Test rodzicielskiej odpowiedzialności

Grający rodzice grających dzieci mają dość łatwo. Wiedzą z autopsji, czym są gry, znają je dobrze dzięki wieloletniemu doświadczeniu i potrafią (przynajmniej w teorii) odpowiednio ocenić, co nadaje się dla ich nieletnich pociech, a co nie. Niegrający rodzice grających dzieci (czyli, spójrzmy prawdzie w oczy, większość rodziców większości dzieci w ogóle) są w nieco gorszej sytuacji. Załóżmy, że należą do ludzi odpowiedzialnych, którzy interesują się tym, czym zajmują się ich synowie i córki. Nie mają w ogóle czasu na granie, poza tym zwyczajnie ich ono nie interesuje. Chcieliby jednak zyskać rzetelne informacje i porady na temat konkretnych tytułów, o które wierci im akurat dziurę w brzuchu dziecko.

Takim rodzicom w sukurs przyjść może serwis What They Play. Piszę o nim dopiero teraz, choć powstał w ubiegłym roku (informowała u nas o tym wówczas Polygamia). W kwietniu ponownie zrobiło się o nim głośno z powodu ankiety, jaka przeprowadzona została na jego łamach. Jej wyniki pokazały wtedy, że jeśli chodzi o zawartość gier, rodzice za bardziej niebezpieczny widok uważają scenę seksu niż scenę odcinania ludzkiej głowy. Mniejsza jednak o tę sprawę, która właściwie potwierdziła jedynie znany skądinąd wcześniej paradoks.

Głównym celem What They Play jest bowiem dostarczenie odpowiedniego kontekstu dla oznaczeń systemu klasyfikacji gier (serwis jest amerykański, więc w tym przypadku chodzi o system ESRB). Nierzadko enigmatyczne symbole i hasła nabierają tu konkretnego wymiaru. Rodzice mogą na przykład dowiedzieć się, że krew w grze Portal jest krwią samej bohaterki widoczną w efekcie zranienia przez systemy obronne pomieszczeń albo że „nawiązanie do narkotyków” w Final Fantasy Tactics pojawia się dopiero po dwudziestu godzinach gry w zdaniu wypowiadanym przez jednego z bohaterów, w którym zapowiada, że zamierza urządzić pościg za przemytnikami opium.

Co warte podkreślenia, redaktorzy strony wstrzymują się od wartościujących ocen, skupiając się na dostarczaniu jak najbogatszych informacji, na podstawie których rodzice mogą podjąć samodzielne decyzje. Jeśli chodzi np. o jedną z najbardziej kontrowersyjnych gier ostatnich miesięcy, Grand Theft Auto IV, dostępne są filmiki z przykładowymi fragmentami zawierającymi odpowiednio niecenzuralny język, przemoc czy sceny seksu (w końcu trudno z samego opisu wywnioskować, jak daleko gra się w tych kwestiach posuwa). Do rodziców należy ocena, czy uznają to za już nieodpowiednie dla swojego dziecka, czy jeszcze nie.

Idea i wykonanie serwisu są godne pochwały i aż chciałoby się widzieć tłumy rodziców z niego korzystających (nie tylko amerykańskich – co prawda klasyfikacja bywa różna w zależności od kraju, ale zawartość gier w ogromnej większości przypadków pozostaje przecież ta sama). Chciałabym wierzyć, choć nie jest to łatwe, że rodzice, którzy sami nie grają czy wręcz uważają gry za zło konieczne, dowiedzą się o jego istnieniu i naprawdę będą go odwiedzać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s