Autoterapia growa

Poniższy tekst napisałam jesienią ubiegłego roku dla nowego papierowego magazynu o grach, który koniec końców jednak się nie ukazał. Wrzucam go zatem tutaj – po pierwsze dlatego, że o omawianej w nim inicjatywie nikt chyba u nas jeszcze nie pisał, a po drugie po to, by było wiadomo, że Altergranie – choć nadal w hibernacji – nie wydało jeszcze ostatniego tchnienia :-)

Zahartowani w bojach o sprawiedliwe, całościowe postrzeganie zjawiska gier, potrafimy zaciekle bronić ich honoru, gdy padają aż nazbyt znajome oskarżenia. Na każdy argument świadczący jakoby o ich szkodliwości lub miałkości, wyrwani ze snu w środku nocy jesteśmy w stanie z miejsca podać kontrargument, dowodzący pozytywnego wpływu gier na rozmaite aspekty życia. I to zarówno w wymiarze jednostkowym (rozwijanie wyobraźni, dostarczanie artystycznych wrażeń, nauka nowych umiejętności), jak i społecznym: rozwój segmentu serious games udowodnił, że gry z powodzeniem sprawdzają się jako narzędzia edukacyjne, treningowe czy perswazyjne. Zresztą, kogo jak kogo, ale czytających te słowa przekonywać o tym przecież nie muszę.

Stosunkowo rzadko mówi się natomiast o zjawisku stojącym na pograniczu subiektywnego odbioru gier i ich obiektywnie pozytywnego działania. Chodzi sytuacje, w których gry pomagają nam poradzić sobie z osobistymi problemami; o swoistą autoterapię grową.

Terapeutyczne właściwości tradycyjnych mediów, książek czy filmów, są znane od dawna. Kto choćby raz, śledząc losy fikcyjnego bohatera, nie odnalazł w nich analogii do własnego życia, ułatwiających uporanie się z trudnymi przeżyciami lub choćby spojrzenie na nie z dystansem? Szeroko rozumiana arteterapia bierze swój początek w naturalnej dla człowieka skłonności do identyfikowania się z innymi poprzez sztukę.

I o ile biblio- i filmoterapia są stosowane w leczeniu rozmaitych traum i stanów depresyjnych od lat, o tyle potencjał gier wideo na tym polu wciąż pozostaje nie do końca odkryty. Jestem jednak przekonana, że to tylko kwestia czasu, bo przecież unikalna na tle innych mediów interaktywność znakomicie predestynuje je do tego celu. Możliwość wchodzenia w buty bohatera i kierowania jego poczynaniami w wirtualnym świecie aż prosi się o wykorzystanie w pomaganiu samemu sobie. I to w zakresie wykraczającym znacznie poza rozładowanie napięcia po ciężkim dniu za pomocą emocjonującej partyjki deathmatchu czy obniżenie poziomu stresu dzięki łagodnym grom casualowym.

Ktoś mógłby powiedzieć, że aby gry były w stanie pomagać nam w radzeniu sobie z trudnymi problemami, same powinny najpierw podejmować i traktować je z należną powagą, głębią i wyczuciem. A to, jak wiemy, zdarza się na razie dość rzadko. Mimo to okazuje się, że tak jak w biblioterapii częściej niż wielka literatura sprawdzają się proste historie, tak i pełne archetypicznych motywów, wątków i postaci gry są w stanie, w odpowiednich okolicznościach, poruszyć w nas głębokie struny i zadziałać kojąco na skołatane trudnymi przeżyciami nerwy. Co ciekawe, dzieje się tak najczęściej niezależnie od intencji autorów, którzy przecież nie zamierzali stworzyć gier terapeutycznych. To odbiorcy nadają im nowe znaczenia, sprawiając, że skończone dzieła zaczynają żyć w nich własnym życiem.

W tym miejscu, dla wzmocnienia wymowy tekstu, powinnam przytoczyć opowieść o tym, jak gry pomogły mi osobiście. Nie chcę jednak wymyślać na poczekaniu zgrabnej historyjki tylko po to, by dowieść swojej racji. Zresztą, wcale nie muszę. Aby przekonać się o efektach autoterapii growej, wystarczy poczytać opowieści zgromadzone na stronie How Games Saved My Life, prowadzonej przez Ashley Burch, znaną skądinąd z humorystycznej serii internetowej Hey Ash, watcha playin’?.

Oddzielając ziarno od plew, bo część tekstów ze strony dotyczy spraw błahych bądź ich powiązanie z grami jest mocno naciągane, znajdziemy tam prawdziwie poruszające historie. Oto studentka college’u po tragicznej śmierci ukochanego taty utożsamia się z poszukującym ojca bohaterem Fallouta 3, a scena jego śmierci działa na nią jak katharsis (1). Oto uwięzionej przez lata w ciele mężczyzny młodej kobiecie gry z silnymi bohaterkami pomagają zaakceptować tożsamość płciową (2). Oto chronicznie zdradzany mężczyzna odnajduje w sobie zrozumienie i przebaczenie dla wiarołomców dzięki katuszom, jakie cierpi bohater gry Catherine (3). Oto nastolatek dokonuje coming outu przed przyjaciółmi z gildii w World of Warcraft, co pomaga mu pogodzić się z własną orientacją seksualną (4). Oto dwóm braciom przeżywającym w dzieciństwie burzliwy rozwód rodziców wspólne pokonywanie przeszkód wraz z bohaterami Final Fantasy IX pozwala odbudować wiarę w więzi międzyludzkie (5). Jest też kilka historii, w których tytuł strony (przypomnijmy: How Games Saved My Life) znajduje dosłowne odzwierciedlenie, opowiadających o tym, jak gry odwiodły autorów od myśli samobójczych.

Żeby była jasność: to nie jest błyskotliwe, erudycyjne pisanie o grach. Wprost przeciwnie; teksty te cechuje prostota, są niewyszukane w formie. Jest w nich jednak szczerość i odwaga, które czynią lekturę budującą. I nie chodzi tylko o uzyskanie kolejnego argumentu świadczącego o wartości gier, służącego do wymachiwania sceptykom przed nosem. Świadectwa zgromadzone na stronie How Games Saved My Life – będące przecież jedynie próbką zjawiska, które zatacza znacznie szersze kręgi – to kolejny dowód na to, że gry bywają dla nas czymś niezwykle istotnym, również na najbardziej osobistym poziomie. Wszyscy używamy ich w mniejszym lub większym stopniu w celach eskapistycznych, ale w przypadku niektórych ucieczka od rzeczywistości pomaga jednocześnie uporać się z jej najbardziej bolesnymi aspektami. I to jest wspaniałe, nawet jeśli daleko jeszcze do uznania gier przez naukę jako pełnoprawnego narzędzia terapeutycznego.

4 thoughts on “Autoterapia growa

  1. Tekst (jak zwykle) fajny. Altergranie, nawet zamieszczając tekst raz na kilka miesięcy pozostaje znakomitym blogiem :)

  2. Wszystko jest dla ludzi… To tak jak z alkoholem jednym rujnuje zycie innym nie.
    A co do gier to sam gralem przez 8 lat w Tibie w miedzyczasie prowadzac dla zabawy prywatne serwery , teraz znam ponad 6 jezykow programowania pracuje w firmie od marketingu internetowego a gdyby nie gra w Tibie nigdy bym tego nie osiagnol…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s