Czy growy jest morowy?

Od dłuższego czasu śledzę kilka serwisów związanych z grami komputerowymi, głównie dla przyjemności, sam jestem graczem od ładnych kilkunastu lat. W pewnym momencie moją uwagę przyciągnęła dyskusja, która toczyła się m.in. na Altergranie.wordpress.com oraz na GameCorner.pl, dotycząca słowa „growy”. Z uwagi na to, że pracuję ze słowem od dłuższego czasu, najpierw jako dziennikarz, później, jako redaktor, postanowiłem zabrać głos przy okazji tego – dosyć kontrowersyjnego – tematu, który niestety szybko zakończył swój żywot w blogosferze.

Tekst: Kamil Jach

Temat postanowiłem podjąć również dlatego, że w toczącej się do tej pory dyskusji albo nie znalazłem odpowiedzi na to, czy termin „growy” można uznać za poprawny, czy nie, albo też miałem przyjemność przeczytać opinie co najmniej kontrowersyjne. Sięgnąłem więc do słowników, poza tym zasięgnąłem opinii u kilku wybitnych specjalistów, zajmujących się językiem polskim. Dzięki tym zabiegom, mogę powiedzieć, że w mojej głowie skrystalizował się na sprawę poprawności omawianego terminu dosyć jasny pogląd.

Zacznijmy od krótkiego przypomnienia losów dyskusji. Problem używania terminu „growy” powstał wtedy, kiedy niektórzy internauci zaczęli mieć pretensje do P. Sławomira Serafina, jednego z publicystów serwisu GamerCorner.pl, o to, że stosuje to słowo. Następnie próbę rozwiązania problemu podjęła autorka serwisu Altergranie.pl, która zasięgnęła opinii w dwóch poradniach językowych. Udzielone odpowiedzi były ze sobą sprzeczne. Pierwsza z nich, ustami p. Doroty Kopczyńskiej z Uniwersytetu Warszawskiego całkowicie wykluczała poprawność stosowania neologizmu „growy”, druga, sformułowana przez dr hab. Ewę Kołodziejczyk z Uniwersytetu Szczecińskiego – wskazywała na to, że pomimo braku tego terminu w słownikach, jest możliwe jego pojawienie się w poprawnej polszczyźnie, ponieważ taki przymiotnik jest w języku potrzebny.

Publicyści GameCorner.pl podchwycili tę ostatnią opinię, widząc w niej możliwą naukową „podkładkę” pod stosowanie terminu „growy”. P. Radosław Zalewski pisał wtedy tak: (…) „A przecież wystarczy chwila cierpliwości, szczypta dobrej woli i trochę zaufania do autora, by już po chwili dokopać się w Google do bardzo ciekawej debaty o słowie „growy”. Które to słowo w języku polskim istnieje, a tylko kwestią czasu jest jego „legalizacja”. (…) „Wszystkim komentatorom, którzy zauważyli ten trend (i go krytykowali) dziękujemy za wkład merytoryczny i jednocześnie mamy nadzieję, że ta notka pozwoli zrozumieć Wam nasze intencje. Język polski jest elastyczny i ciągle podlega zmianom. My staramy się je przyspieszyć.”

To m.in. te dwie wypowiedzi skłoniły mnie do tego, aby kontynuować zarzucony temat, stąd pozwolę sobie teraz na pewną polemikę, a także na przedstawienie bardziej szczegółowych informacji na temat omawianego problemu.

Po pierwsze, zauważmy, że fakt istnienia danego terminu w języku w żaden sposób nie determinuje jego poprawności, co z kolei zdaje się sugerować publicysta GameCorner.pl. A zatem, to prawda, że słowo „growy” istnieje, niemniej wcale nie oznacza to, że jest to poprawna polszczyzna (choć nie przesądzam, że sama konstrukcja słowotwórcza jest prawidłowa). Sama rozbieżność opinii dwóch wymienionych ekspertów wskazuje na to – fakt, który niestety umknął Sz. P. Radosławowi – że sprawa wcale nie jest jasna i prosta. Po drugie, elastyczność języka, czy też jego tendencja do ewolucji sama w sobie nie może być – moim zdaniem – wytłumaczeniem, czy też usprawiedliwieniem dla nieco kontrowersyjnego słowotwórstwa. Granica pomiędzy ewolucją języka a – proszę wybaczyć – zaśmiecaniem języka słowami, które de facto nie muszą wcale powstawać, jest bardzo cienka, zwłaszcza w Internecie, gdzie dużą część użytkowników stanowią osoby młode, które dopiero uczą się zasad poprawnej polszczyzny. Moim zdaniem publicyści serwisów, zwłaszcza tych, które sygnuje swoją marką poważny koncern wydawniczy, powinni zachować nieco większą ostrożność przy „przyśpieszaniu zmian w języku”.

Sprawdziłem słowniki. Na początku w biblii językoznawców, czyli w „Wielkim Słowniku Ortograficznym” wydanym przez PWN, wydanie drugie poprawione. Termin „growy” w nim nie figuruje. Następnie sięgnąłem do „Słownika ortograficznego z zasadami gramatyki”, wydanego przez Park w 2008 roku. Znowu nic. Na koniec zajrzałem do Ortograficznego słownika języka polskiego prof. Andrzeja Markowskiego, wydanym w 2007 roku przez Langenscheidt. Również tutaj nie znalazłem szukanego terminu.

Powróćmy zatem do ekspertów. Dotychczas mieliśmy możliwość zapoznania się z dwoma opiniami, wobec siebie niejako przeciwstawnymi. Zasięgnąłem zatem porady u kolejnych osób i oto odpowiedzi, które otrzymałem:

„Przymiotniki odrzeczownikowe neutralizują kategorię liczby i np. przymiotniki ogrodowa (róża), dębowy (las), domowy (lekarz), strunowy (instrument) można interpretować zarówno jako mieszczące jeden obiekt, jak i większą ich liczbę. Jest zatem obojętne, czy dla neologizmu growy w podstawie będziemy upatrywać rzeczownik gra czy jego formę gry. Problem tkwi w uznaniu nowego (?) leksemu, bo rzeczownik rynek wiąże się zarówno z przymiotnikami (rynek kapitałowy, pieniężny, meblarski, księgarski, cukrowy, czasopiśmienniczy, czytelniczy), jak i z rzeczownikami w dopełniaczu (rynek surowców rolnych, surowców wtórnych, producenta, konsumenta, papierów wartościowych). Poradziłabym posługiwanie się wyrażeniem rynek gier, argumentując, że rynek growy nie jest jeszcze w pełni zaakceptowany przez użytkowników języka polskiego (nie tylko lingwistów).”
prof. zw. dr hab. Krystyna Kleszczowa, Uniwersytet Śląski

oraz

„Słowniki nie notują przymiotnika od rzeczownika gra. Należy się tu trzymać niebudzącego zdziwienia połączenia rynek gier, od dawna istniejącego i akceptowanego. Konstrukcji rynek growy, poza tym, że zaskakuje, niczego nie mogę zarzucić, jednak z uwagi na odbiorcę nieprzyzwyczajonego do takiego przymiotnika, można by go nie stosować.”
prof. dr hab. Mirosław Skarżyński

Otrzymałem jeszcze kilka opinii, aczkolwiek z uwagi na to, że wszystkie przekazywały mniej więcej taką samą myśl, zdecydowałem się ograniczyć do podania dwóch osób najbardziej utytułowanych w sensie naukowym (a i również po to, aby ograniczyć długość tekstu). Opinie profesorów skłoniły mnie do zadania sobie jednego, ale moim zdaniem zasadniczego pytania: kwestią zasadniczą w wypadku dyskusji o terminie „growy” jest nie poprawność tego słowa w sensie słowotwórczym. Technicznie rzecz biorąc „growy” utworzono zgodnie z zasadami sztuki, stosując odpowiedni formant i tak dalej (pomijam już fakt, że mimo to, termin ten, jak mówią niektórzy internauci – „zgrzyta”). Pytanie, które od razu nasuwa mi się w tej sytuacji, brzmi: czy w ogóle należy tworzyć taki termin, czy jest taka potrzeba? Trzeba bowiem pamiętać, że jedną z zasad poprawnej polszczyzny jest również dążenie do przejrzystości języka. Im mniej kontrowersji, wyjątków lub niejasności tym lepiej, wiedzą to już studenci I roku polonistyki.

Moim zdaniem, skoro w polszczyźnie istnieje już poprawny i akceptowany przez ogół użytkowników języka, termin, jakim jest „rynek gier”, tworzenie kolejnego, niekoniecznie akceptowanego terminu, który ma oznaczać dokładnie to samo, nie tylko nie wnosi do języka nowej wartości (a powinno), ale nawet ośmielę się powiedzieć, że przeszkadza, zaciemniając obraz sytuacji. To działanie niejako wbrew uzusowi, który jest przecież bardzo ważny w słowotwórstwie synchronicznym. Mam nadzieję, że różni publicyści będą o tym w przyszłości pamiętać.

18 thoughts on “Czy growy jest morowy?

  1. bardzo ciekawe:)

    a teraz ćwiczenie. bo przecież sprawa dotyczy nie zbitki „rynek growy”, a po prostu przymiotnika „growy”.

    dziennikarz magazynu o grach to dziennikarz? no właśnie, jaki? biznes gier komputerowych to biznes jaki? blog o grach to blog…? może blog growy?

    ekspert od gier to może jest ekspert growy, podobnie jak mamy doradców prawnych albo przedsiębiorców budowlanych. to naturalny proces.

  2. Również jestem zdania, że przydatność ew. nowego przymiotnika ujawni się dopiero w związkach z kolejnymi rzeczownikami. Wokół gier komputerowych powstają w Polsce obecnie nowe miejsca pracy, a co za tym idzie następuje stopniowa konieczność dostosowania nomenklatury. Sam termin „rynek gier” wydaje mi się być połączeniem przejściowym.

  3. Z czasem problem sam się rozwiąże. „Rynek gier”, „magazyn o grach”, „człek o grach pisujący” to określenia, podzielam opinię, przejściowe. I lepiej wziąć udział w tworzeniu tego języka, aniżeli biernie się temu przyglądać :)
    PS. Jedna rzecz. Autor artykułu może ma dobre chęci, ale w moich oczach zdyskwalifikowało go jedno. Otóż nie sądzę, aby Gamecorner i Pan Redaktor Sławomir Serafin byli w stanie zainspirować kogokolwiek do czegokolwiek. Zwłaszcza zaś Marzenę, która rzeczoną kwestię podjęła znaczne wcześniej.

  4. @nef
    Bardzo dziękuję za dyskwalifikację, z rozrzewnieniem przyjąłem do wiadomości, że jest ona wynikiem tego, że ktoś sądzi coś innego niż ja:) całe tabuny zdyskwalifikowanych chodzą po tej ziemi:)

    @ radek.zalewski
    Ćwiczenie ciekawe, ale niestety pomija zasadniczą kwestię. Rynek gier istnieje od wielu lat i dotąd doskonale radził sobie bez growych, gierczanych i tym podobne. Skąd przekonanie, że faktycznie zachodzi jakiś proces?:) A może ktoś próbuje na siłe wywołać ten proces?
    Niemniej, różnimy się pięknie:)

  5. Potrzebna złośliwość Radku. Wypowiedziałeś się jako pierwszy, mogłeś sprostować. Nie zrobiłeś tego, więc ja to czynię. Aha, ładny link, kawałek dobrej roboty, ale w tej całej relacji inspirujący to jest raczej F3.
    @kamil.jach. Zaiste wielce sobie cenię to, że zechciałeś coś na ten temat napisać. Problem polega na tym, że nie zadałeś sobie nawet odrobiny trudu, aby powęszyć, choćby po sieci i ustalić kto, gdzie i kiedy używał/używa słowa „growy”. Ba, zajrzałeś najpewniej na Gamecornera, ale wyprowadzone z lektury tamtejszych wpisów wnioski sugerują mi daleko posuniętą ostrożność w przyjmowaniu na wiarę innych, również przez Ciebie wyprowadzonych, tyle że w innej, bo rzeczonej kwestii. Gdybyś to uczynił, być może doszedłbyś do jakichś, niekoniecznie musiałbyś zmienić zdanie, ale może szerszą perspektywę ujrzałbym w tym tekście. Póki co, nie ma zgody speców od języka ojczystego w rzeczonej kwestii i to praktyka (serwisy, magazyny etc.) ją rozstrzygną w dłuższej najpewniej perspektywie. Na razie znakomita większość krytyków ogranicza się do stwierdzenia, że prawidłowo to się mówi „rynek gier”, „growy” nie istnieje, bo nie istnieje i nie zaistnieje. Problem tych osób polega na tym, że nie dostrzegają tego, że „growy” zaczyna funkcjonować w sferze pisania o grach. I to nie tylko na blogach, ale też w najpopularniejszych serwisach i czy tego ktoś chce czy nie, słowo to się utrwali. Aha, zapomniałbym, niebawem najpewniej Gamecorner zacznie uchodzić za miejsce, gdzie „growy” pojawił się po raz pierwszy. Wedle niektórych relacje na żywo z gry też tam wymyślono. Co za czasy.

  6. zacznie uchodzić za miejsce, gdzie “growy” pojawił się po raz pierwszy.

    zbędna złośliwość. przecież mój tekst linkuje do tekstu Marzeny. trzykrotnie. i się na niego bezpośrednio powołuje.

    co do relacji na żywo z gier. kto je wymyślił? pytam, bo nie wiem.

  7. Niezbędna. Jeżeli taki lotny umysł jak autor tegoż wpisu wyprowadził z Twojej notki błędne wnioski, widać użyłeś rozlicznych podstępów, aby rozumienie rzeczy przez czytelników na manowce sprowadzić.

    „co do relacji na żywo z gier. kto je wymyślił? pytam, bo nie wiem.”
    No jak to kto, Gamecorner! To Ty tego nie wiesz?
    A poza tym, dziękuję, com miał rzec rzekłem, nie przeszkadzam więcej. Pozdrowienia.

  8. @nef
    Zaiste wielce sobie cenię to, że zechciałeś coś na ten temat napisać. Problem polega na tym, że nie zadałeś sobie nawet odrobiny trudu, aby powęszyć, choćby po sieci i ustalić kto, gdzie i kiedy używał/używa słowa “growy”.
    >>>Bardzo mi przykro, ale niestety mijasz się z prawdą:)

    Ba, zajrzałeś najpewniej na Gamecornera, ale wyprowadzone z lektury tamtejszych wpisów wnioski sugerują mi daleko posuniętą ostrożność w przyjmowaniu na wiarę innych, również przez Ciebie wyprowadzonych, tyle że w innej, bo rzeczonej kwestii. Gdybyś to uczynił, być może doszedłbyś do jakichś, niekoniecznie musiałbyś zmienić zdanie, ale może szerszą perspektywę ujrzałbym w tym tekście.
    >>>Niestety, mam wrodzoną skłonność do nieprzyjmowania na wiarę większości zjawisk, dlatego właśnie podpieram się opiniami innych, mądrzejszych ode mnie. Wnioski, do jakich doszedłem są w tekście, być może należy go dokładniej przeczytać. A że nie są absolutne w swojej wymowie, cóż, ja nie pisuję do czytelników, którym trzeba między oczy wykrzykiwać jedyną i słuszną wersję, aby biedactwa zrozumiały

    Póki co, nie ma zgody speców od języka ojczystego w rzeczonej kwestii i to praktyka (serwisy, magazyny etc.) ją rozstrzygną w dłuższej najpewniej perspektywie.
    >>>Póki co zgody nie ma, natomiast znakomita większość skłania się ku jednej opinii. Jak będzie zobaczymy. Być może słowo się utrwali, być może zaistnieje sezonowo, później zniknie, jak nie raz bywało.

    Na razie znakomita większość krytyków ogranicza się do stwierdzenia, że prawidłowo to się mówi “rynek gier”, “growy” nie istnieje, bo nie istnieje i nie zaistnieje. Problem tych osób polega na tym, że nie dostrzegają tego, że “growy” zaczyna funkcjonować w sferze pisania o grach. I to nie tylko na blogach, ale też w najpopularniejszych serwisach i czy tego ktoś chce czy nie, słowo to się utrwali.
    >>>Po pierwsze, ekspertów, nie krytyków, uczciwie byłoby nie wartościować, bo stawianie kogoś po jakiejś stronie nie jest uczciwe. Po drugie owi eksperci nie mówią, że słowo nie istnieje, odnoszą się natomiast do tego, czy należałoby go dzisiaj używać. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Co do funkcjonowania tego słowa, Google notuje 13 tysięcy wyników, z czego tylko część dotyczy omawianego kontekstu. W porównaniu z 23 milionami odnośnie słowa „gra”…, wnioski można wyciągnąć samemu:) A co do poważnych serwisów, owszem, na kilku się to pojawiło, stąd w ogóle mój tekst i głos w tej sprawie, co do blogów, w większości są to blogi dzieciaków i to kolejny powód, dla którego podjąłem taki temat. A czy słowo się utrwali, jak wyżej, zobaczymy.
    Tak czy owak, myślę, że wystarczy już rozważań na ten temat:) Miłego dnia.

  9. Miałem nie komentować, ale trudno mi spokojnie przyjąć zarzut, że mijam się z prawdą. poniżej fragment Twojego tekstu kamilu.jach
    „Problem używania terminu “growy” powstał wtedy, kiedy niektórzy internauci zaczęli mieć pretensje do P. Sławomira Serafina, jednego z publicystów serwisu GamerCorner.pl, o to, że stosuje to słowo. Następnie próbę rozwiązania problemu podjęła autorka serwisu Altergranie.pl, która zasięgnęła opinii w dwóch poradniach językowych.”
    Tak, problem ze słowem „growy” w Polsce powstał kiedy zaczął go używać Pan Redaktor S. Serafin na łamach Gamecornera, a Marzena chwyciła temat i postanowiła go wspomóc. Szczerze pisząc dziwię się Marzenie, że takie bzdury zdecydowała się opublikować, ale to jej blog i jej wola. Ja mogę tyko rozłożyć ręce.

  10. Problem ze słowem „growy” występował już z 15 i więcej lat temu jak pisma niektóre się tak czasem określały. Tylko skąd czytelnik GC miałby to wiedzieć. W tamtym czasie był w brzuchu mamy lub miał witkę, a Sławomir S, którego półstronicowe CV zamyka się pracą dla „prestiżowego” IG-WP i robieniem po kryjomu na boku w ImRo nie udawał, że jest dziennikarzem (z przedrostkiem lub bez). W sumie to były piękne czasy. Nie było para-blogów robionych przez medialnych gigantów, którym się nie chce robić prawdziwego serwisu o grach tylko posiłkują się taką protezą zabijającą istotę blogowania.

    Pewnie zaraz na mnie ktoś naskoczy :/ ale mam wrażenie, że od pewnego czasu Gamecorner z branżą/serwisami o grach robi to samo co z rynkiem prasy brukowiec Faktem zwany.

  11. @nef
    Wiem co napisałem. Nie spotkałem sie nigdy wcześniej z poważną dyskusją na temat zasadności używania słowa growy. Nie udało mi się „wygóglać” takich wątpliwości czy dyskusji, przejrzałem około 20 pierwszych stron wyników w różnych konfiguracjach wyszukiwania. Nie przypominam sobie, aby tego słowa używano kiedyś, przy okazji wydawania pism takich, jak Top Secret czy Secret Service w latach 90. Pierwsza znana mi dyskusja zaistniała na gamecorner, później była poruszana tutaj. Jeżeli było inaczej, bardzo chętnie poczytam, gdzie jeszcze o tym pisano i co. Natomiast pisanie, że nie zadałem sobie trudu, aby coś sprawdzić to owszem – mijanie się z prawdą. Więc z łaski swojej, jeżeli masz mnie obrażać, kłamiąc na mój temat, to faktycznie, czas najwyższy abyś przestał komentować. Ja w każdym razie a propos Twojej osoby powiem tylko EOT.

  12. Panowie, cieszę się, że dyskusja się toczy, ale apeluję o lekkie ostudzenie emocji i odłożenie na bok antypatii. Rzecz dotyczy konkretnej kwestii językowej, a to, kto pierwszy ją poruszył, jest mniej istotne. Ja pisałam o tym w grudniu, serwisu GameCorner chyba jeszcze wtedy nie było, więc Kamil rzeczywiście zamienił niechcący kolejność, ale, tak jak piszę, to naprawdę mało istotne. Tekst z GameCornera, do którego linka zamieścił na Altergraniu zresztą Radek, odnosi się do mojego, więc problemu tu nie widzę.

    Wracając do meritum: zaciekawiło mnie to, co pisze lupus – jeśli rzeczywiście problem ze słowem „growy” dyskutowany był już kilkanaście lat temu na łamach czasopism, to wszyscy się poniekąd powtarzamy :) Jeśli pamiętasz, lupusie, więcej szczegółów na ten temat lub jeśli dysponujesz może jakimiś archiwami/cytatami, byłoby to przydatne dla prześledzenia historii funkcjonowania tego słowa w środowisku graczy.

  13. Jak zwykle wychodzę na prostaka, który nie
    wie, kiedy opuścić salon. Niech tam, niebawem i tak go opuszczę na stałe, więc pozwolę sobie na kilka uwag.
    W kwestii zasygnalizowanej przez lupusa. Osobiście nie pamiętam ożywionych dyskusji na temat słowa „growy” prowadzonych na przestrzeni ostatnich 15 lat, ale słowo to rzeczywiście pojawiało się na przestrzeni ostatnich lat nie raz i nie dwa, spotykało się też z krytyką. „Growy” nie pojawił się znikąd w ostatnim czasie, zwłaszcza za sprawą GC. To słowo krąży w środowisku graczy od dawna, może za sprawą rozwoju internetu większa jest słyszalność drobnych sporów, które jeszcze 7 lat temu, gdyby pojawiły się w jakimś pisemku lub na małej stronie, przeszłyby niezauważone. Może i nie ma takiego słowa, ale zadziwiająco długo wcale nieźle się ono trzyma, pojawia się w największych serwisach, magazynach, wróżę mu przyszłość, choc łatwo w takich przypadkach o pomyłkę. Słynna, bardzo przeze mnie nie lubiana „miodność” tez rozbłysła swego czasu, a dzis mało kto jej używa. Na szczęście. Zawsze uważałem, że dobrze by było, aby o grach mozna było swobodnie dyskutować za pomocą słów, które lepiej oddaja naturę grania, aniżeli znane i uznane słownictwo. Każdy z nas może wziąć w tym procesie udział i to jest piękne.
    Na kanwie tego wpisu inna rzecz warta jest zauważenia. Gry, rynek gier/growy, a zwłaszcza media z mediami związane przezywają rozkwit. Rozkwit, który, jak zawsze w takich przypadkach, pociaga za sobą wiele nastepstw, niekoniecznie pozytywnych. Jednym z tych niezbyt pozytywnych jest zakłamywanie rzeczywistości i historii. Zawsze uważałem się za gracza i zawsze miałem poczucie, że z każdej niemal strony próbuje się zrobić mnie w przysłowiową trąbę. W tym temacie np. dowiedziałem się, że GC to blog o grach, który w dodatku do czegos kogoś inspiruje, a nawet że pracują tam redaktorzy. Więcej, historia związana ze słowem „growy” zaczęła się właśnie tam.
    Mylisz się louvette twierdząc, że to mało istotne, kto co zaczął. Ocalenie pamięci o przeszłości i obnażanie jej zakłamywania nigdy nie jest mało ważne. I dotyczy to nie tylko przeszłości, ale tez teraźniejszości, w tym naciąganych recenzji, robienia „niezaleznych blogów” przez duże korporacje etc.
    @kamil.jach. Znowu cytat
    „Pierwsza znana mi dyskusja zaistniała na gamecorner, później była poruszana tutaj.”
    Ja piszę jedno, a Ty znowu swoje. Darujmy więc sobie, niech czytelnicy osądzą.

  14. Ależ nef, zakłamywanie to bardzo mocne słowo, ja tu widzę po prostu pomyłkę, niesprawdzenie dat publikacji może, to wszystko. Nie dopatrywałabym się w tym żadnego spisku, a już na pewno nie cechy dyskwalifikującej tekst jako głosu w dyskusji na temat słowa „growy”. Ale może znów dochodzi do głosu moje momentami niepoprawnie pozytywne podejście do rzeczywistości albo po prostu fakt, że w ostatnim miesiącu sypiam maksymalnie 4-5 godzin na dobę i moja percepcja nie funkcjonuje do końca tak jak powinna ;-) W każdym razie w tym sensie właśnie mało istotne jest, kto zaczął – bo kto, kiedy i gdzie w ogóle zaczął używać słowa „growy” i z jakimi reakcjami się ono spotykało, jest już oczywiście ważne i interesujące. Żałuję, że brak mi wiedzy na temat tego, jak wyglądało to przed erą internetu.

    A polskie media piszące o grach to oczywiście temat rzeka i po części rozumiem twoje rozgoryczenie poziomem niektórych, ale tak jak zauważyłeś, ich rozkwit pociąga za sobą rozmaite konsekwencje. Osobiście wychodzę z założenia, że jeśli coś mi nie odpowiada, to tego po prostu nie czytam, tak samo jak nie czytam np. Naszego Dziennika czy Pudelka, ale nie znaczy to, że powinny według mnie zniknąć – do kogoś przecież trafiają i swoją funkcję pełnią. Inna sprawa, że ze w pełni zdrową, zrównoważoną sytuacją będziemy mieli do czynienia dopiero wtedy, gdy pojawią się u nas serwisy/czasopisma na miarę Edge’a czy Gamasutry.

    A z opuszczaniem „salonu” (straszne słowo :) na stałe nawet nie żartuj – naprawdę chcesz mieć na sumieniu osłabienie i tak wątłej rozmiarowo polskiej blogosfery traktującej o grach? No i z kim będę się wtedy tak fajnie i konstruktywnie nie zgadzać? ;-)

  15. Na szybko z pamięci, bo do piwnicy po pisma nie zejdę o 3 w nocy :) określenie „growy” zostało użyte kilkukrotnie w Gamblerze w listach na które odpowiadał jeśli dobrze pamiętam Alex. W liście do redakcji zostało użyte określenie Magazyn Growy. Odrobinę pisał o tym i w ogóle o języku graczy Dr. Destroyer w swoim cyklu „Konferencja doktora Destroyera” oczywiście tylko wtedy kiedy nie pisał o windach dźwigowych, których był znawcą :) . Z tamtego okresu pochodzi jeszcze jeden potworek bliźniak dwuczłonowy zwany branżą grową :D o były też czasy kiedy nie było gier FPS tylko wszystkie strzelanki pierwszowosobowe jeszcze określano mianem FPP. Generalnie język, lub może lepiej będzie jak napiszę slang jakim posługują się gracze to bardzo wdzięczny temat do badań, właśnie dlatego, że tak szybko ewoluuje.

    Jeden z moich uczelnianych wykładowców nazwał graczy subkulturą rozproszoną, wymagającą znacznie większego zachodu i zaangażowania ze strony badacza i pewnie dlatego nikt się za to nigdy tak naprawdę nie wziął. Mnie też powiedział wprost – no future i męczyłem się ślęcząc nad czymś co mnie zupełnie nie interesowało, a co dało mi święty spokój i zaliczenie :( Taki świat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s