnie mocno seksualna i zdecydowanie w tonie "mam władzę nad mężczyznami bo jestem drapieżnikiem" (nie tylko w sensie ogólnym, ale także w sensie seksualnym). Taki symbol, taka koncepcja – nieseksowna catwoman byłaby całkowitym koszmarkiem i złamaniem postaci na pół.
        A że przestępcy mówią "bitch" na kobiety to hm… polecam posłuchanie jakiegoś gangsta-rapu. Albo ankietę na temat szacunku do kobiet w przeciętnym amerykańskim więzieniu o zaostrzonym rygorze (Arkham City!). Najlepiej w dziale "brutalne gwałty". Wywód na temat celu zastosowania motywu w blogu uważam za nietrafiony – bo cel byłby zewnętrzny dla świata. Nie lubię ingerencji w świat przedstawiony w celu "głębszych idei", etc. – mamy bandę zbrodniarzy, nie oczekujmy, że będą tryskać szacunkiem do kobiet… miejmy świadomość, że kobieta nie będąca super-hero ani nie znająca super-sztuk-walki w tym środowisku skończyłaby bardzo, ale to bardzo konkretnie – i nie jest to złośliwość twórców, ale natura prymitywnych warunków/ludzi i braku prawa.

        Szanujący kobiety bandyta to wyjątek, nie reguła. Jeśli jest na odwrót, to coś zgrzyta. Zwracam uwagę – bandyta, nie przestępca. Hannibal Lecter szacunkiem do kobiet nie dziwi.

        Ad 7. Istnienie grupy ludzi, którzy mają z tym problem, takoż nie dowodzi że jest on ważny czy nie wyolbrzymiony :) Argumenty jednej i drugiej strony są przez przykład. Jako zwolennik różnorodności wskazuję tylko, że nie każda reklama/produkt musi być celowana do ludzi, którym takie coś przeszkadza. A udowodnić próbowałem, że to różnica poglądów, nie płci – co mój przykład akurat merytorycznie udowadnia w 100% (na ogół w twierdzeniach typu "istnieje" podanie przykładu udowadnia tezę :P)

        Ad 9. A ja z kolei uważam, że tak jak każdy ma prawo odczuwać emocje jakie chce, ja mam prawo mieć je gdzieś dopóki nie zostanę o nich oficjalnie i wprost poinformowany. I owszem, dopóki nie dostanę logicznego (czyli nie podpartego emocjami) uzasadnienia co jest nie tak, to raczej przepraszać nie będę.
        A dlaczego? Wystawmy sobie, że ja, jako osoba, maiłbym fantazję czuć się strasznie urażony faktem iż prowadzisz bloga (a co? nie wolno?) Rozumiem, iż przeprosisz i przestaniesz? Nie? A dlaczego? :P

        Dla mnie posługiwanie się logiką to kwestia elementarna – emocje zależą od tego jaki ktoś ma humor, jaką jest osobą itp. Dane zachowanie jednego urazi, kogo innego nie – nie widzę możliwości budowy jakichkolwiek schematów oceny w oparciu o emocje – stąd, mimo, że na ogół staram się nie urażać ludzi i nie robić im krzywdy – to jest dla mnie dobra wola, nie podstawa i obowiązek. Jeżeli nie zgadnę, to interesem pokrzywdzonego jest wyłuszczyć mi co skopałem – wtedy grzecznie przeproszę i dam tyły. Zgadywanki są be.

        Finał:
        "podczas gdy jakoś nie spotyka się specjalnych najazdów kamerą na męskie krocza czy pośladki – już tak"
        I pa czemu zamiast chcieć więcej pośladków męskich, mamy chcieć mniej cycków :<

  3. A tak serio. Bardzo fajny art. Bardzo ważny temat. Już zresztą niegdyś poruszony przez Mazziego w felietonie w PE. Jeden z wniosków, który pojawił się przy okazji powyższego tekstu: kobiety dopiero co dołączyły do społeczności grającej. W skrócie, muszą wywalczyć jeszcze sobie miejsce na tym terytorium. Łokciami, czy nie. Dlatego gorąco wspieram inicjatywy podobne do tej podjętej przez Anitę Sarkeesian. Jeżeli chodzi zaś o seksizm ogólnie, patrzenie na ten problem przez soczewkę gejmingu spłyca go nadto. Że tacy są faceci? Trochę taki jest nasz świat. Osobiście uwielbiam spotykać kobiety grające, mają ode mnie z automatu +10 do rispektu. Ale czy to źle?

  4. Absolutnie, dokładnie tak. Piszę właśnie tekst o bardzo podobnym wydźwięku do wersji offline,a ostatnio, w wydaniu bardzo popkulturowym, napisałam na blogu: http://jestemgeekiem.pl/instrukcja-obslugi-grajacej-kobiety/ – najgorsze jest to, że dużo facetów nie widzi problemu, „bo przecież ja tak nie robię” – i dlatego problem nie istnieje. Choć też zauważam, jak Ty, że w Polsce nie ma z tym tragedii.

    Swoją drogą, bloga nie znałam, ale teraz już koniecznie będę czytać (dodaję do RSS), thanks to Paweł Tkaczyk. ;)

    • Dzięki za miłe słowo. „Instrukcja obsługi” zgrabna i zabawna, pewnie trafi do wielu osób lepiej niż moje przydługawe wywody. Daj proszę znać, kiedy i gdzie ukaże się powstający tekst offline, nie mogę przegapić.

  5. Pingback: Zamiast spamu #2 | Kacza Zupa

  6. Pingback: Geek blogerki, które musisz znaćJestem Geekiem

  7. Pingback: Gracze, którzy boją się kobiet? - Bobrownia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s