„To przecież tylko gra”

Krótkie i niezobowiązujące spostrzeżenie numer dwa:

Na blogu MTV Multiplayer bardzo ciekawy i ważny tekst zainspirowany dyskusją wokół trailera Resident Evil 5, która ostatnio rozgorzała na nowo. Traktuje o sensowności powtarzanego tak często w obliczu oskarżania elektronicznej rozrywki o nieodpowiednią zawartość i wpływ argumentu: „to przecież tylko gra”. Używając go właściwie sami odmawiamy grom znaczenia i pomijamy cały kulturowy kontekst, jaki zawierają, sprowadzając to, co oferują, wyłącznie do abstrakcji, jak gdyby wszystkie gry miały taki sam związek z rzeczywistością jak Tetris czy szachy, a od czasów Ponga niewiele się zmieniło.

This is what’s worth discussing: Who do we want to be or not be in games? How abstract or how real do we want these virtual worlds to be? What kind of emotional impact do we want them to have? (…) Games aren’t just games. Character-driven games (…) are roles that we adopt, as if we were actors. They are fantasies waiting to be fulfilled (…). My theory is that gamers don’t want their games to just be games. We relish the moments that our avatars and our enemies mean more than a pawn, a rook or a knight might.

Naprawdę, naprawdę warto przeczytać cały tekst. Jego lektura uświadomiła mi pewien paradoks, jakiemu często ulegają gracze (powinnam właściwie napisać: jakiemu często ulegamy my, gracze – nie jestem bowiem wyjątkiem). Mianowicie: bywamy tak przewrażliwieni na punkcie niesprawiedliwego postrzegania gier, że w zależności od sytuacji przyjmujemy dwojaką postawę: albo „gry to wartościowe dzieła, które wzbudzają emocje i skłaniają do przemyśleń”, albo „to przecież tylko gry”. To dość wygodne, nieprawdaż?

13 thoughts on “„To przecież tylko gra”

  1. Polecam podcast GFW Radio z 16. kwietnia. Nie wiem, czy ten wpis na blogu MTVM nie byl zainspirowany dyskusja redaktorow 1up.

    [audio src="http://download.gamevideos.com/Podcasts/CGW/040808.mp3" /]

  2. Dobrze, że takie głosy pojawiają się coraz częściej, bo dotychczasowa strategia chowania głowy w piasek zaszkodziła wizerunkowi gier prawdopodobnie nawet bardziej, niż wszystkie ataki ze strony polityków i mediów głównego nurtu. Jak można bowiem traktować poważnie ludzi, którzy na dosłownie KAŻDY zarzut wobec gier reagują oburzeniem i pieniactwem? No przecież, bezstronnie patrząc z boku, jest to postawa jawnie niedojrzała (nie mówiąc o tym, że jest także dowodem słabości). Każdy przytomny obserwator w takiej sytuacji ma prawo lekko się w duchu uśmiechnąć i dojść do wniosku, że gry są zapewne takie, jak ich obrońcy – czyli infantylne, vide niewarte zawracania sobie nimi głowy.
    Dlaczego miałby myśleć inaczej, skoro ostrej krytyce prewencyjnej mogą podlegać tak bezspornie bogate w wartościowe treści media, jak film czy literatura – a jakoby nie mogą gry? Wiadomo, że toksyczny może być i program telewizyjny, i film, i książka, i właściwe każdy inny przekaz. Gra – wiadomo, nie może. Ten idiotyzm, podtrzymywany zarówno przez entuzjastów gier, jak i piszące o nich media byłby nawet śmieszny, gdyby nie to, że w sporej mierze za jego właśnie sprawą część opinii publicznej podchodzi do gier z lekceważeniem.
    Nie przypominam sobie, aby jakikolwiek magazyn o grach wideo napisał wprost na przykład to, że „Manhunt” to żałosny patologiczny wykwit, cyniczna próba zarobienia na najniższych instynktach. To ciekawe, bo w prywatnych rozmowach niejeden autor przyznawał mi rację: „Tak, to jest chore”. Dlaczego zatem nie piszą tym tonem na swych łamach? Odpowiedź jest prosta. Pismo jakoś przeżyje oskarżenia, że recenzenci oceniają gry pod dyktando wydawców, którzy płacą za wysokie noty reklamami. Ale już opinii, że jest redagowane przez radiomaryjnych zgredów, zdrajców gier, kumpli Giertycha, drętwych moralizatorów itd. – przeżyć raczej nie ma prawa. Widziałem sporo tekstów o grach typu „Manhunt”, których autorzy wili się i kombinowali jak mogli, by tylko nie podpaść czytelnikom. Ulubiony zwód, pozwalający nie nazwać rzeczy po imieniu: „to jest gra tylko dla osób dojrzałych”. Że niby produkt reklamowany sentencją o możliwości „mordowania na kilkadziesiąt różnych sposobów” po prostu wymaga dojrzałości, a poza tym wszystko jest OK.
    Dopóki obrońcy gier nie wyjdą z okopów, nie otrząsną się z kompleksów i nie zaczną wreszcie poważnie dyskutować o tym, co w grach powinno być dopuszczalne, a co nie, co warto wspierać, a co bezlitośnie punktować – dopóty gry będą postrzegane jako medium kategorii C, bo nie B nawet. To przykre, ale póki co deprecjonują je głównie ich rozsierdzeni każdym atakiem obrońcy. To, że znakomita większość tych ataków to faktycznie jakieś nonsensy, usprawiedliwieniem niestety być nie może.

    Serdecznie pozdrawiam
    Olaf Szewczyk

  3. Zgadzam się z przedmówcą (Olafem) – tyle, że dla mnie jeszcze bardziej bezkrytycznie chwalonym przez recenzentów produktem o wątpliwych warościach jest seria GTA. Jest tam „wspaniała” fabuła, swoboda, muzyka, tylko jakoś w recenzjach umyka fakt, że sterujemy prostackim półgłowkiem, któremu poprzez przestępstwa pomagamy zostać bogatym i napakowanym prostackim półgłowkiem. Nie po to aby przekonąć się jakie są tego koszty – jak w „Mafii”, lecz aby stwierdzić, że to jest dopiero celna droga do kariery.
    Tak, czasem warto pamiętać, że pewne gry to naprawdę moralnie niepokojące potworki, zasługujące za to na krytykę. Szkoda tylko, że nie czynią jej sami branżowi „krytycy”, ale nieznający się na rzeczy (niegrający politycy, prawnicy czy rodzice). Rzeczywiście, trudno powiedzieć, która postawa jest bardziej żałosna…

  4. Jesli dobrze pamietam to swego czasu, nielubiany przez wielu, bezkompromisowy, ale intrygujacy Julek Konczalski dal Manhuntowi ocene 1/10 w Zalodze G. Oczywiscie bylo to prowokacyjne, ale podobalo mi sie wtedy, ze wlasnie w ten sposob zaznaczyl, ze wbrew tego co pisali inni recenzenci, Manhunt to tylko taki potworek, ktory mial zaszokowac, a z dobra gra nie mial nic wspolnego. Swoja droga, szkoda ze nie ma archiwum z tekstami z ZG…

    Pozdrowienia dla wszystkich!

  5. Generalnie się zgadzam, bo gracze jako środowisko wręcz niezdrowo zhermetyzowane mają tendencję do zachowywania się jak oblężeni ze wszystkich stron nepotyści, którzy w obronie własnych tyłków brudy chowają głęboko na dnie kosza z tygodniową bielizną.

    Ale Manhunt nie był grą złą, co tylko potwierdza jak miałką rolę ma generalnie przekaz estetyczny w stosunku do siły napędowej gier, czyli gejmpleja, przynajmniej dla większości graczy.

  6. „…dla mnie jeszcze bardziej bezkrytycznie chwalonym przez recenzentów produktem o wątpliwych warościach jest seria GTA.”

    Stary, prosze cie. Wiem, ze mozna czegos nie lubic, de gustibus non disputandum est, ale kompromitujesz sie tym jednym zdaniem. Seria GTA jest uniwersalnie uznana za bardzo dobra, a przez niektorych wybitna. Moge sie zalozyc, ze nie przeszedles ani jednej gry z serii GTA, a wyrazasz opinie, o ‚plytkosci’ ich protagonistow. Mozna wiele serii zarzucic ale na pewno nie „że sterujemy prostackim półgłowkiem, któremu poprzez przestępstwa pomagamy zostać bogatym i napakowanym prostackim półgłowkiem”. Odrob lekcje.

  7. Obawiam się, że dyskusja o tym, „co w grach powinno być dopuszczalne, a co nie” nie dałaby większych rezultatów. Nawiązując do przytoczonego przykładu Manhunta – obrazy znęcania się nad ludźmi i „przemocy dla przemocy” w filmach istnieją od dawna, a produkcje takie jak Piła czy Hostel pokazują, że cały czas sprzedaje się to znakomicie. Abstrahując od moralnej oceny tego stanu rzeczy – to po prostu jest fakt. I takie gry też będą powstawać. Różnica polega na tym, że miłośnika kina/krytyk filmowy może bez obaw i z czystym sumieniem potępić takie filmy, jeśli chce, bo nie czuje, że musi bronić całego medium (już od kilkudziesięciu lat nie musi). A miłośnik gier/dziennikarz o nich piszący ma jeszcze wciąż często kompleks „gorszego medium” i czuje obowiązek bronienia go za wszelką cenę nawet w przypadkach, gdy wewnętrzne przekonanie podpowiadałoby mu inaczej.

  8. @Dahman. Przeszedłem rzeczywiście „tylko” większość GTA II (stare dzieje, wtedy to wydawało mi się cool, ale miałem 15 lat), parę misji w GTAIII, ~80% Vice City i ok. połowę SA. To nie było przyjemne, ale grałem właśnie po to aby wrobic sobie zdanie o tych grach i ich „protaginstach”. Grając nimi musiałem obudzić w sobie prostakiego półgłowka na wele, wiele godzin. I powiedziedzieć sobie wiele razy: aha, tamci zza płotu za dorze sobie żyja, biorę lewitującego nad ulicą baseballa i granata i idę ich nap…. Albo: aha brakuje mi kasy, zaj…. tego przechodnia, przecież z jednego gliny nie gonią. Wulgaryzmy nie są przypadkowe, skoro mój bohater rzuca nimi w każdej dyskusji, to i ja zacząłem uważać to za odpowiednią manierę myślenia. Ja wiem, że to dla wielu przyjemne i codzienne, ale dla mnie jakoś nie.
    Nie zrozum mnie źle: Ja nie jestem przeciwny robieniu czy wydawaniu takich gier! Jestem tylko przeciwinkiem tego co napisałeś: uzawania tego za wybitne. Zgadzam się że GTA mają dobrą swobodę wykonywania misji, muzykę, dialogi, projekty lokacji, a nawet elementy taktyczne (np. zodobywanie terytoriów). Natomiast mają bardzo przeciętną grafikę, mało wspólnego z realizmem (walka to jakaś automatowa kpina) i jeszcze wymuszają na graczu zostanie amekykańskim dersiarzem, który jest w stanie w pojedynkę pokonać armię (walczyłem z klkoma czołgami i wygrywałem, uzbrojony w dres i bazookę). Sorry, ale jak dla mnie to do filmu „Sarface” trochę temu daleko. A nie widziałem choć jedej recenzji, która by to podkreśliła i odjęła za to punkty. Ale biorąc pod uwagę powszechną smarkaterię recenzentów i ich zależność od wydawców, nie dziwi mnie to.
    Jednak napiszę coś milszego na koniec – mam szczerą nadzieję, że ta seria w końcu dorośnie. Myślę że na początek najlepiej zrobiłoby jej poprawinie realizmu walki i sposobów na zdobywanie pieniędzy. Mam nadzieję, że już GTA4 będzie tu lepszy. Śmierć od 2-3 trafień, większe ograniczenie amunicji, ostrzejsze reakcje policji itd. uzymysłowiło by wielu, że aby zostać bandziorem trzeba bardziej słono płacić, niż za bycie zwykłym człowiekiem. Ja bardzo lubiłem Mafię, gdzie też jest się bandziorem. Dla mnie ten kto nie rozumie różnicy między Mafią a GTA SA czy VC, sam powinien odrobić lekcje.

    PS. Są też tacy, którzy „uniwesalnie” uważają/uważali za bardzo dobre Carmageddon, Postal czy Manhunt. Dlatego nie mam żalu, że pogadaliśmy sobie o gustach, „stary”. Ja to akurat lubię.

  9. Dla mnie seria GTA zawsze byla jakas taka srednia. Za to Mafia jest w moim mniemaniu gra wybitna, ale to jakby w ogole inna liga niz GTA moim zdaniem.

  10. Jeszcze przepraszam za fatalną ortografię w moim ostatnim komentarzu – zamiast sprawidzić, wklepałem, musiałem gdzieś biec i od razu wysłałem. Sorry raz jeszcze, ale cóż, sam sobie osłabiłem argumentację ;)

  11. Są gry, które są czymś więcej niż tylko świetnie wycyzelowanym produktem, które są także wypowiedzią artystyczną, jak symfonia, obraz czy dobra książka. Mógłbym za przykład podać „Psychonauts”, „Beyond Good And Evil” czy „Another World”. Są też świetne, komercyjne produkty, jak GTA czy Doom, które mógłbym przyrównać do blockbusterów w kinie.
    Argumentu „to tylko gra” używa się na zasadzie: to tylko książka/film/płyta, jeśli taki środek przekazu powoduje, że popełniasz przestępstwo, to coś nie tak jest z tobą, nie ze środkiem przekazu. Stąd nie widzę problemu w używaniu tego argumentu przy jednoczesnym przeświadczeniu, że gry to często „coś więcej”.

  12. Mafia jest ciekawa, ale jest liniowa. Dbalosc o szczegoly jest duza, cudownie oddano lata 30te. Nikt nie zaprzeczy, ze to gra swietna, ale gre mozna ukonczyc w 10 godzin, robiac misje jedna po drugiej. Kiedy znowu gry GTA to epickie przygody, przytlaczajace ogromem, o zroznicowanej rozgrywce, z mnostwem smaczkow, minigier, dodatkowych misji dostarczajacych setki godzin zabawy.

    „Grając nimi musiałem obudzić w sobie prostakiego półgłowka na wele, wiele godzin [jak] brakuje mi kasy, zaj… tego przechodnia”.
    I to jest piekne, ze w GTA mozesz grac jak chcesz, byc moze ja troszke lepiej zarzadzalem flotom i zupelnie odpadalo bicie po glowie prostytutek i wyciaganie im zaskorniakow z torebek. Zawsze mozna bylo w cos zainwestowac. Tommy Angelo z Mafii, wypada duzo lepiej od niemego i bezimmiennego bohatera GTA III, ale wydaje sie plytszy od Tommy’ego Vercetti czy CJa.

    „Wulgaryzmy nie są przypadkowe, skoro mój bohater rzuca nimi w każdej dyskusji…”.
    Zwarzywszy, ze nie gra sie teczowym misiem, nie widze tu problemu.

    „…do filmu ‚Sarface’ trochę temu daleko…”.
    Szkoda, 80 procent, byles blisko, koncowka Vice City, to jeden wielki hold dla ‚Scarface’.

    GTA SA mozna zarzucic, ze nie powstrzymano sie i wrzucono do wora kazdy pomysl, jaki tylko im przyszedl do glowy. Fabula moglaby spokojnie zostac podzielona na oddzielnie sprzedawane epizody i kazdy odcinek wnosilby cos zupelnie nowego. VC przez wielu uznawana, za najlepsza z serii to przyklad idealnego balansu pod tym wzgledem.

    Teraz nadchodzi GTA IV. Przyznam sie, jestem megafanboyem i po pierwszych recenzjach GT, IGN, jestem spokojny i wydaje mi sie, ze tez Biofrogerze sie nie zawiedziesz.

    Na koniec mala dygresja: Przyznam sie jednak, ze bedac jeszcze nastolatkiem, grajac z kumplem wpierwsze GTA, robilismy sobie zawody, kto wykonczy wiecej policjantow zanim ci go dorwia.

  13. @Dahman. Lekcje widzę odrabiamy obaj ;) Zagadzam się z uwagami na temat różnic między mechaniką Mafii i GTA. Tym bardziej zastanawiałem się dlaczego jednak GTA podoba mi się dużo mniej. I doszedłem do dwóch przyczyn: bardziej zręcznościowy i nierealistyczny charakter walki/modelu jazdy w GTA oraz skłanianie gracza do sposobu działania, który kompletnie mi nie odpowiada. Tu właśnie jest istotna różnica między filmem a grą – oglądając np. Reservoir dogs obserwujesz i kiwasz z niedowierzaniem głową, w grze posłuchasz nawet dobrego dialogu (które niewątpliwie VC i SA mają), ale potem musisz coś zrobić. Dlatego właśnie zdecydowałem się na wpis w tym temacie – w pewnym sensie gry to „aż gry”. Oddziałują mocno (przynajmniej na mnie), ale i wymagają czynnego zaangażowania. W kolejnych GTA „wymiękłem” nie tylko dlatego, że musiałem z perfekcyjną zręcznością kierować przez kilkanaście prób np. zdalnie sterowanym helikopterkiem z bombą, ale też po to aby wysłuchać potem jak mój bohater cieszy się, że pięknie wysadził tych „cienkich palantów”. Czy coś w tym stylu. Wybacz, ale ja sam wtedy czułem się jak palant. Że 2 godziny zasuwałem, aby tyle usłyszeć i być siebie „dumny”. Podobnie podczas rąbanek z konkurencyjnymi gangami w SA czy zdobywania posiadłości w VC. W Mafii czuć było podczas misji wiszący u szyi bohatera ciężar, coś co ciągnie go ku zatraceniu, co powoduje, że próbuje kilkukrotnie naiwnie odkupić winy, a i to kończy się niepowodzeniem. A na dodatek robienie masakry typowej dla GTA było ograniczone mechaniką. Również w filmie Scarface – bohater rujnuje w końcu wszystko wokół siebie, nic nie daje mu nawet skrajna odwaga i bezczelność, realia wgniatają go w ziemię. Tymczasem w GTA taki „bohater” bierze wszystko (zakończenie VC widziałem). A kierując nim, wygranej nie życzyłem mu nawet przez minutę i wiem, że w realnym świecie wygrana na taką skalę jest niemożliwa. A przecież GTA jednak pretenduje do pokazywania „wiarygodnych” przestępców i „żyjących” miast.
    W filmie Jarhead była scena, w której amerykańscy żołnierze przed pierwszą wojną w Zatoce oglądają scenę nalotu śmigłowców z Apocalypse Now. Cieszą się i podniecają zapominając że ta scena to groteskowa ironia i protest przeciw wojnie. O podobnych rzeczach zapominali niestety także często twórcy poprzednich GTA. W Reservoir Dogs czy Scarface gorzko kpi się i ostrzega przed tym, co oni uznali za temat godny wielogodzinnych rozgrywek. Myślę, że gdybym to tylko obserwował, bez grania, uznałbym Vercettiego czy CJa za nieco humorystyczne ostrzeżenie przed niebezpiecznym prostactwem i bezczelnością. Ale czy można długimi godzinami robić w grze coś co uważa się za obrzydliwe czy głupkowate? Chyba, że się tak nie uważa. Sam nie wiem co gorsze…

    PS. W GTA 4 oczywiście też zagram jak tylko będzie okazja. Po pierwszych komentarzach (które w większości przypominają wyznania wiary, mające się nijak do profesjonalnych recenzji) rzeczywiście liczę na poprawę autentyzmu jazdy i walki oraz większy dystans i krytycyzm twórców do poczynań bandytów. Tygodniami pomagać kolejnemu półgłówkowi w drodze do wspaniałej kariery nie będę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s